Wampir Roman i cuda złej literatury (How to Marry a Millionaire Vampire)

by 27.7.11 15 komentarze
Pierwszy raz zdarza mi się, żebym czytając jakąś książkę była święcie przekonana, że mam do czynienia z pastiszem, a po skończeniu dzięki googlom odkryła, że jest to "humorystyczny wampiryczny romans". Rrright. A może "humorystyczny wampirzy..." jest w "How to Marry a Millionaire Vampire" po prostu określeniem gatunku? Jeżeli tak, to drżyjcie śmiertelnicy. Co zatem należy zrobić, by poślubić wampira milionera? Szczegóły poniżej.

Muszę przyznać, że czytając całość bawiłam się naprawdę nieźle, ale nie należy tu zapominać o moim zamiłowaniu do literatury złej i jeszcze gorszej (homeryckie metafory Tanith Lee z taranami zamiast penisów i odrastające elementa niewymowne Rapsodii). Przy pewnym poziomie szalonych pomysłów, niebezpiecznych związków stylistycznych (przede wszystkim należy się wystrzegać metafor, ale porównania i eufemizmy też potrafią być powodem niebezpieczeństw występujących wyłącznie w iście apokaliptycznej skali) kończy się niesmak, a zaczyna dobra zabawa. Niewielu autorom różnego rodzaju humorystycznych z zamierzenia opowiadań i powieści udaje się osiągnąć podobną świeżość jak autorom czy autorkom nieświadomym komicznych walorów swojego tekstu. Niezbyt często sięgam w te słabsze, zwane powszechnie Mary Sue, rejony fanfiction, ale po już wydane perełki sięgam chętnie, bo tekst jest najczęściej dobrze zredagowany, przejrzysty, z prawidłowym układem graficznym - warsztatowo dobry, co pozwala mi zwrócić baczniejszą uwagę na detale natury stylistycznej czy fabularnej.

Wracając do planów matrymonialnych dotyczących kasiastych wampirów: o ile się dobrze orientuję na fali popularności zębatości wszelakiej owa książeczka doczekała się polskiego tłumaczenia. Ja do niego jednak nie dotarłam, więc opierać się będę jedynie na wersji oryginalnej.

Radość zaczęłam odczuwać już po przeczytaniu kilku akapitów, bowiem mamy w tej książce do czynienia z wampirami pochodzącymi ze Wschodu i z Europy, co pozwoliło na powstanie głównego bohatera wampirzego o imieniu Roman Draganesti (zastanawiam się, jak pewne dialogi brzmią w polskim tłumaczeniu - "Cześć, nazywam się Roman, jestem wampirem i chcę cię... nom nom nom..."?). Mroczny wampir Roman jest dla mnie zestawieniem absolutnie zniewalającym.


Naszego wspaniałego zębacza poznajemy, kiedy testuje gumową lalę symulującą istotę ludzką (po co wytwarzać tylko sztuczną krew? Potrzebne jest przecież to wspaniałe uczucie gryzienia czegoś wypełnionego ciepłą pulsującą krwią... No i ta gumowa skórka - nom nom) i podczas owej procedury traci jeden ze swoich cudownych kłów. W tej dziedzinie wampirzych katastrof Roman jest raczej pionierem, gdyż ewolucja najwyraźniej nie przygotowała tych istot na spotkania z dmuchanymi zabaweczkami. Sytuacji dodatkowego dreszczyku dodaje również to, że jeżeli ząb nie wróci na swoje miejsce przed świtem jednozębność, ku uciesze pozostałych wampirów, będzie trwała. Ponieważ Roman, podobnie jak każdy świadomy własnej pozycji wampirzy przywódca, nie może sobie na to pozwolić, rusza na poszukiwania nocnego dentysty. Opaczność sprawia, że przedstawiciel owego szlachetnego zawodu okazuje się być piękną, mocno szaloną, zdumiewająco silną telepatycznie, wygłodniałą matrymonialnie i skłonną do szybkiego wyciągania dziwacznych wniosków Shanną. Kojarzenie faktów na poziomie -2, jak to u każdego telepaty. Dodajmy jeszcze natychmiastowe zauroczenie, zdziczałe erekcje, zagrożenie ze strony rosyjskich mafiosów oraz wampirów i mamy już pełny obraz - a to dopiero drugi rozdział.

Mniej więcej w tym momencie zaczęłam zakładać, że mam do czynienia z pastiszem, ponieważ mój umysł zupełnie nie mógł się pogodzić z istnieniem tak przerażającej głównej bohaterki oraz tak zatrważających przypadków, pomyłek, błędnych założeń, sześciu przerwanych nagłym najściem prób uprawiania ludzko-wampirzego seksu, czekoladowej krwi, która tuczy łakome wampirzyce i takich innych. Nie należy również zapominać o głupocie przerywanej pasmami szalonego geniuszu oraz o zazdrości. Shanna przypomina tornado, ale nie budzi we mnie, w przeciwieństwie do innych bohaterek podobnego typu lektur (Belli i jej podobnych) niechęci, tylko smutne zdumienie.


Przypadkowy vid dentystyczny

Wampir Roman i jego plany rozmnażania się mimo hm... hm... martwej spermy deklarowane już 3 dnia znajomości nie pozostają daleko w tyle za podobnej jakości rozważaniami głównej bohaterki. W sumie można powiedzieć, że są siebie warci w tej niewiarygodnie złej książce. Przerażające i zabawne jest niemal wszystko, a próba oddzielenia komizmu celowego od przypadkowych naleciałości romansowych jest z góry skazana na niepowodzenie. Mam straszne podejrzenia, że elementy fabuły, które bawią mnie najbardziej, znalazły się tam jako reprezentanci wampirzej i romansowej, a nie humorystycznej części książki.

Dokładne przejrzenie na googlach informacji dotyczących autorki,





How to Marry a Millionaire Vampire
Cykl: Love at Stake
Autor: Kerrelyn Sparks
Rok wydania: 2005
Krótki opis: nonsens, absurd, szaleństwo, kicz, potworność, wampiry, miłość, bardziej buahahaha niż bleh


Henna Illu

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.