"Thor" oczyma Cydy

by 9.7.11 8 komentarze

W tym roku czeka nas wiele ekranizacji komiksów Marvela lub DC. Zwłaszcza Marvel powoli przygotowuje nas do wielkiej ofensywy, jaką będzie przyszłoroczne "The Avengers" w reżyserii Jossa Whedona. Poczynając od "Iron Mana" (2008) powoli poznajemy postacie, które ten superbohaterski team będą tworzyć.

W maju dostaliśmy "Thora" (o tydzień wcześniej niż amerykańscy widzowie, co bardzo sobie chwalę). Oczekiwania w stosunku do tego filmu nie były wielkie. Zarówno ja jak i większość pozostałych widzów spodziewaliśmy się raczej niezbyt ciekawego wprowadzenia w stylu: tam taram taram nadchodzi… który będzie jednym z wielu bohaterów, więc musicie dowiedzieć się dlaczego urzekła nas jego historia… Dostaliśmy coś dużo lepszego.



Moje oczekiwania związane z tym filmem zwiększyły się już po tym, kiedy zobaczyłam, że reżyseruje go Kenneth Branagh, aczkolwiek przyznam, że byłam zaskoczona akurat tym nazwiskiem przy tego typu filmie. Dodatkowym bonusem był też George Kirk z niedawnego "Star Treka" (Chris Hemsworth) radujący oczy zarówno urokiem osobistym, jak i tradycyjnie superbohaterską klatą (i przypominający ogromnie Jaxa z "Sons of Anarch"y). Plus Anthony Hopkins. Ale i tak po obejrzeniu całości poczułam się przyjemnie zaskoczona.

Oczywiście należy zaznaczyć, że poszłam do kina nie oczekując Hamleta i nie zaskoczyło mnie to, że Hamleta nie dostałam (ok, są drobne father issues, ale… hm… czaszki też są… duchów nie ma- tak, zdecydowanie nie ma duchów). Obejrzałam natomiast bardzo dobrze zrobiony przygodowy film, który był nader przyjemny w odbiorze zarówno ze strony wizualnej (3D pozwala na lepsze poznanie naprawdę fantastycznych pejzaży, a nie tylko zwiększenie ceny biletu), jak i fabularnej. Historia była krótka, zgrabna, zawierała superbohaterski patos w zjadliwych ilościach i kilka dobrze zagranych postaci. Na pierwszym miejscu plasuje się przede wszystkim genialny Loki (Tom Hiddleston) i jego umiejętność sterowania Thorem (czasami mam wrażenie, że posiada pilota, który po naciśnięciu przycisku „wyprawa do Jottunenhaimu” lub „bunt przeciwko ojcu” pozwala mu wpływać na brata), świetny Heimdall oraz jak zawsze przyjemny agent Coulson (Clark Gregg). Sam Thor także ma bardzo wiele pozytywnych cech. Słyszałam kilka narzekań na prostotę jego filmowej wewnętrznej przemiany, ale bądźmy szczerzy - Thor z założenia nie miał zbyt skomplikowanego charakteru, więc dlaczego oczekujemy jakichś znacznych komplikacji? Prosty charakter to i prosta przemiana.

O samym Thorze wiele mówi krótka scena w szpitalu. Przywiązany pasami do łóżka bohater, jako pierwszego rozwiązania używa siły. Kiedy nie udaje mu się uwolnić, używa większej siły z większą agresją. Dopiero niepowodzenie przy drugiej próbie pozwala mu (z pewnym wysiłkiem) sięgnąć po trzecie rozwiązanie: pomyśleć i odnieść sukces. Wszystkie kolejne działania Thora są oparte na bardzo podobnej zasadzie, czasem powodując powstanie komicznych scen, czasem akcji, a czasem patosu (którego ilość na cały film oceniam na pół wiaderka, jak na superbohaterski amerykański film to ilość bardzo pozytywna). Krótko mówiąc Thor jest nader sympatyczny i uroczy w sposób, w jaki uroczy są mężczyźni preferujący rozwiązania siłowe przy jednoczesnych próbach przestrzegania swoistego rodzaju kodeksu honorowego. Jeżeli już mówimy o mężczyznach, to agenci S.H.I.E.L.D. są zdumiewająco mało odporni na widok szlochających blondynów. Zastanawiam się, czy to coś w rodzaju tajnego kodu wytworzonego przez samców, którego ja, jako samica, nie rozumiem. Wspominając o samcach - klata i pozostałe umięśnienie, które wspaniale Chris Hemsworth nam prezentuje (dziękujemy za jeansy noszone bardzo, bardzo bardzo nisko na biodrach) była również warta zapłacenia prawie 30 zł za bilet.



W swojej roli dobrze sprawdziła się również śliczna Natalie Portman, której filigranowa Jane Foster o łagodnym, acz zdecydowanym charakterze, doskonale sprawdza się w kontakcie z charyzmatycznym rozrabiaką Thorem.

Plusami tego filmu są przede wszystkim aktorzy, muzyka, świetne zdjęcia oraz cyfrowe pejzaże, kostiumy mocno nawiązujące do komiksowych a jednocześnie pozbawione efektu taniej lycry, przyjemna przygodowa fabuła i humor na poziomie (nie ma dowcipów o wypróżnianiu, hurra). Główny bohater nie jest wprawdzie Tonym Starkiem, ale w kategorii tonychstarków Tony Stark jest tylko jeden. Thor za to prezentuje się świetnie w kategorii przystojnych charyzmatycznych osiłków z wybiórczym kodeksem moralnym oraz charakterem skomplikowanym jak deska.


Thor (2011)

Reżyser: Kenneth Branagh
Scenariusz: Ashley Miller, Zack Stentz
Gwiazdy: Chris Hemsworth, Anthony Hopkins i Natalie Portman
Więcej informacji: IMDB
Zwiastuny: 1, 2

Henna Illu

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.