Kalmary Miéville'a

by 16.9.11 8 komentarze
 

Na wstępie musimy sobie zadać pytanie, ile kilogramów obtoczonych w ostrej i chrupiącej panierce dzwonek moglibyśmy uzyskać z przeciętnego kalmara, tudzież krakena, a tak naprawdę gigantycznej fikcyjnej kałamarnicy Architeuthis dux opisanej w "Krakenie" Chiny Miéville'a. Prawdopodobnie dokładnie tyle, ile byśmy chcieli, a dodatkowo zostałoby nam jeszcze na tyle dużo resztek, by przez siedem tygodni wykarmić średniej wielkości wioskę. Nie przejmując się ilością możemy przejść do właściwego przepisu, bo do przyrządzenia tej wspaniałej potrawy potrzebujemy jedynie soli, mąki, oleju i samego bezkręgowca. Wracając do wcześniejszego wątku, po dłuższym zastanowieniu dochodzę jednak do wniosku, że mogłam się jednak mylić, bo tak naprawdę myślałam o wielkiej krewetce w przebraniu.

Powyższy opis w skrótowy sposób pokazuje, jak wygląda fabuła tej wydanej w 2010 roku książki. Podobnie jak w uwielbianym przeze mnie "LonNiedynie" (żyrafy!) autor igra z czytelnikiem podsuwając schematy, do których jesteśmy w powieściach i opowiadaniach przyzwyczajeni. Kiedy już uwierzymy, że razem z Billy'm Harrowem znajdujemy się w policyjno-detekstywistycznej historii ze zbrodnią niemożliwą i fabułą z pogranicza nauk przyrodniczych i fantastyki odkrywamy, że mimo wszystko opowieść toczy się dalej i tym razem traktuje o mrocznych kultach oraz lovecraftowskich wizjach. Po zaakceptowaniu tego faktu, po raz kolejny okazuje się, że sprawy po raz kolejny mają się jednak nieco inaczej. Podobny zabieg powtarza się wielokrotnie. Czasami wracamy do wcześniejszych stylizacji i pomysłów, przeskakując z bardzo holmesowej historii kryminalnej do urban fantasy (ostatnio urban fantasy, które dzieje się w Londynie, zaczyna być czymś w rodzaju osobnego gatunku), a potem trafiamy na zagorzałego fana Star Treka, historię rodem z "Prestige", organiczne międzywymiarowe origami, anioły pamięci, strajk gołębi i jedyny faktycznie działający fazer. Tego typu detali można oczywiście znaleźć w tym tekście Mieville'a więcej.


Tak opisana mieszanka może wydać się raczej ciężkostrawna i wiem, że niektórzy mieli do niej zastrzeżenia, zwłaszcza ze względu na zmieniające się wciąż motywy. Dla mnie to, jak umiejętnie autor gra na rozmaitych nastrojach i naszych czytelniczych oczekiwaniach, jest jednak ogromną zaletą tej książki. Literatura popularna w dużym stopniu uczy nas oczekiwać pewnych określonych efektów po konkretnych zabiegach, a Mieville sprytnie to wykorzystuje. Początkowo dryfująca stylizacja sprawia oczywiście wrażenie pewnej chaotyczności, ale można się przekonać, że nawet najdrobniejsze elementy przedstawione już na pierwszych stronach powieści są potem istotne dla fabuły lub konkretnej konwencji. Każdy rozpoczęty wątek znajduje takie czy inne zamknięcie, często odmienne od stereotypu, którego mimo woli oczekujemy spotykając w tekście pewnego rodzaju zabiegi literackie.

Tworzeniu zmieniających się stylizacji sprzyja też wykorzystanie bardzo archetypicznych literacko postaci. Przoduje Billy - główny bohater, a jednocześnie zupełnie szary zwyczajny nikt, który po zniknięciu wspomnianego wcześniej bezkręgowca znajduje się nagle w centrum zainteresowań wielu ludzi, istot i tajemniczych organizacji. Potem spotykamy Leona, kumpla, który ginie zaraz na początku, Marge, która nie wie, co się stało, utalentowaną policjantkę, która nie zachowuje absolutnie żadnej dyscypliny, dwóch legendarnych zabójców, obdarzonego niezwykłymi umiejętnościami konsultanta rzeczonej policji, mistyczny kult macek, baptystów, zbliżający się koniec świata, autorytety, które dbając o dobro wszystkich zahaczają o szarą strefę moralności... Można by tak jeszcze długo wymieniać, ale najważniejsze jest to, co Mieville z tymi wszystkimi postaciami robi i w jaki sposób wykorzystuje je, by wzmocnić pewne oczekiwania czytelnika.

Sekrety w sekretach, tajemnice w tajemnicach - wszystko się wzajemnie z sobą przeplata, by z podejrzanie znanych elementów stworzyć coś odmiennego, a zarazem znajomego. W podobny sposób zresztą wykreowany jest świat przedstawiony, który większością elementów przypomina Londyn współczesny pogłębiony tylko o dodatkową warstwę. Najbardziej "nowym" elementem są kałamarnice, ale różnice sięgają znacznie głębiej, nawet podstawy ewolucji utworzono w oparciu o obserwację zupełnie innego rodzaju stworzeń niż w naszej rzeczywistości. Obecność magii i różnego rodzaju elementów nadprzyrodzonych też jest cechą raczej oczekiwaną - mamy tu podobne zabiegi jak w np. "Nocnym Burmistrzu", bo pewne miejsca są mitologizowane i dzięki odpowiedniemu sposobowi postrzegania zyskują właściwości magiczne.

Dzięki powyższym zabiegom książkę można odczytywać na kilka różnych sposobów. Najbardziej oczywistym jest poziom samej fabuły, który - jeżeli już miałabym się pokusić o możliwie jak największe uogólnienia - mogę opisać jako powieść przygodowo-kryminalną z nutką vernowo-lovecraftowską. Kolejnym narzucającym się poziomem odczytania będą oczywiście liczne aluzje, od sięgającego kilku stron opisu startrekowej namiętności jednej z postaci do Lovecrafta, czy różnych wątków apokaliptycznych. Możemy też dopatrzeć się całych hord archetypów, schematów, stereotypów, konwencji (gorsetów nie ma i nikomu się nic nie wylewa) i tym podobnych, które powodują, że bardzo często dany element powieści zaczyna się wydawać mniej lub bardziej znajomy  Najbardziej podoba mi się jednak to, jak wszystkie te oczywiste oczywistości i nasze skłonności do doszukiwania się schematów pomagają uczynić akcję i formę książki znacznie ciekawszą, a sam zabieg jest celowy i zgrabny. Wbrew temu, czego można by oczekiwać w tym akurat przypadku zastosowanie elementów typowych pozwoliło utworzyć bardzo świeżą i przyjemną w odbiorze całość. Początkowy chaos wielu wrażeń i ciągła zmienność świata przedstawionego pomogły stworzyć obraz miasta jako żywej istoty pozostającej w nieustannym ruchu. Krakenowy Londyn ulega częstym zmianom, pulsuje i przeistacza się wraz z różnymi działaniami zamieszkujących go istot. A że ludzie, nie wspominając już o tworach bardziej mistycznych, też ulegają nieustannym przeobrażeniom, miasto to jest ich wiernym odbiciem.

Każdy czytelnik (zwłaszcza fantasta) dysponuje dzisiaj szerokim kompletem skojarzeń i oczekiwań, miło, że ktoś chciał je wykorzystać na tak dużą skalę, by trochę się z nami pobawić tworząc jednocześnie porządnie napisaną przygodową opowieść. Dodatkowo książka pełna jest pełna drobnych, ale naprawdę fantastycznych detali, a całości uroku dodaje ciekawa forma.



Kraken (2010)
Autor: China Mieville
Tłumaczenie: Krystyna Chodorowska
Wydał: Zysk i S-ka

Henna Illu

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.