Gdyby Jane Austen pisała erotykę...

by 29.7.11 7 komentarze
Nadszedł ten czas, który nadchodzi w istnieniu każdego bloga, gdy postanowiłyśmy pisać o seksie, by podnieść statystyki. Przez pewien czas rozważałyśmy omówienie trzeciego odcinka "Torchwood: Miracle Day", ale ostatecznie postanowiłyśmy odłożyć to na czas dalszy, bliżej nieokreślony i zająć się recenzją książki "Pride and Promiscuity: The Lost Sex Scenes of Jane Austen" Arielle Eckstut i Dennisa Ashtona.


Jane Austen jest chyba najbardziej bastardyzowaną współcześnie autorką. W 2007 roku pojawiły się dwa filmy biograficzne. Wiernych adaptacji jej książek dla kina i telewizji nie sposób zliczyć (celuje w ich zwłaszcza brytyjska BBC), a przecież powstaje mnóstwo filmów tylko inspirowanych jej twórczością, że wspomnę tytuły takie jak "Clueless" i "Dziennik Bridget Jones". Są też wersje bollywood i kollywood - a mówię wyłącznie o tych, które się do zapożyczeń oficjalnie przyznają. Jane Austen była wspomniana w w trzeciej serii "Czarnej żmii", w "Czerwonym karle" oraz w "Futuramie". W 2010 na kanale youtube brylował filmik "Jane Austen Fight Club", gdzie panienki z powieści waliły się po mordach aż miło, parafrazując przy tym słowa wypowiadane w oryginalnym filmie przez Edwarda Nortona. O "Dumie i uprzedzeniu i zombie'ch" chyba nawet nie warto wspominać, ale istnieje również "Sense and Sensibility and Sea Monsters".

Nic więc dziwnego, że i duet Eckstut/Ashton postanowił dołożyć swoje trzy grosze do popkulturowego kociołka zawierającego zupę z Austen. Szkoda tylko, że nie przez większość czasu nie wzbili się ponad przeciętność - zastosowanie najbardziej popularnych fetyszy mogło odrobinę pomóc, ale niestety raczej pogrążyło całość. Wybiegam jednak za bardzo naprzód.

Książka oparta jest na pomyśle zabawy z czytelnikiem, wyjaśnionym w Przedmowie. Otóż podczas wyprawy do Wielkiej Brytanii w 1999 roku Eckstut i Ashton zatrzymali się w pewnym starym domu, gdzie przypadkiem odkryli tajemniczą szkatułkę zawierającą luźne strony manuskryptu z postaciami znanymi z powieści Jane Austen oraz pewną ilość listów. Konsultacja księgi gości wykazała, że co prawda sama autorka nigdy w tym domu nie mieszkała, ale już jej siostra Cassandra owszem. Ucieszeni odkrywcy oczywiście skontaktowali się z ekspertem z Jane Austen Society, który na podstawie szczegółowej analizy interpunkcji potwierdził autentyczność znaleziska, które następnie zostało opublikowane.

Recenzja będzie krótka, jak że i książeczka długością nie grzeszy. Po Przedmowie następuje Wstęp napisany przez dr Elfridę Drummond (czyli rzeczonego eksperta), a potem kolejne rozdziały. "Wycięte" sceny łóżkowe uszeregowane są według książek, z których "pochodzą". Na pierwszy ogień idzie Jane ("Duma i uprzedzenie") w lesbijskim trójkącie z Caroline Bingley i panią Hurst, które sprawdzają, czy w wypadku małżeństwa najstarsza z sióstr Bennet będzie w stanie zaspokoić ich brata - scena ma w zamierzeniu wyjaśniać dłuższy pobyt w Netherfield, co wydaje mi się mocno naciągane, bowiem z książki wiemy, że spowodowany on był chorobą Jane na skutek jej jazdy wierzchem w deszczu.

"Trzy gracje" Antonio Canovy, ze zbiorów Ermitażu 

Następnie czytelnik zostaje uraczony miałką sceną pomiędzy Elizabeth Bennet a panem Darcym, mającą miejsce podczas zwiedzania Pemberley - serial z 1995 dodał tej akurat części książki zdecydowanie więcej seksapilu, gdy twórcy kazali wskoczyć Colinowi Firthowi do stawu w koszuli i spodniach, niż przegadane fellatio za pniem drzewa.

Honor "Dumy i uprzedzenia", powieści opartej przecież na niedopowiedzianym seksualnym napięciu pomiędzy parą głównych bohaterów, ratuje świetna scena między Charlottą a panem Colllinsem, gdzie lady Catherine de Burgh okazuje się być dobrą wróżką pożycia małżeńskiego swojego protegowanego, przysyłając jego żonie jedną ze swoich starych sukien i szpicrutę. Powiedzcie szczerze, czyż pan Collins nie wygląda na kogoś, kto wprost uwielbia dominujące kobiety? Scena aż skrzy się humorem i przyjemnie się ją czyta.

Zaraz potem wrażenie to zacierają obie sceny z "Rozważnej i romantycznej" - zarówno ta, gdzie pani Palmer ma ochotę na mały łóżkowy roleplay, a jej mąż zdecydowanie nie, jak i ta, gdzie siostry Elinor i Marianne porównują swoje doświadczenia z adoratorami - trudno powiedzieć szczegółowo, co Elinor robiła zarówno z koniem, jak i jego panem, ale tu akurat autorzy przegięli i czyta się to z zażenowaniem. Starsza z panien Dashwood na pewno nie parała się zoofilią.

Komiks z serii "Hark! A Vagrant" Kate Beaton

Następnie dostajemy dwie sceny z "Mansfield Park" - pierwsza jest nudna, postaci planują wystawić francuską sztuką, która w zamierzeniu miała pewnie być w stanie zawstydzić samego markiza de Sade, a w praktyce okazuje się być nudna jak flaki z olejem - co nie przeszkadza Fanny unosić się "słusznym" oburzeniem. Druga scena jest zdecydowanie kazirodcza: Mary i Henry Crawford zaczynają od najeżonej insynuacjami rozmowy, by szybko przejść do czynów - tekst jest pikantny, ale łatwiej byłoby mi go zaakceptować, gdyby nie opisywał rodzeństwa - tu mój liberalizm się kończy.

Autorzy nie znoszą bohaterów "Emmy" tak samo jak ja, dzięki czemu dostajemy dwa najlepsze fragmenty książki. W pierwszym z nich Emma masturbuje się przed lustrem, myśląc, jak to jest cudowna i niezastąpiona i jeśli nie jest to idealny opis osobowości tej postaci, to nie wiem, co nim jest. W drugim z nich Frank Churchill okazuje się być biseksualną, męską wersją nimfomanki i usiłuje uwieść pana Knightleya (który jak zwykle ma, hmmm, kij w pewnej części ciała) za pomocą zabawnego kalamburu. Obie scenki są zabawne, złośliwe i dobrze napisane.

Scena z "Northanger Abbey" usiłuje się trzymać nastroju gotyckiej parodii, w której utrzymany jest oryginał, w związku z czym Catherine znajduje szafę pełną czegoś, co uważa za narzędzia tortur. Na szczęście uczynny Henry, który nakrywa ją w opuszczonym pokoju, jest bardziej niż chętny, by zademonstrować jej, do czego owe przedmioty naprawdę służą.

"Perswazje" - moja ulubiona powieść Austen, czemu zresztą wielokrotnie już dawałam wyraz - dostają prequel, z którego dowiadujemy się, jak bardzo mieli się ku sobie Anne i kapitan Wentworth osiem lat przed akcją powieści, podczas przejażdżki łódką po jeziorze. Pozwolę sobie tylko powiedzieć, że mimo braku wiatru łódką mocno kołysało...

Podobał mi się również pomysł, iż "Watsonowie" nie byli powieścią niedokończoną, lecz tak bardzo niemoralną i wyuzdaną (czy powieść może być wyuzdana?), że wydawca, do którego Austen wysłała manuskrypt, w oburzeniu spalił wszystko, co nie nadawało się do druku - pozostawiając tym samym jedynie kilkadziesiąt początkowych stron.

W ten sposób dochodzimy (ha ha) do końca książki. Dwa cele przyświecały jej autorom: komiczny (no bo przecież sceny seksu pomiędzy uwielbianymi przez masy bohaterami Austen muszą wywoływać śmiech, ha ha ha) oraz komercyjny (Austen się sprzedaje, seks się sprzedaje, razem będą się sprzedawać dwa razy lepiej). Niestety ich styl pisarski kuleje; poza tym większość tych scen nie jest ani śmieszna (z wyjątkiem Charlotty i pana Collinsa oraz obu z "Emmy"), ani szokująca. Jak łatwo zepsuć jest scenę erotyczną w książce wie każdy, kto kiedykolwiek zajrzał na Weeping Cock lub zapoznał się z nominacjami do Bad Sex Awards. Niestety z jedenastu fragmentów tylko trzy są interesujące - reszta jest po prostu nudna. A nudna scena erotyczna jest nawet gorsza niż taka po prostu zła, w związku z czym książkę mogę polecić tylko jako ciekawostkę, którą lepiej od kogoś pożyczyć niż kupić.


Pride and Promiscuity: The Lost Sex Scenes of Jane Austen

Autorzy: Arielle Eckstut i Dennis Ashton
Rok wydania: 2008
Wydawnictwo: Simon&Schuester

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.