"Przedszkolak zero " Małgorzaty Piotrowskiej

by 14.8.11 7 komentarze
"Alicja jest doświadczoną przedszkolanką i dobrze wie, że jeśli w grupie średniaków jest choć jedno zakatarzone dziecko, to pojutrze wszystkie przedszkolaki będą wycierać nosy - epidemie wśród maluchów rozprzestrzeniają się błyskawicznie. Ale gdy małomówny Szymek o zszarzałej cerze i przekrwionych oczach zaczyna gryźć swoich rówieśników, Alicja szybko musi wykazać się nowym rodzajem kreatywności - i nie wystarczy tu postawienie do kąta."

Tyle blurb.

Teraz ja. Przyznam szczerze, że pomysł powieści o wybuchu epidemii zombizmu w przedszkolu wydał mi się bardzo ryzykowny - choć zombie w popkulturze są równie powszechne jak kolor różowy wśród kucyków My Little Pony, to jednak dzieci stanowią pewne sacrum (jedynym wyjątkiem, który przychodzi mi na myśl, jest początek pierwszego epizodu pierwszej serii serialu "The Walking Dead") - jednak Piotrowska poradziła sobie z tematem śpiewająco. Pomogło jej w tym zapewne doświadczenie - zanim zdecydowała się zarabiać na życie pisaniem książek była, jak sama mówi, sfrustrowaną nauczycielką nauczania zintegrowanego; osobiście podejrzewam, że "Przedszkolak zero" jest pewną formą odreagowania traum z poprzedniego zawodu, bo Alicja, swoiste alter ego autorki, dekapituje swoich podopiecznych  z zapałem godnym lepszej sprawy i wykazując się pomysłowością widzianą do tej pory tylko w filmach z serii "Final Destinations" - nie podejrzewałam, że w przeciętnym przedszkolu znajduje się tyle potencjalnie zabójczych przedmiotów. Moim ulubionym sposobem było chyba użycie huśtawki - nie powiem nic więcej, żeby nie spoilerować przyjemności potencjalnym czytelnikom.

Trzeba jednak powiedzieć, że nie jest to książka dla każdego - poziom gore jest wysoki i jeśli nie gustujecie w tym gatunku, sugeruję nie sięgać po tę pozycję. Piotrowska nie próbuje nawet udawać, że chodziło jej o coś więcej niż o prostą rozrywkę - jej bohaterka nie ma moralnych dylematów i koncentruje się na walce o przetrwanie w myśl zasady "albo my, albo oni"; zupełnie nie czuje się skrępowana faktem, że jej przeciwnicy sięgają jej do pasa i do niedawna była osobą odpowiedzialną za ich bezpieczeństwo.

Trudno być zombie, gdy wypadają mleczaki...

Zakończenie zdaje się sugerować, że Piotrowska planuje pisać kolejne tomy. Nie jestem pewna, czy po nie sięgnę; co prawda dobrze się bawiłam przy lekturze "Przedszkolaka zero", ale wolę chyba książki o zombie w stylu "Wojny zombie" Maksa Brooksa.

Recenzowana książka jet całkowicie fikcyjna i została przeze mnie wymyślona na potrzeby konkursu ogłoszonego przez cedro. Czasami nie potrafię odrzucić wyzwania; poza tym teraz już wiecie, że mój umysł nie jest miłym miejscem..

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.