Top 10 epizodów DW by Cyd

by 3.10.11 9 komentarze
Czytających naszego bloga za pomocą Google Readera serdecznie dzisiaj przepraszamy za zamieszanie - wpis o skeczach Atkinsona pojawi się w późniejszym terminie.


Dziewczyny swoje listy ukochanych odcinków Doktora powrzucały już dawno (1, 2, 3, 4), a tymczasem moja pisanina od pewnego czasu czekała na dopracowanie, bo coś tak fantastycznego jak ten serial zasługuje na to, by post prezentował się ciekawie. W tym przypadku było to właściwie napisanie od nowa, chociaż zmienił się nie tyle skład listy, co moje uwagi i takie tam. Więcej marudzenia jednym słowem. Dodam też, że w międzyczasie zrobiłam cztery torty, które ozdabiały trzydziestolecie Śląskiego Klubu Fantastyki (relacja Rusty i zdjęcia już wkrótce) (relacji na pewno nie będzie, musicie się obejść smakiem - R.)(to przynajmniej zdjęcia wrzucimy - C.) i na poważnie rozważałam mechanikę i biologię wampirycznej miłości w "Twilight" oraz "Southern Vampire Mysteries" (czyli w serialowym wydaniu "True Blood"), więc za poprawienie listy chciałam się zabrać już na spokojnie, żeby móc naprawdę, naprawdę napisać, co konkretnie mnie w tych odcinkach pociąga.

Obracanie się w różnego rodzaju fantastycznych klimatach sprawiło, że praktycznie nie miałam szans nie trafić w ten czy inny sposób na "Doktora Who", który produkowany jest od prawie 50 lat i wpływa nie tylko na fanów, ale też na twórców. Chociaż muszę przyznać, że pierwszy mój kontakt zbyt oczywistego związku z fantastyką nie miał - prawdziwy fan Doktora, fragmenty serialu z lat siedemdziesiątych i naturalnej wielkości replika K9 pojawiły się bowiem w absolutnie wspaniałym brytyjskim miniserialu "Queer as Folk", który poświęcony jest nieco innym kwestiom niż szaleńcy przemierzający czas i przestrzeń. Jego twórcą jest jednak nie kto inny niż Russel T. Davies, więc miejsce dla homoseksualnego fana starego brytyjskiego SF też się znalazło. Na dokładkę dostajemy nawet kogoś, kto owego fana zna tak dobrze, że jest w stanie jednym tchem powiedzieć: "William Hartnell, Patrick Troughton, Jon Pertwee, Tom Baker, Peter Davison, Colin Baker, Sylvester McCoy" nie myląc się ani razu i wiedząc, o czym mówi. Oczywiście Paul McGann na tej liście nie mógł się znaleźć... Ciekawych dlaczego zapraszam do oglądania serialu.

Fragment Queer as Folk (powyżej 30s robi się strasznie spoilerowo)

Doktor czekał też na mnie w wielu innych miejscach, bo jak większość fantastów ciągle trafiałam na kogoś, kto widział lub chciał zobaczyć... I jakoś tak wyszło, że najpierw obejrzałam "Torchwood", a potem wszystkie odcinki od 2005 roku akurat na tyle szybko, by zdążyć na początek Jedenastki. Dodatkowo oglądałam też wcześniejszych Doktorów mniej lub bardziej wyrywkowo, a tej wiosny obejrzałam wszystkie odcinki z Tomem Bakerem, czyli Doktorem numer 4. Stąd właśnie wziął się mój problem z napisaniem jednej spójnej listy dotyczącej wszystkich odcinków Doktora, jakie widziałam, bo 4 jest obecnie moim ulubionym Doktorem, a odcinków z nim są naprawdę duże ilości, z czego wiele jest absolutnie wspaniałych (pisał dla tego Doktora odcinki m.in. Douglas Addams). Po krótkim zastanowieniu postanowiłam napisać dwie osobne listy dla klasycznego Doktora i odcinków powstałych po 2005 roku, a jakoś tak wypadło, że wszystkie klasyczne odcinki, które wybrałam są z 4.

Top 10 klasycznego Doktora

Czwarty Doktor wdarł się do mojego serca raczej podstępnie wygrywając w mojej wielkiej wewnętrznej bitwie o to, czy bardziej lubię 9 czy 10. Odcinki z Czwórką zaczęłam oglądać przyciągnięta nazwiskiem Douglasa Addamsa i już podczas pierwszego okazało się, że było warto. Ten Doktor jest zarówno absolutnie zwariowany, jak i genialny, jego inteligencja miesza się z szaleństwem w cudowny i nieprzewidywalny sposób. Pozostałych Doktorów też uwielbiam, ale jakoś tak się stało, że to właśnie ta konkretna mieszanka odpowiada mi najbardziej. Poziom odcinków jest bardzo różny, ale jeżeli coś jest dobre, to jest naprawdę dobre, a jeżeli coś jest złe, to jest złe okrutnie, kiczowate nieziemsko, a na dodatek potwornie cheesy (jak złowrogie, chodzące, kosmiczne tentakle z Loch Ness, które ściga Doktor w kilcie).

Wszystkie odcinki połączone są z sobą fabularnie w mniejsze i większe części, a pojedynczy odcinek liczy sobie około 25 minut i nigdy nie ma samodzielnej fabuły. Dodatkowo poszczególne łuki (taka nieprzyjemna kalka z angielskiego - ktoś ma pomysł na lepszą nazwę?) same mogą być częścią większych historii dziejących się np. w czasie całego sezonu jak "Key to Time", czy "E-space Trilogy", a w związku z tym poniżej wymieniam tylko całe łuki.

Pisząc opisy do nowych serii zakładałam, że raczej będziecie je znali, przy czwartym Doktorze przyjęłam założenie wręcz przeciwne - stąd nieco inna forma tekstu.

Talons of Weng Chiang
Scenariusz: Robert Holmes


Pewne elementy robią wrażenie tylko wtedy, jeżeli się widziało wcześniejsze odcinki (Leela w ubraniu!), ale zdecydowana ich większość jest wspaniała sama w sobie. Tym razem Doktor trafia bowiem do wiktoriańskiego Londynu, gdzie razem ze swoją wywodzącą się z raczej prymitywnej kultury towarzyszką bada historię tajemniczych morderstw i zaginięć. Dodam, że Doktor cały czas jest ubrany jak Sherlock Holmes (deerstalker i cała reszta), a jego przeciwnikiem jest między innymi wywodzący się z Chin tajemniczy magik. Dodatkowo mamy też wielkiego szczura (Giant Rat of Sumatra!) oraz dwóch nowych pomocników w postaci profesora Lighthouse'a, który nie nazywa się Watson tylko za sprawą jakieś pomyłki, a na co dzień robi za policyjnego patologa oraz drży ze strachu przed swoją gospodynią. Drugą świetną postacią jest szef teatru... Za dużo faktów musiałabym zdradzić, żeby opisać wszystko, co mi się podobało, ale powiem że zarówno fabuła, jak i cała masa przezabawnych detali sprawiają, że jestem tym odcinkiem absolutnie zachwycona (a DVD to niespełna 5 funtów, więc ze wszech miar warto).


Deadly Assasin
Scenariusz: Robert Holmes



"Through the millennia, the Time Lords of Gallifrey led a life of ordered calm, protected against all threats from lesser civilisations by their great power. But this was to change. Suddenly, and terribly, the Time Lords faced the most dangerous crisis in their long history..." I prawda jest taka, że w tym właśnie momencie na spokojną i bardzo dobrze chronioną Gallifrey wrócił Doktor. W ten sposób zaczyna się zamieszanie w iście doktorowym stylu, zwłaszcza że większość galifrejańskich tajmlordów należy do istot o spokojnym i ułożonym trybie życia, a nic tak nie pomaga na stagnację jak dwóch szalonych przedstawicieli twojego gatunku. I K9.

The Pirate Planet
Scenariusz: Douglas Addams


Tym razem fragment wspomnianej wcześniej większej całości, czyli "Key to Time", w której Doktor wraz z nową towarzyszką, Romaną (a właściwie Romanadvoratrelundar), szuka elementów stanowiących całość właśnie tytułowego Key to Time, który pozwoli uratować wszechświat przed dosyć intrygującym niebezpieczeństwem. W tym konkretnym odcinku Doktor, Romana i K9 przybywają na planetę, która prosperuje w sposób, jaki nie powinien być możliwy, a jednocześnie ściśle kontroluje swoje społeczeństwo szybko i sprawnie wyłapując osoby z określonymi telepatycznymi umiejętnościami. Całość zarządzona jest surowo, acz sprawnie przez nieco ekscentrycznego kapitana... Oczywiście to tylko pozory, a Doktor stopniowo dociera do rozwiązania złożonej i naprawdę ciekawej zagadki. No i oczywiście absolutnie genialny i wspaniały pomysł pirackiej planety, która w dosyć określony sposób pasożytuje na innych...

City of Death
David Agnew (pseudonim  Douglasa Adamsa, Grahama Williamsa i Davida Fishera)


Już za sam powyższy fragment, w którym Tardis chwilowo zaparkowana jest we współczesnej paryskiej galerii, ten odcinek zasługuje na ogromne brawa. Dodatkowo historia łącząca w sobie daleką przeszłość, Leonarda da Vinci, nieumarłą kurę i Doktora po prostu nie może być zła. Scenografia i efekty mocno cheesy, ale akurat dla mnie są to detale dodające świetnej fabule bardzo dużo uroku.

Full Circle
Scenariusz: Andrew Smith

Tuż po całej historii opisanej w "Key to Time" Doktor ma odwieźć Romanę z powrotem na Gallifrey, ale jak to Doktor trafia zupełnie gdzie indziej rozpoczynając tym samym "E-Space Trilogy". Bardzo podoba mi się sam pomysł, jak i cały proces, w którym stopniowo poznajemy wszystkie elementy prowadzące do ostatecznego rozwiązania zagadki tajemniczej planety i mieszkających na niej ludzi. Dodatkowo Doktor zyskuje tutaj kolejnego towarzysza, ale może nie będę na ten temat zbyt wiele pisać. Wspomniani wcześniej mieszkańcy są potomkami załogi rozbitego statku, którzy od wielu pokoleń zajmują się jego naprawą, ale nie odlatują (bo przodkowie zostawili im absolutnie wszystkie informacje poza kluczową - jak statkiem sterować). Dodatkowo życiem tych mieszkańców rządzi dosyć tajemniczy cykl rozwoju, którego elementami okazują się być zjadane przez kolonistów rośliny, pająki oraz tajemnicze potwory tłumnie wychodzące z bagien, kiedy panują odpowiednie warunki atmosferyczne. Smaczku całej sprawie dodaje to, że część kolonistów we wszystkie te opowieści nie wierzy. Kiedy więc w środku nieoczekiwanego ataku potworów na bagnach ląduje Tardis, zamieszania może być tylko jeszcze więcej.

State of Decay
Scenariusz: Terrance Dicks


Kosmiczne wampiry! Wielkie kosmiczne wampiry, z którymi kiedyś walczył sam Rassilion, pierwszy maratończyk tajmlordów. Dodatkowo wraca też drukowany, papierowy manual Tardis, który czasy owego przywódcy pamięta. Ale przede wszystkim wampiry i Doktor oceniający to, czy technologia pochodzi z Ziemi na podstawie tego, czy zaczyna działać po uderzeniu. Historia prosta, dynamiczna, dobrze zrobiona i zakończona pomysłowym twistem (który dla mnie był przy okazji rozpaczliwie śmieszny).

The Keeper of Traken
Scenariusz: Johnny Byrne

Przedostatni łuk z tym Doktorem, w którym da już się wyczuć zbliżającą się zmianę, z którą po raz kolejny bardzo ciężko było mi się pogodzić, zwłaszcza że jak na razie Piątego lubię, ale nie szaleję za nim jakoś specjalnie (gdyby nie ta nieszczęsna regeneracja kolejny łuk - "Logopolis" - też trafiłby na tę listę). Tym razem towarzyszem jest Adric.

Po otrzymaniu wezwania od umierającego przywódcy Trakena Doktor przenosi się na tę planetę, by pomóc znaleźć zło, które może przeszkodzić objęciu władzy przez kolejnego przywódcę. Przy czym warto zaznaczyć, że jest o władza bardzo specyficzna, bo wiążąca się z podpięciem swojego umysłu i ciała na stałe do dosyć osobliwego systemu przechowującego wiedzę oraz emocje wcześniejszych przywódców. Cała Traken Union jest zresztą przez Doktora bardzo wysoko ceniona, ze względu na to, iż włada tam pokój i dobro wynikające z tego specyficznego sposobu rządzenia. Nie ma głodu, nędzy ani wojen, bo żaden z mieszkańców nie odczuwa potrzeby krzywdzenia innych i chce działać dla dobra całej społeczności. Zło jest tutaj czymś, co należałoby naprawić i czego należy żałować. Co ciekawe, wraz z przybyciem Doktora cały ten system zaczyna się rozpadać... Kolejna naprawdę wciągająca fabuła, której szczegółów nie powinno się wymieniać, a jedynie obejrzeć. Samo zakończenie nie jest też stuprocentowo pozytywne, bo pewne zwycięstwa są odnoszone wysokim kosztem.

Horror of Fang Rock
Scenariusz: Terrance Dicks

Bardzo kameralny odcinek, w którym praktycznie cała akcja dzieje się w czasie jednej nocy w stojącej na samotnej wyspie latarni podczas bardzo złej pogody. Taka kryminalna zagadka zamkniętego pokoju, w którym okazuje się jednak, że drzwi otwierają się co jakiś czas i wchodzi (wmackowuje) się przez nie obcy (i to na dodatek z gatunku, który od 50 tysięcy lat toczy wojnę z Sontaranami). Opowieść jest bardzo prosta, a jednocześnie cały czas zachowuje swój specyficzny klimat.

The Invasion of Time
Scenariusz: David Agnew (Graham Williams i Anthony Read)

Nieszczęsna Gallifrey nie zdążyła jeszcze ochłonąć po ostatniej wizycie Doktora, kiedy ten przybywa znowu, by spowodować zamieszanie na zdecydowanie większą skalę. Do pomocy ma jeszcze Leelę, K9, a pod koniec zdziczałych tajmlordów, którzy żyją w kopalni piasku za miastem. W krótkim czasie Doktor zostaje prezydentem i zaczyna się prawdziwie szalona intryga. Mamy dużo biegania, trochę wybuchów i dużo Doktora, który nawet jak na Doktora zachowuje się bardzo dziwnie. W pewnym momencie pościg trafia też do wnętrza Tardis, w której rozpoczyna się niezwykle zajmująca gra w kotka i myszkę, a sam Doktor się gubi. Jednym słowem jest nad wyraz szalenie.

Pyramids of Mars
Scenariusz: Stephen Harris (Robert Holmes i Lewis Greifer)

Tym razem Tardis ląduje w pobliżu wiktoriańskiej posiadłości, nad którą władzę przemocą przejął tajemniczy Egipcjanin dysponujący bardzo zaawansowaną obcą technologią. Są też mumie. Muszę przyznać, że mumie, egipscy bogowie, Doktor, wiktoriański gentlemen i Sarah Jane Smith tworzą razem zestawienie niezwykle przyjemne w oglądaniu. Wraz z upływem czasu fabuła robi się coraz bardziej ciekawa, bo tym razem Doktor trafia na przeciwnika bardzo potężnego i bardzo zdeterminowanego.

Jak widać na powyższym zestawieniu, podobają mi się przede wszystkim odcinki ze scenariuszem Douglasa Addamsa i Roberta Holmesa. Wybór był trudny, bo bardzo dużo spośród materiałów powstałych pomiędzy 1974 a 1981 rokiem było świetnych. Niektórzy narzekają na efekty i statki kosmiczne z butelek po szamponie (był nawet taki skecz Fry'a i Lauriego), które mi nie przeszkadzają, ale najlepszym elementem tych odcinków są świetne fabuły i niesamowita charyzma Toma Bakera, który moje fangirlowe serduszko podbił szturmem między innymi dzięki swojemu uroczemu szaleństwu.


:]

Top 10 2005 -2011

The Empty Child/Doctor Dances
Scenariusz: Stephen Moffat


Historia jest jednocześnie przerażająca, smutna, szalona i pełna humoru, a wszystko to w scenerii bombardowanego Londynu w 1941 roku. Te dwa odcinki mają w sobie praktycznie wszystko to, co sprawiło, że Doktora kocham ogromnie. Przede wszystkim mamy świetny zespół Doktor (Christopher Eccleston) plus towarzyszka, czyli Rose, a to jedno z moich ulubionych zestawień. Dodatkowo w tym odcinku po raz pierwszy pojawia się niesamowity kapitan Jack Harkness w wersji dużo bardziej optymistycznej niż prezentowana później w "Torchwood". Takie zestawienie samo w sobie jest powodem, by ten odcinek polubić, ale do tego jest jeszcze naprawdę świetna historię tajemniczego i groźnego dziecka w masce gazowej pytającego wszystkich: "Are you my Mommy?" I opowieść o plantacji bananów.

Midnight
Scenariusz: Russel T Davies

Po niektórych odcinkach widać, że producenci postanowili rozsądnie zagospodarować budżet tak, żeby pod koniec mogło być jakieś wielkie bum, a koszty efektów i obsady jakoś zmieściły się w dopuszczalnych granicach. Ten odcinek najprawdopodobniej też miał być takim zapychadłem, ale okazał się jednym z lepszych odcinków Doktora w ogóle. Popisują się tutaj absolutnie wszyscy aktorzy, bo relacje między postaciami, zmiana zachowania uwarunkowana sytuacją i cała ta nieprzyjemna strona ludzkiej natury ujawniona w ciasnej przestrzeni transportera zagubionego na planecie, która nie powinna zawierać żadnych form życia... Z naciskiem na to, że "nie powinna" wcale nie oznacza, iż nie zawiera. Cudo. Nikt nikogo nie goni, nikt nikomu nic nie obgryza, a emocji i napięcia temu krótkiemu odcinkowi mogłoby pozazdrościć naprawdę wiele filmów. Plus młody Merlin.

Blink
Scenariusz: Stephen Moffat


Świetny pomysł, genialne potwory i nad wyraz zgrabnie opowiedziana historia. To, że "Blink" jest odcinkiem Doktora praktycznie bez Doktora tylko dodaje całości smaczku, zwłaszcza, że ten zabieg Moffatowi udało się bardzo umiejętnie przeprowadzić. Z ciekawością tropiłam razem z Sally Sparrow, która w tym odcinku została główną bohaterką, kolejne wskazówki prowadzące do bardzo interesującego rozwiązania zagadki pustego domu i znikającej przyjaciółki. Plus "Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead" oraz absolutnie wspaniały cytat, który opisuje nie tylko czasoprzestrzeń widzianą oczyma Doktora, ale i sam serial "People assume that time is a strict progression of cause to effect, but actually from a non-linear, non-subjective viewpoint - it's more like a big ball of wibbly wobbly... time-y wimey... stuff". W całym serialu przyczyna i skutek mają z sobą dosyć oryginalne związki i jest to jedna z kwestii, które mnie do Doktora przyciągają. No i długo zastanawiałam się, skąd się wzięła kaczka...

Stolen Earth/Journey's End
Scenariusz: Russel T. Davies

 
Trochę się zdziwiłam, że Rusty też wybrała te odcinki, bo jeżeli ktoś tu lubi wielkie bum, Daleków i wzruszające zakończenia, to właśnie ja. W końcówkach sezonów o Jedenastce zabrakło mi właśnie tego stopniowego zbierania elementów układanki, części, które łączyły w całość cały sezon, by następnie po kilku interesujących twistach fabuła mogła rozwiązać się naprawdę spektakularnie. Dodatkowo wrócili wszyscy, których uwielbiam (K9!) i było duuuużo Daleków. Bardzo dużo Daleków. Obydwa odcinki miały też całą masę absolutnie fantastycznych szczegółów i wyjątkowo okrutne zagranie wobec Donny, z powodu którego byłam najpierw smutna, potem zła, a ostatecznie uważam to za bardzo ciekawy zabieg.

Silence in the Library/Forest of the Dead
Scenariusz: Stephen Moffat


Po obejrzeniu tych odcinków naprawdę pokochałam River jako bohaterkę, ale praktycznie każda z postaci, która się tu pojawia jest zagrana i napisana naprawdę świetnie. Mamy tajemnice przyszłości i przeszłości Doktora, kogoś, kto nareszcie wie więcej od niego (w pewnych kwestiach) i miss Evangelistę graną przez śliczną Tallulah Riley. Większość osób narzeka na to, że szkieleciki psują klimat, ale moim zdaniem są raczej urocze, więc nie będę przejmować się zdaniem innych. Dynamiczna i początkowo podszyta grozą historia, która jednocześnie pokazuje miejsce żywcem wzięte z moich dwunastoletnich snów - gigantyczną bibliotekę.

The Doctor's Wife
Scenariusz: Neil Gaiman

Odcinek miał fanów, zanim się jeszcze ukazał - słusznie zresztą. Główną wadą jest niestety to, że Rory umiera, kolejny raz, ale owa irytująca kwestia traci na znaczeniu w porównaniu z tym, że nareszcie poznajemy lepiej TARDIS, która ukradła swojego Doktora i dowiadujemy się więcej o tej relacji, która jest naprawdę piękna i mocno szalona, a myśl o tych dwóch niezwykłych istotach i łączących je opowieściach przywołuje na moją twarz uśmiech.


The Waters of Mars
Russell T Davies & Phil Ford


Z wszystkich nowych odcinków Doktorowych temu jest chyba najbliżej do klasycznie pojmowanej grozy, a jednocześnie typowych cech doktorowych mu nie brakuje. Doceniam też to, że czujemy zbliżającą się w serialu zmianę, a Doktor zmienia swoje podejście do pewnych kwestii. Jest również dużo biegania. Przede wszystkim podoba mi się jednak fabuła i sposób jej przeprowadzenia.


Christmas Carrol
Scenariusz: Stephen Moffat

Ten odcinek przekonał mnie, że mimo zmian, jakie zaszły, od kiedy Tenny przestał być Doktorem w dalszym ciągu są odcinki, przy których mogę tylko zapiąć pasy i mocno trzymać się fotela. Do przodu, do tyłu i w poprzek, na ukos, bokiem i wbrew regułom. Hura! Scenariusz znowu bardzo Doktorowy - przeskakujemy od radości do smutku, a wszystko to podszyte jest więcej niż nutą szaleństwa. Do tego Doktor mówiący: "Fishies!" i naprawdę niesamowita atmosfera. Powyżej mój własny komentarz rysunkowy do Christmas Carrol pokazujący, co najbardziej mi się w owym odcinku podobało.


Utopia/The Sound of Drums/Last of the Time Lords
Scenariusz: Russel T. Davies


Przede wszystkim Master i piosenka Scissor Sisters. I Master. Oraz to, że po raz kolejny wskazówki co do zakończenia sezonu pojawiały się już wcześniej. Wszystkie odcinki miały elementy słabe, a "Utopia" nie jest tak naprawdę całością z dwoma pozostałymi, ale wszyscy oglądający Doktora wiedzą, że reguły są po to, żeby je łamać.


Tooth and Claw
Scenariusz: Russel T. Davies


A tu odcinek z kimś kto kojarzył mi się z "Doctorem Who", zanim jeszcze dowiedziałam się, o co w tym wszystkich chodzi (że jest więcej niż jeden Doktor, ho ho). David Tennant jak zwykle jest cudowny - szalony, inteligentny i bardzo doktorowy. Sama idea tego odcinka: wilkołaki, królowa Wictoria i kung fu mnisi zachwycają mnie niesamowicie. Poza tym darzę ten odcinek sporą sympatią, bo mniej więcej w tym momencie wybaczyłam Tennantowi, że nie jest Ecclestonem (całość odcinków z Tennantem i Ecclestonem obejrzałam na raz, w ciągu kilku dni, ale miałam spore problemy z pogodzeniem się z regeneracjami), a od wybaczania oczywiście moje uczucie tylko się pogłębiało i na koniec płakałam, kiedy Dziesiątka odchodził. Sam odcinek dynamiczny i bardzo zgrabny, ale uwielbiany przeze mnie przede wszystkim za pomysł.



Na listę trafiło tylko trzech scenarzystów: RTD, Moffat i Gaiman, ale dla mnie absolutnie każdy odcinek wyróżnia się świetnym pomysłem. Teoretycznie miałam wybierać odcinki najlepsze, ale postanowiłam mimo wszystko wybrać te, które najbardziej lubię. Nawet jeżeli jakiś odcinek ma pewne (ogromne) wady, to przy świetnym początkowym założeniu, genialnych detalach itp. jestem w stanie prawie zupełnie nie zwracać na nie uwagi, jeżeli Doktor jest odpowiednio doktorowy, a inne kwestie też mi pasują. Do wszystkich powyższych epizodów wracałam przynajmniej kilka razy i wracać będę z pewnością.

Henna Illu

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.