O Julianie Fellowesie słów kilka

by 7.8.11 12 komentarze
A jeśli nie wiecie, kim on jest, nie martwcie się - ja też do zeszłego tygodnia nie miałam pojęcia, że taki człowiek istnieje.

Julian Fellowes powinien być zadowolony z czasów, w których żyje. Jako baronowi West Stafford jeszcze w połowie poprzedniego wieku nie wypadałoby mu zostać aktorem i scenarzystą, a tym właśnie się trudni - i to jak! Dość powiedzieć, że na jego koncie znajduje się Oskar za "Gosford Park" (2001), który tylko otwiera listę nagród zdobytych przez Fellowesa.

"Gosford Park" przypomina przeniesioną na ekran, choć scenariusz jest całkowicie oryginalny. Otóż pewnego dnia Fellowes odebrał telefon ze Stanów od Roberta Altmana, który zaproponował mu stworzenie scenariusza kryminału z akcją osadzoną w latach 30-tych XX wieku, gdzie fabuła grać miałaby rolę drugorzędną w stosunku do postaci zarówno państwa, jak i służby. Został wybrany z uwagi na fakt, że nikt tak jak on nie potrafił przedstawić wzajemnej zależności ludzi z "góry" i z "dołu", a Altmanowi zależało na pokazaniu brytyjskiego systemu klasowego.

Uważni czytelnicy mojego drugiego bloga zapewne zauważyli, że temat klas społecznych w Wielkiej Brytanii jest moim konikiem i poświęcam mu wiele czasu. W związku z tym byłam zachwycona faktem, że Fellowes pisze jakby pode mnie (jeśli ktoś go w tym celu specjalnie przekupuje, niniejszym serdecznie dziękuję, wyrażając tym samym nieśmiałą prośbę, by nie zaprzestawać tego procederu).

Wracając do "Gosford Park" - warstwa kryminalna nie jest może zbyt skomplikowana dla kogoś obeznanego z gatunkiem, ale jak już wspomniałam, nie w niej leży siła filmu. Prawdziwym jej napędem jest obsada: Helen Mirren, Maggie Smith, Eileen Atkins, Kelly MacDonald, Kristin Scott Thomas, Alan Bates, Michael Gambon, Derek Jacobi, Stephen Fry, Jeremy Northam, Tom Hollander, Charles Dance, Clive Owen i Ryan Phillipe zebrani w jednym filmie to mieszanka gwarantująca hit. Początkowo może trudno się zorientować, kto jest kim i jakie relacje panują pomiędzy bohaterami, z uwagi na specyficzny styl kręcenia przez Altmana - dwie non-stop pracujące kamery, by aktorzy grali "na siebie" nawzajem, a nie "na kamerę" - ale film wciąga i po chwili ta drobna niedogodność mija; pozostaje tylko przyjemność z oglądania dobrze opowiedzianej historii.

W odbiorze filmu zdecydowanie pomaga ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Patricka Doyle'a. Ponieważ jednym z gości w posiadłości Gosford Park jest aktor Ivor Novello (postać autentyczna, jak zresztą również wspominane wielokrotnie filmy z serii "Charlie Chan and..."), odtwarzający go Jeremy Northam śpiewa w jednej z najbardziej klimatycznych scen jego piosenkę "The Land of Might-Have-Been":





"Gosford Park" zdecydowanie polecam, ale tak naprawdę wpis ten został sprowokowany przez zdecydowanie nowszą produkcję Fellowesa, czyli serial "Downton Abbey" (2010) - który również zebrał wiele nagród po rewelacyjnym pierwszym sezonie. Serial zaczyna się jak dobra baśń - lord Grantham (Hugh Bonneville) ma trzy córki; niestety w świecie, gdzie majorat (czyli, w telegraficznym skrócie, dziedziczenie tytułu tylko przez mężczyzn) to nadal obowiązujące prawo, oznacza to tylko problemy, zwłaszcza że wyznaczeni spadkobiercy niespodziewanie umierają i trzeba szybko znaleźć nowego, najlepiej skłonnego poślubić najstarszą z córek, Mary (Michelle Dockery), by mogła ona zachować majątek swojej amerykańskiej matki Cory (Elizabeth McGovern). To jednak tylko zawiązanie głównej linii fabularnej, ciągnącej się przez wszystkie siedem odcinków pierwszego sezonu, a jest jeszcze mnóstwo pobocznych nitek narracyjnych. Dość powiedzieć, że każda z postaci na zdjęciu poniżej dostaje swoją własną ciekawą historię.


Gdyby w czasach edwardiańskich istniały opery mydlane, zapewne wyglądałyby jak "Downton Abbey" - ja na szczęście nie znam się zbyt dobrze na realiach historycznych, w związku z tym nieścisłości zupełnie mi nie przeszkadzały (bo ich po prostu nie zauważałam). Gdybym miała porównać ten serial do innego, padłoby pewnie na "Rzym" - może i fakty są zakłamane, ale ogląda się oba tytuły dla postaci; zarówno z klasy wyższej, jak i z pracującej - przy czym uważam, że służba dostała zdecydowanie bardziej interesujące historie, głównie z uwagi na postaci Thomasa (Rob James-Collier) i miss O'Brien (Siobhan Finneran), którzy knują, knują i jeszcze raz knują. Na górze sytuację oczywiście ratuje hrabina-wdowa (Maggie Smith) ze swoimi uwagami oraz konfliktem z matką spadkobiercy Isobel Crawley (Penelope Wilton) - dwie starsze panie o silnych osobowościach w jednej małej wiosce to zdecydowanie o jedną za dużo, zwłaszcza że ich poglądy na życie diametralnie się różnią. Panie oprócz rozluźnienia atmosfery pokazują również, że pewne zmiany w stratosferze klasowej są nieuniknione i klasa średnia stanie się w końcu klasą dominującą, a wielkie majątki szlachty będą musiały przekształcić się w zarabiające na siebie miejsca turystyczne lub przejść pod zarząd National Trust.


Nad życiem w Downton Abbey, choć spokojnym i sielskim, wisi też widmo zbliżającej się wielkiej wojny. Przedział czasowy pierwszej serii to lata 1912-1914, zawarte w 7 epizodach; tu uwaga na marginesie - szkoda, że daty akcji nie są podane (oprócz pierwszego i ostatniego) np. miesiącami - gdyby nie IMDB, trudno by się było połapać w upływie czasu. Czasami postacie o nim wspominają w niezobowiązujących uwagach (vide pierwszy odcinek i czas noszenia żałoby), ale przez większość czasu widz nie wie, ile tygodni czy miesięcy upłynęło od ostatniego spotkania z bohaterami. Mimo to akcja nie jest epizodyczna i ładnie układa się logiczną całość.

Linie fabularne są bardzo zróżnicowane; jest oczywiście obowiązkowe love story a'la żuraw i czapla - z twistem w postaci plotek o skalanej opinii Mary, rywalizacja między siostrami - podła Mary i biedna Edith (Laura Carmicheal), wojenny weteran usiłujący powrócić do pracy mimo ciężkich obrażeń, pączkujący socjalizm, ciężka choroba, ciąża, kłopotliwa przeszłość oraz sufrażystka w rodzinie. Aktorzy dają z siebie wszystko - jak to zwykle bywa w brytyjskich produkcjach, a widownia to uwielbia; dość powiedzieć, że "Downton Abbey" było najpopularniejszym serialem na Wyspach w 2010, a druga seria, która ma premierą jesienią tego roku, jest bardziej wyczekiwana niż druga połowa szóstego sezonu "Doktora Who". Stacja ITV wydała na każdy epizod imponujące 4 miliony funtów ("dzięki" temu każdy odcinek jest przerywany średnio co 7 minut reklamami), ale są to rewelacyjnie wydane pieniądze.

Dodam jeszcze od siebie, że dzięki "Downton Abbey" wiem zdecydowanie więcej o angielskiej służbie w dużych posiadłościach niż wiedziałam przed jego obejrzeniem i potrafię odróżnić zwykłą pokojówkę od lady's maid tylko na podstawie tego, jak zwracają się do niej inne postaci - mała rzecz, a cieszy. Fellowes naprawdę zna się na rzeczy, świetnie oddając realia, i nie dziwi już tak ów niespodziewany telefon od Roberta Altmana.

Downton Abbey (2010)
Reżyser: różni reżyserzy
Scenariusz: Julian Fellowes
Gwiazdy: Maggie Smith, Hugh Bonneville i inni
Więcej informacji: IMDB











 


Gosford Park (2001)
Reżyser: Robert Altman
Scenariusz: Julian Fellowes
Gwiazdy: Helen Mirren, Maggie Smith, Eileen Atkins, Kelly MacDonald, Kristin Scott Thomas, Alan Bates, Michael Gambon, Derek Jacobi, Stephen Fry, Jeremy Northam, Tom Hollander, Charles Dance, Clive Owen i Ryan Phillipe
Więcej informacji: IMDB

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.