Na wszystkie elfy chrześcijańskiego świata...

by 23.10.11 6 komentarze
... czy to ty, Magneto?


Oczywiście Magneto w filmowej "Jane Eyre" jest na tyle Magnetem, na ile może nim być Edward Fairfax Rochester, czyli krótko mówiąc raczej wcale, mimo iż problematyczna przeszłość i nieprzyjemny charakter, to cechy jak najbardziej wspólne dla tych postaci. Podobinie grający je aktor - czyli znany z "Inglorious Basterds" Michael Fassbender, który i tym razem spisał się naprawdę doskonale, podobnie jak reszta obsady.

W przeciwieństwie do większości dotychczasowych ekranizacji tej powieści Charlotte Brontë twórcy filmu stawiają nie tylko na pokazanie romansu pomiędzy Jane Eyre a panem Rochesterem, ale także na zbudowanie całego nastroju mroku, niepewności i tajemniczości, który możemy znaleźć w książce. Właśnie dla wzmocnienia owych nastrojów została zmieniona oryginalna kolejność wydarzeń - Jane widzimy po raz pierwszy, kiedy biegnie przez pola i wrzosowiska, uciekając z majaczącego w oddali Thornfield Hall, a powody tej tajemniczej ucieczki poznajemy dopiero dzięki późniejszym retrospekcjom. Tym sposobem nieznający książki widz zaczyna poznawać tę opowieść od zagadki, do której dochodzą jedynie dodatkowe pytania o to, co tak naprawdę kryje się w murach znajdującej się na pustkowiu posiadłości.

Dzięki takiemu zabiegowi fabuła może zyskać nieco dodatkowej tajemniczości dla niezaznajomionego z historią widza, ale umykają cechy, które wyróżniały Jane jako postać w czasach, w których powstawała powieść i pozostają godne uwagi do dzisiaj. Jane jako dziecko była bowiem brutalnie szczera, odważna i zupełnie nie dbała o obowiązujące nawet dzieci konwenanse. Nawet z punktu widzenia obecnego widza jej nieuprzejme (swoją drogą uzasadnione) podejście do opiekującej się nią w dzieciństwie pani Reed nie jest czymś, czego można by się po dziecku, a już zwłaszcza wychowywanej w wiktoriańskich czasach dziewczynce, spodziewać. Tymczasem ta część historii jest bardzo mocno okrojona, podobnie jak całość pobytu w koszmarnej szkole dla dziewcząt, czyli Lowood, gdyż przeważająca część filmu ma miejsce w Thornfield Hall, do którego Jane przyjeżdża jako guwernantka. W ten sposób przy pierwszych rozmowach głównych bohaterów łatwo zapomnieć, jak niezwykłe i niewłaściwe jest zwłaszcza zachowanie Jane, kiedy otwarcie mówi, że nie uważa Rochestera za przystojnego, czy jak bardzo nieuprzejme są jego uwagi (oczywiście z zaznaczeniem, że jako mężczyzna mógł sobie pozwolić na więcej).


Filmowa Jane jest jednak w dalszym ciągu bardzo ciekawą postacią. Ubrana i uczesana zgodnie z wczesnowiktoriańską modą (patrząc na portrety, zdjęcia i rysunki przedstawiające uczesania z tego konkretnego okresu nigdy nie podejrzewałam, że ktoś może w nich wyglądać naprawdę dobrze, a jednak) Mia Wasikowska idealnie pasuje do zagranej przez siebie roli. Blada, szczupła i przyodziana w skromne i pozbawione ozdób suknie zupełnie nie przypomina już Alicji, a staje się niezwykłą bohaterką tej gotyckiej opowieści. Świetnie udaje się jej również oddać charakter granej przez siebie postaci - Jane jest jednocześnie młoda, przepełniona niewinnością kogoś, kto większość swojego dotychczasowego życia spędził w szkole z internatem, ciekawa świata i jego tajemnic, pracowita, a jednocześnie w dalszym ciągu odważna i mająca własne opinie, w świecie, który oczekuje od niej czegoś zupełnie innego. Dobrze widać też, że silne emocje, które towarzyszyły Jane od dzieciństwa są w dalszym ciągu obecne, mimo tego, że skrywają się za maską dobrego wychowania.


Tak przedstawiona Jane zarówno swoim wyglądem jak i zachowaniem świetnie wpasowuje się w mroczną scenerię filmu. Zarówno Thornfield Hall, jego otoczenie, szkoła Lowood, dom rodzeństwa Riversów, do którego trafiamy na początku, to miejsca ciemne, ciche i ponure. Z nielicznymi wyjątkami większość scen odbywa się w pomieszczeniach, do których docierają zaledwie nieliczne promienie słońca, które i tak najczęściej ukryte są za chmurami. Wszystkie kolory są sprane i przygaszone, co odbija się w całej kolorystyce obrazu. Cały ten ponury nastrój ma swoje apogeum w Thornfield widzianym nocą, gdyż twórcom filmu świetnie udało się pokazać, że największą ciemność możemy napotkać idąc samotnie pustym korytarzem, za jedyne towarzystwo mając jedynie rozedrgany płomień świecy. Większość filmów nawet przy nocnych scenach, kiedy jedynym źródłem światła są właśnie świece, zazwyczaj pokazuje nam obraz dosyć wyraźny i dodatkowo doświetlony. W "Jane Eyre" zostało to zrobione inaczej, z podkreśleniem tego, jaki nastrój faktycznie może w takiej sytuacji panować (kto nigdy nie schodził sam do ciemnej piwnicy mając w ręce świeczkę, a w sercu głęboką nadzieję, że znajdzie bezpieczniki zanim go coś zje, niech zamilknie).


Właśnie dzięki temu, że dominują takie, a nie inne kolory i oświetlenie, twórcom filmu świetnie udało się oddać nastrój gotyckiej powieści, jaką przecież jest "Jane Eyre". Wątek tajemniczej kobiety czasem przemierzającej nocą korytarze Thornfield Hall, zazwyczaj jest traktowany nieco po macoszemu - tym razem został on odpowiednio podkreślony. Kiedy razem z Jane przemierzamy opustoszałe nocą korytarze, dominującym nastrojem zaczyna być groza, którą wzmacniają jeszcze przekazywane przez służbę plotki. Samo otoczenie posiadłości także przeważnie jest zasnute mgłą i nader ponure tak, że zaczynamy z niepokojem oczekiwać, co może kryć się za następnym krzakiem, czy zakrętem korytarza (nie jestem też pewna, czy aby na pewno wszystkie przytaczane "nieziemskie" historie faktycznie znalazły się w książce - nawiązania do wampirów tak, owszem, ale piekielne psy? Hm... Zdecydowanie muszę odświeżyć lekturę). Tym samym otrzymujemy kilka naprawdę ciekawych i nastrojowych scen grozy, które świetnie wpasowują się w panującą w całym filmie atmosferę. Do tego dochodzi także świetna muzyka i umiejętna gra ciszą, która jest kolejnym zabiegiem znakomicie budującym w "Jane Eyre" nastrój.

Mroczny nastrój nie jest jednak dominujący, a natura w znany z literatury romantycznej sposób oddzwierciedla nastroje głównej bohaterki. Kontrast dla ponurych scen, które dominują w filmie, stanowi bowiem kilka scen plenerowych, w których podkreślona jest świeżość natury, a wszystko prześwietlone jest światłem słońca. W interesujący sposób stanowi to odniesienie do charakterów Jane i pana Rochestera, które również są bardzo kontrastowe. Edward Fairfax Rochester jest bowiem postacią byroniczną, bardzo typową dla wspomnianej wcześniej powieści gotyckiej. Jane jest osobą niewinną, ale i pewną swoich przekonań moralnych, zdecydowaną podążać przede wszystkim obraną przez siebie drogą, natomiast Rochester, ze swoją wielką tajemnicą i mroczną przeszłością, działa na zupełnie innych zasadach, wcale się z tym zresztą nie kryjąc. Mimo tak znacznych różnic charakteru pomiędzy obydwoma postaciami nawiązuje się jednak uczucie. Właśnie podczas tego, kiedy stopniowo buduje się porozumienie i wzajemna fascynacja widać, że zarówno Wasikowska jak i Fassbender znakomicie się spisali, bo widać zarówno ogromne różnice, jak i łączące ich emocje.


Pod względem wyglądu jak i charakteryzacji oraz kostiumów wszystkie postacie prezentują się rewelacyjnie (Rochester, który nie jest klasycznie przystojny, hurra), ale mam pewne wątpliwości co do tego czy Jane nie jest przypadkiem momentami zbyt mało pewna własnego zdania, w stosunku do książkowego oryginału, ale film rządzi się swoimi prawami i z pewnymi zmianami trzeba się niestety pogodzić. Do filmu nie trafił niestety jeden z moich ulubionych cytatów: "Na wszystkie elfy chrześcijańskiego świata, czy to Jane Eyre?", bo śpiący w płonącej sypialni Rochester nie został niestety oblany wodą (a szkoda). Ku mojemu wielkiemu żalowi nikt nikogo nie próbował porwać (jak w znakomiktym "Porwaniu Jane E.", które strasznie polecam), a w okolicy nie było nawet śladu po Thursday Next, czy Archeronie Hadesie (naprawdę polecam "Porwanie Jane E.").

Film jako całość jest bardzo wciągający i ciekawy wizualnie, a na uwagę zasługuje przede wszytskim cała gotyckość i tajemniczość obrazu. Dodatkowo pomimo pewnych zmian w fabule reżyserowi udało się świetnie zachować klimat oryginału (choć z pewnym pominięciem tego, jak silną i niezwykłą postacią tak naprawdę Jane jest) i muszę powiedzieć, że film moim zdaniem spodoba się nie tylko wielbicelom powieści czy romansu jako takiego (co to tego, czy spodoba się zwolenniczkom komedii romantycznych w ogóle mam w tym przypadku wątpliwości). Czy film wejdzie na stałe do grona moich ulubionych ekranizacji powiem wam, kiedy obejrzę go jeszcze kilka razy.


To pisała Cyda z wysypiska na wpółumarłych komputerów.

Jane Eyre
Reżyser: Cary Fukunaga
Scenariusz: Charlotte Brontë, Moira Buffini
Gwiazdy: Mia Wasikowska, Michael Fassbender
Więcej informacji: IMDB

Henna Illu

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.