Przytul szczeniaczka, czyli "Nastoletni Wilkołak" w wydaniu MTV

by 11.7.11 7 komentarze
Niektóre seriale oglądam dlatego, że są naprawdę genialne, a inne dlatego, że są naprawdę złe. Jest po prostu pewien poziom kiczu, niezręczności, nielogiczności, bezsensu i podobnych temu bonusów, który budzi moją ogromną radość. I dlatego właśnie zaczęłam oglądać "Teen Wolfa".



Już same zwiastuny, których twórcy nie mogli się zdecydować, czy reklamują nam horror czy sercowy dramat półnagiego nastolatka (który ocknąwszy się w środku lasu zastanawia się, co "ona" sobie pomyśli) obudziły we mnie nadzieję na naprawdę złą rozrywkę. Są wakacje - czas na koszmarnie złe seriale. Pierwszy odcinek MTV wypuściło 5 czerwca (i udostępniło na swojej stronie również polskim oglądaczom, bardzo miło, bardzo miło), a kolejny już dzień później. Do tej pory udało mi się obejrzeć 4 odcinki, co pozwoliło mi dosyć dokładnie zweryfikować przyjęte początkowo założenia. Spotkało mnie nawet pewne zaskoczenie, bo serial nie jest tak zły, jak oczekiwałam. Ma całkiem sporo naprawdę przyjemnych elementów.

Najważniejszą rzeczą, jaką musicie wiedzieć o "Nastoletnim Wilkołaku" jest to, że z dotychczasowymi produkcjami o tych nazwach ma wspólną głównie nastoletniość i wilkołactwo. Z drugiej strony ma też sporo wątków komediowych (celowych, o niezamierzonym komizmie będzie później), więc zwolennikom filmu z 1985 r. może się również spodobać. MTV przygotowało dla nas całkiem zjadliwą, ale niezbyt ambitną mieszankę lekkiego horroru, ładnie nakręconych scen akcji oraz wcale przyjemnego humoru.

Już w pierwszym odcinku główny bohater niespodziewanie otrzymuje bonus w postaci wilkołactwa, jest ścigany przez dawcę rzeczonej przypadłości alias wilkołaka, potyka się w lesie o samotną dolną połowę kobiecego trupa, śmiertelnie zakochuje, spotyka braci Winchesterów (ok, to nie "Supernatural", ale łowcy wilkołaków są dokładnie jak bracia Winchesterowie) i odkrywa, że posiada przenośną inteligencję w formie najlepszego przyjaciela.

W porównaniu do innych seriali osadzających nastoletnich bohaterów i różne magiczne zjawiska we współczesnym świecie "Teen Wolf" prezentuje się nad wyraz przyzwoicie. Serial w większym stopniu przypomina "Buffy" niż np. śmiertelnie poważne "Vampire Diaries". Ma więcej humoru niż "True Blood", ale za to mniej golizny (aczkolwiek jak na produkcję dla nastolatków ma jej całkiem sporo). Największym plusem serialu jest chyba to, że główny bohater jest facetem. Pozwoliło to (przynajmniej do tej pory) na uniknięcie większości irytującej świętości ukazywanej przez kobiece heroiny w ww. pozycjach. Brak też bardzo dużego idealizowania głównej postaci, która jest na tyle samolubna, że nawet ryzyko publicznego ujawnienia futrzanych problemów nie jest jej w stanie przekonać do rezygnacji z gry w Drużynie (to amerykański serial, Drużyna jest na tyle istotna, że nazwa powinna być pisana wielką literą). Scott, nasz wilczkowaty heros, nie jest więc ani święty (chociaż ma zapędy: kiedy się nie futrzy, jest przerażająco grzeczny i układny) ani też wyjątkowo inteligentny. Jest jednak na tyle zapobiegliwy, by posiadać najlepszego przyjaciela Stilesa, który w tym serialu odpowiedzialny jest zarówno za inteligencję, jak i wątki komediowe.

Wspomniana Drużyna jest również godna uwagi, gdyż gra w lacrosse, która to Gra pokazywana jest (jak zauważyła to pewna przemiła blogerka) jak mecz kapitana Tsubasy. Cięcia, dramatyczne najazdy kamery... Oprócz wilkołaczych pościgów, ucieczek i krwawych jatek to właśnie Mecz jest elementem najbardziej wypełnionym akcją. Jest przede wszystkim źródłem nowej wspaniałej pozycji społecznej głównego bohatera, a więc i spełnieniem większości jego pragnień. Nie ma się co oszukiwać, chłopak jest prosty i członkostwo w Drużynie oraz posiadanie lubej wystarczają mu do osiągnięcia satysfakcji. Swoją drogą, jak na tak nieskomplikowaną postać Scott całkiem sprawnie poradził sobie z błyskawicznym wykorzystaniem wszystkich plusów płynących z wilkołactwa (siła, szybkość, lepszy słuch) do poderwania dziewczyny i odniesienia sukcesu w sporcie. Tylko pogratulować.

W większości aspektów Scott jest jednak tylko sympatyczną sierotką. Tutaj na scenę wkracza kumpel - Stiles - który najpierw wywozi go do lasu umożliwiając pogryzienie, a potem najszybciej (dzięki Google) orientuje się, co z naszym kochanym głównym bohaterem jest grane (co się futrzy).


Kolejnym doradcą jest mroczny wilkołak Derek, który żywcem urwał się ze "Zmierzchu" czy innych "Vampire Diaries". Posiada tragiczną mroczną przeszłość, dobre rady, umiejętność przypadkowego wlezienia na łowców wilkołaków już po 5 minutach wprowadzania Scotta w arkana wilkołactwa, bladą twarz i bardzo rozbudowaną klatkę piersiową. Czy wspominałam już o porywczym charakterze mającym swoje źródła w mrocznej przeszłości? I skórzanej kurtce?

A teraz bez kurtki
Mimo braku sympatii dla samej postaci doceniam to, że mroczny cierpiący wilkołak Derek świetnie wypada w duecie z sarkastycznym, dowcipnym i tchórzliwym Stilesem. Scott wprawdzie też co jakiś czas podskakuje, ale jego konfrontacje z Derekiem (należy przeciwstawiać się autorytetom z założenia) są z góry skazane na porażkę. Derekowi można też podziękować za część niezamierzonych wątków komicznych. Mnie osobiście zachwyca przekazane przez niego Scottowi ostrzeżenie (Tak, my jesteśmy samcami beta, ale tu po okolicy krąży taki jeden... no wiesz alfa... samiec alfa. Tak, powinieneś się bać, szuka stada, no wiesz, hm hm hmmm).

Stiles nie czuje mroku


Do świetnych i celowo komicznych wątków zalicza się odcinanie zakażonego wilkołaczego ramienia. Duet Derek - Stiles sprawdza się w tej sytuacji świetnie, zamieniając ponurą makabrę w uroczą szopkę z piłą w roli głównej. Warte obejrzenia jest też częściowe zwilkołaczenie głównego bohatera na meczu lacrossa, które spowodowało oddawanie piłki i ucieczkę zawodników przeciwnej drużyny. Sam wilkołak niestety nie jest śmieszny z wyglądu, a to w wilkołaczych filmach i serialach rzadkość. Z drugiej strony dosyć mocno przypomina wielkiego uroczego szczeniaczka.



Horrorowo-wilkołacze sceny też są nakręcone naprawdę ciekawie. Podoba mi się bardzo dynamiczny montaż i przyzwoite elementy kaskaderskie. Sam horrorowy nastrój bywa również całkiem przyjemny. Wciągająca jest np. scena, w której Stiles podczas videochatu zauważa, że w pokoju Scotta czai się w ciemności ktoś jeszcze.

Jednym słowem całość jest bardzo przyjemna, a smaczku dodają niezamierzone elementy komiczne. Dużym plusem jest częściowa rezygnacja z typowego w ostatnich czasach bohatera tego typu seriali - świętego cierpiętnika, na rzecz kogoś bardziej normalnego w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Sama akcja nie jest specjalnie skomplikowana, ale takie też były założenia tego rozrywkowego serialu.

Główne wątki jak na razie rozwijają się całkiem rozsądnie, czekam na więcej.


Teen Wolf (2011)
Reżyser: kilku różnych
Scenariusz: Jeff Davis (Criminal Minds), Daniel Sinclair
Gwiazdy/Gwiazdki: Tyler Posey (sporo ról w innych serialach), Dylan O'Brien (własny kanał na youtubie w wieku późnoszczenięcym, uroczy), Tyler Hoechlin (rólki+ Road to Perdition) i JR Bourne, który grał w SG-1
Więcej informacji: IMDB
Najlepsze postacie zdaniem Cydy: Stiles
Konkurs na wilkołaczego Pottera wygrywa: Scott
Zwiastuny: 1

Henna Illu

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.