Anatomia trolla

by 15.7.11 7 komentarze
Istnieje wiele rodzajów trolli. Część jest stosunkowo niewielka, przyjaźni się z filifionkami, a na zimę wypycha brzuszki sosnowym igliwiem. Inne zrobione są z gumy i sztucznego futerka, a kolejna odmiana zajmuje się dręczeniem uczestników różnych internetowych społeczności. Często spotyka się też takie, które z upodobaniem siedzą pod mostami, konsumując kozy i nieostrożnych przechodniów, przy okazji próbując unikać światła słonecznego oraz hobbitów. Rodzaj, o którym będziemy mówić dzisiaj, trochę różni się od pozostałych - liczy sobie od kilku do kilkudziesięciu metrów wzrostu, jego zwyczaje żywieniowe są raczej nieciekawe, a samo istnienie starannie ukrywane przez rząd norweski.

Powyższy typ trolla możemy poznać bliżej dzięki "Trolljeggeren" ("Troll Hunter"/"Łowcy Trolli"), czyli naprawdę wyjątkowemu norweskiemu filmowi. Główne założenie konstrukcyjne przypomina dokumenty Moora i "Blair Witch Project"n - razem ze złożoną ze studentów ekipą filmową śledzimy najpierw historię tajemniczych ataków, a następnie poznajemy i idziemy tropem prawdziwego łowcy trolli. Całość ma formę paradokumentu, widzimy surowy nieobrobiony materiał z wszystkimi komentarzami początkowo pokpiwającej z całego zagadnienia ekipy. Pokpiwającej oczywiście do czasu, bo fakt istnienia trolli jest w tym filmie duży, zły i niezaprzeczalny.

Troll jaki jest każdy widzi
Film w całości zrobili Norwegowie, przy produkcji wykorzystując lokalne (np. dwuosobowe) studia zajmujące się efektami specjalnymi i cyfrową obróbką obrazu (bardzo ciekawy anglojęzyczny artykuł o tym, jak powstawały trolle można znaleźć tu). Polacy, nauczeni doświadczeniem, w takim momencie obawialiby się raczej smutnego efektu, jaki możemy podziwiać w "Wiedźminie", ale w tym przypadku twórcy filmu postawili na swoich "Bagińskich" i bardzo dobrze na tym wyszli. Wszystkie sceny, w których pojawiają się trolle - od zdjęć nocnych aż do ogromnego przedstawiciela tego gatunku widocznego w świetle przedświtu sprawdzają się naprawdę rewelacyjnie. Same trolle są ciężko i topornie zbudowane, ich kształty jedynie z zarysu ludzkie, ale nie ma tu efektu gumowego wora z mackami. Widzimy istotę odartą z legend, wszystkożernego drapieżnika, który brak inteligencji nadrabia szybkością, wielkością i wytrzymałością. Wiekowe potwory niespecjalnie dbają o higienę, czy pleniącą się na nich roślinność - wszystko to możemy zobaczyć, niekiedy nawet w najmniejszych detalach. Spotkałam się z recenzją, która uproszczone kształty tych stworzeń (takie złe muminki, paszczaki i inne buki) traktuje z przymrużeniem oka, ale skandynawskie legendy i opowieści każą nam właśnie takich postaci oczekiwać. Współczesna popkultura powoduje, że stworzenia o wielkich nosach i brzuchach uważamy przede wszystkim za miłe i przyjazne, ale z drugiej strony podobne oczekiwania mamy w stosunku do misiów. Jak dla mnie filmowe trolle sprawdzają się zarówno pod względem wizualnym, jak i każdym innym - bardzo wiarygodne jest to, jak się poruszają czy też zachowują. Animacja jest tu na wysokim poziomie.

Podczas oglądania filmu trolla poznajemy jako prawdziwego groźnego drapieżnika, ale wbrew pozorom produkcja nie jest moim zdaniem horrorem. Sceny nocnych spotkań, pościgów i ucieczek (kiedy okazuje się, że pościg spowodował spotkanie poszukiwanego stworzenia) trzymają w napięciu i są świetnie skonstruowane, ale widzowie powyżej lat 12 raczej nie będą się bać (chociaż nigdy nic nie wiadomo). Swoją drogą chciałabym ten film puścić komuś np. podczas wizyty w górskim domku, wtedy otoczenie mogłoby spowodować powstanie całkiem przyjemnego dreszczyku. Jednym słowem film bardzo wciągający, ale niezbyt straszny (najbardziej mnie w tym wszystkim przeraża całkiem realna perspektywa amerykańskiego remake`u).

Ekipa filmowa, podobnie jak prawdopodobnie większość widzów, początkowo do tematyki trolli podchodzi raczej sceptycznie, przyjmując eleganckie rządowe wyjaśnienia podające, że na danym obszarze sprawcami ataków są niedźwiedzie. Do pewnego momentu może wydawać się nawet, że trolle są w tym filmie tylko postaciami z legend, mitów i literatury fantasy, a poszukujący ich mężczyzna będzie tylko kolejnym smutnym przypadkiem niespełnionych nadziei na pokazanie nam czegoś niezwykłego. Wkrótce zarówno widz, jak i filmowcy na własne oczy przekonują się, że trolle jednak istnieją. Spora część znanych z opowieści faktów okazuje się być albo przerysowana, albo zupełnie nieprawdziwa, ale sam troll jak najbardziej prawdziwy jest. Dla złożonej z cyników bandy filmowców zaskoczenie tym faktem jest oczywiście ogromne, ale ich późniejszy entuzjazm naprawdę fajnie się ogląda.
Trollowa łapka robi: pac pac
Gdyby nie temat, film byłby sobie całkiem zwyczajnym paradokumentem o niedofinansowywanej jednoosobowej rządowej agencji, chroniącej obywateli przed nieznanym powszechnie niebezpieczeństwem. Temat daje tu jednak bardzo dużo. Duchy i podobne zjawiska w dokumentach przejadły mi się już po obejrzeniu pierwszego przykładu gatunku. Wprowadzenie postaci z lokalnych legend powoduje, że "Troll Hunter" bawi podejściem naprawdę świeżym i oryginalnym. Dodatkowo - w przeciwieństwie do owych nudnych (dla mnie) duchowych filmików – tutaj widzimy coś więcej niż cień odbicia lustra w cieniu odbicia lustra cztery kroki dalej za rogiem przedpokoju i pod kanapą, który drga przez ułamek sekundy. Reżyser daje nam wielkiego, śmierdzącego i głupiego trolla, który może wywęszyć cię z odległości kilku kilometrów, jeżeli tylko jesteś chrześcijaninem (co do tego, czy krew muzułmanów działa podobnie nawet sam łowca trolli nie był pewien). Do plusów filmu zaliczam to, że nawet pojawienie się owych mitycznych stworzeń nie przerwało u mnie uroczego, chwilowego zawieszenia niewiary, a to ze względu na to, jak świetnie strona "dokumentalna" filmu jest skonstruowana. Razem z ekipą filmową z rosnącym zainteresowaniem przyglądałam się prowadzonym przez tytułowego łowcę trolli poszukiwaniom podchodząc do całej kwestii z coraz większymi emocjami.
Pan łowca w pełnej krasie
Paradokumentalna formuła filmu sprawdza się w tym przypadku na prawdę rewelacyjnie. Sam obraz prezentuje się też bardzo ciekawie, czasem niewyraźny, czasem ziarnisty, a czasem ewidentnie kręcony "z ręki" podczas ucieczki po lesie. Proporcje scen, w których mamy tradycyjnie prowadzoną kamerę w stosunku do tych, w których obraz, dla dodania autentyczności i zrobienia budżetu realnym, jest z tego lub innego powodu mniej wyraźny też są dobrze przemyślane - na tyle, by dodać niektórym scenom dynamiki, ale nie znudzić ani nie zirytować widza ciągłym huśtaniem. Do huśtania jestem mocno zrażona od czasu "Tańcząc w ciemnościach".
Trollowy paparazzi i jego ofiara
Strona wizualna świetna, fabuła również jest wciągająca, całość rewelacyjnie nakręcona, ale filmu raczej nie poleciłabym osobom wzdragającym się na myśl o trollach. Jeżeli podoba wam się pomysł, to cała reszta z pewnością spełni wasze oczekiwania.



Trolljegeren (2010)

Reżyser: André Øvredal
Scenariusz: André Øvredal, Håvard S. Johansen
Zwiastun: 1

Henna Illu

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.