Autostop z Voldemortem, czyli nie możesz mu się oddać, Harry

by 17.7.11 4 komentarze
Wszyscy wiemy, że Harry nie powinien się oddawać Voldemortowi (bo to przecież nie wypada, zwłaszcza w filmie dla dzieci). Dosłownie o tym fakcie postanowił nam przypomnieć tłumacz napisów do "Deathly Hallows 2", dodając wyjątkowego uroku scenie przedstawiającej pożegnanie Harry'ego z Ronem i Hermioną. Poza tym drobnym detalem napisy prezentowały się naprawdę nieźle, bo mimo dwukrotnego obejrzenia nie dopatrzyłam się żadnych większych błędów. W pojedynku pomiędzy panią Weasley a Bellatrix pojawiła się nawet "suka", które to słowo podobno było za ostre dla twórców dubbingu. Bardzo przyjemnie jest nareszcie trafić na porządnie zrobione napisy do filmu nie dość, że fantastycznego, to jeszcze dla dzieci.

Spisał się nie tylko tłumacz polskich napisów, ale i twórcy filmu - z wielkim zadowoleniem przyznaję, że to najlepszy potterowy film od kilku lat. Całość z jednej strony bardzo nowoczesna i dynamiczna, pełna pościgów, wybuchów, krzyków... Ale jest też dużo scen z pozoru bardzo statycznych, które oglądałam z równie wielką przyjemnością, z uwagi na znakomitą grę aktorską, dialogi oraz dobrze zaplanowane kadry. Prawie na samym początku można zobaczyć przykłady dwóch podobnych scen, które odbywają się w prawie zupełnej ciszy - rozmowę Harry'ego z Gryfkiem i Ollivanderem. Przyznaję, że mocno się zdziwiłam, bo sceny bardzo mnie wciągnęły nie tylko dzięki starszym aktorom, ale i samemu Danielowi Radcliffe'owi, który spisuje się tu naprawdę nieźle. Twórcy zaryzykowali i postanowili z powodzeniem zmienić obrażonego nastolatka z wcześniejszych części w kogoś bardziej strawnego. W książkach oczywiście odbywa się podobny proces, ale jest on rozłożony na dłuższy okres czasu, a tymczasem Harry z "Deathly Hallows" i Harry z "Deathly Hallows 2" różnią się w całkiem dużym stopniu. Gdybym nie wiedziała, że powinno być inaczej, podejrzewałabym nawet, że Harry w powyżej wspomnianych momentach wykazał się sprytem i podstępnością.


Wspomniane wcześniej sceny, w których dominuje cisza, pojawiają się zwłaszcza pod koniec filmu - gdy razem z wielką trójką przemierzamy zrujnowany i opustoszały Hogwart. Ciche kroki odbijające się echem w zasypanych gruzem korytarzach wprowadzają zarówno widzów jak i (najwyraźniej) same postacie mocno nostalgiczny nastrój. Doskonale znane korytarze i przejścia zmieniają się bardzo drastycznie - wiadomo, że to co było wcześniej, już nie powróci. Jakiego bym zdania nie miała na temat niektórych książek i większości potterowych filmów, to jednak tego typu nastroje bardzo do mnie przemawiają, bo sama czuję pewien smutek na myśl o tym, że to ostatni film, a tym samym koniec pewnego etapu. Mniej odczuwałam to po wyjściu ostatniej książki, bo zawsze było wiadomo, że mogę czekać jeszcze na filmy (w których akcja i tak nie do końca pokrywa się z fabułą książek, więc zawsze są pewnym zaskoczeniem). "Deathly Hallows" idealnie podbija ten nastrój. Dobrze czy źle? Sama nie wiem. Na mnie na pewno działa.




Trochę czułości..


Wracając do książkowo-filmowych różnic: każdy, kto widział przynajmniej jedną z wcześniejszych części filmu wie, że w pewnych momentach przeniesienie na ekran wątków książkowych jest baaardzo pobieżne. Główne wątki oczywiście są jak najbardziej zaczerpnięte ze słowa pisanego drogiej pani Rowling, ale wiele pobocznych jakoś się tak pogubiło, albo zupełnie pozmieniało, nie pasując do realiów wszechświata. Hermiona za rzadko przypominała scenarzystom o tym, że już w "Historii Hogwartu" napisano, że aportowanie się w obrębie zamku jest niemożliwe (nawet Ron to w końcu zapamiętał, więc czemu nie twórcy filmu?). Oczywiście gdyby nie to przeoczenie nie dostalibyśmy cudownej sceny, w której Harry łapie się na raczej wyboisty autostop na teleportującym się Voldemorcie (wyboistość jest zupełnie jego winą - było macać kierowcę po twarzy?). Zresztą nie ma co narzekać - co się pośmiałam to moje, a tego typu perełek było w całym filmie zdumiewająco niewiele. Kilka zmian, zwłaszcza dotyczących scen z Voldemortem (nie napiszę Lordem Vadermortem, nie napiszę Lordem Vadermortem) wzbudziło u mnie lekkie zgrzytanie zębami, ale film jako całość całkiem nieźle trzyma się w miarę logicznego i zgodnego z książkowym pierwowzorem przebiegu akcji. Na tle innych potterowych filmów fabułę spokojnie da się przełknąć jako zjadliwą całość (bez problemu wybaczam nawet to, że dla zachowania ratingu PG-13 praktycznie zrezygnowano z krwi, a złe postacie umierając zamieniają się w konfetti).


Do elementów naprawdę wyjątkowych zaliczyłabym to, jak w całym filmie spisuje się Draco oraz cała rodzina Malfoyów (Narcissa ze swoim stylizowanym na lata pięćdziesiąte makijażem zdecydowanie wymiata). Tom Felton i Jason Isaacs mają do swojej dyspozycji stosunkowo niewiele czasu ekranowego, ale prezentują się naprawdę świetnie (uwielbiam scenę, w której Draco w nagrodę za chwilowe przejście na stronę Śmierciożerców dostaje uściski od Voldemorta; fakt ten najwyraźniej skłania większość uczestników hogwarckiego zgrupowania do wystąpienia przeciwko Czarnemu Panu...). Podobnie rzecz się ma z Heleną Bonham Carter, która znakomicie sprawdza się zarówno w swojej dotychczasowej roli, jak i grając osobę pod Bellatrix się podszywającą. Jest jeszcze wiele przypadków podobnych do powyższych - ze zdumieniem przyznaję, że większość najbardziej spektakularnych momentów nie miała smoków, ogniowych potworów, czy też wielkiego pola siłowego o kształcie bańki, tylko bardzo dobrą grę aktorską prezentowaną przez większość drugoplanowych postaci. Można powiedzieć, że aktorzy znani z doskonałych kreacji w innych produkcjach na sam koniec filmowej sagi postanowili dodatkowo i jeszcze intensywniej pokazać, jak bardzo są utalentowani. Świetnie prezentują się też nowi dziecięcy aktorzy - zwłaszcza mały Severus i Albus Severus.


Wizualno-efektowo-scenograficzno-kostiumowa strona produkcji jest również, jak zwykle, na najwyższym poziomie. Poprzez dekonstrukcję większości pejzaży i wnętrz znanych z wcześniejszych produkcji udało się osiągnąć wyjątkowy klimat. Pewne miejsca - jak np. Hogwart - były przez lata utrwalane w naszej wyobraźni jako stałe, niezmienne i bardzo bezpieczne. Umiejętnie przeprowadzona zmiana, uczynienie znanego obcym bardzo znacząco wpłynęło na to, jak się ten film postrzega. Kolejnym zabiegiem, za który jestem twórcą wdzięczna, jest doskonała muzyka, w której pojawiają się motywy zaczerpnięte z "Kamienia Filozoficznego". Charakterystyczna melodia, która rozpoczynała większość Potterów, pojawiała się oczywiście we wszystkich filmach, ale za każdym razem ulegała metamorfozie. W "Deathly Hallows 2" wracamy do dokładnie tych samych dźwięków. Zabieg ten zapewne miał za zadanie obudzić w widzach sentyment i jeżeli chodzi o mnie, twórcy zamierzony efekt jak najbardziej uzyskali.
Ponowne obejrzenie pozwoliło mi do niektórych elementów tego filmu podjeść jeszcze raz na spokojnie i muszę przyznać, że zdanie, jakie sobie wyrobiłam początkowo, nie uległo zmianie - bardzo przyjemny film z naprawdę fantastycznymi momentami, świetny Potter i udane zakończenie sagi.


Na koniec pozostawiam tylko dramatyczny apel do przyszłych twórców filmowych: nie naciągajcie Alana Rickmana. Może i 20 lat nie ma, ale lepiej (doskonale) wygląda taki, jaki jest obecnie, a nie naciągnięty mejkapowo i komputerowo aż do uzyskania efektu gumowego balonika. Prosiłabym również o unikanie makijażu w stylu heroiny niemych filmów. Jeżeli chcecie go tak malować w innym filmie, to z trudem przeżyję, ale dla mnie Snape nigdy nie będzie aż tak ciemnego koloru nakładał na górne powieki (fanfiki i fanarty w tym przypadku się nie liczą).

Harry Potter and the Deathly Hallows: Part 2 (2011)
Reżyser: David Yates
Scenariusz: Steve Kloves
Gwiazdy: Daniel Radcliffe, Emma Watson, Rupert Grint, Ralph Fiennes, Ralph Fiennes, Michael Gambon, Alan Rickman, Helena Bonham Carter, Jason Isaacs, Tom Felton, Warwick Davis, Maggie Smith, Jim Broadbent, David Thewlis, Robbie Coltrane, Gary Oldman

A dla uważnych i ciekawskich czytelników, którzy dotarli aż tutaj link do miejsca, w którym można podziwiać cydowy mroczny znak specjalnie z okazji "Deathly Hallows" zrobiony. Dodatkowo Rusty wakacjuje, więc wszelkie uwagi ortograficzne odnośnie recenzji mile widziane :D

Edit: Wstawiłam przecinki. Tu jest cywilizacja. :) R.

Henna Illu

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.