Oingo Boingo, czyli nikt nie żyje wiecznie

by 31.10.11 3 komentarze
Wszyscy tworzą takie fajne wpisy inspirowane Halloween, pomyślałam, że stworzę i ja (jestem jak ta owca za stadem, bee, bee!). Problem polegał na całkowitym braku pomysłu: horrorów nie znoszę, bać się nie lubię, a z całego święta najbardziej lubię dynie (jako produkty spożywcze i dekoracje). Mogłabym co prawda pokazać moje ulubione potrawy (parówki-mumie, krwawe mózgi z orzechów!), ale wymagałoby to ich ugotowania, na co akurat czasu nie mam, zresztą takie rzeczy należy starannie zaplanować. Stanęło więc na evergreenie, czyli zespole, którego słucham co roku pod koniec października.

Mowa zaś o Oingo Boingo, który oficjalnie został rozwiązany w 1995 roku, ale do tego czasu przez ponad 20 lat istnienia zdążył zdobyć sobie status zespołu kultowego. Miłośnicy kina na pewno kojarzą ich piosenkę "Weird Science" z filmu Johna Hughesa pod tym samym tytułem, która może nie jest zbyt reprezentatywna dla ich twórczości, ale z pewnością jest jednym z największych ich hitów. Co więc jest znakiem rozpoznawczym Oingo Boingo?

Zdecydowanie jest to makabra, i to w bardzo burtonowskim stylu (czyli takim, jaki lubię najbardziej). Frontmanem zespołu był bowiem Danny Elfman, człowiek, który napisał muzykę do większości filmów Tima Burtona - panowie dobrali się zresztą jak w korcu maku, bo estetykę horroru (?) czują dokładnie w ten sam sposób. Widać to wyraźnie w sposobie, jaki muzyka podkreśla obraz. Elfman śpiewał również kilka piosenek (w "Gnijącej pannie młodej" oraz "Charlie'm i fabryce czekolady"), ale najlepiej jego głos znany jest ze śpiewania partii Jacka Skellingtona w "Miasteczku Halloween" ("This is Halloween, this is Halloween" ...ekhem...)

Zanim jednak Danny został kompozytorem, parał się performance'm oraz właśnie byciem wokalistą i songwriterem Oingo Boingo. Zarówno nazwa, jak i skład zespołu zmieniały się kilkukrotnie, jednak tematyka pozostawała ta sama: wszystko to, czego się boimy, klauny, karły, duchy, małe dziewczynki, okraszone sporą dawką psychodelii. Czyli w sam raz muzyka na Halloween!

Wybrałam trzy moje ulubione piosenki jako przykład ilustrujący tezę. Zestawienie jest całkowicie subiektywne, ale szczerze zachęcam do zapoznania się z twórczością Oingo Boingo.

3. Stay, z albumu "Dead Man's Party" (1985)

Chyba najmniej horrorowa piosenka w tym zestawieniu, teledysk również nie zawiera jakichś makabrycznych elementów (bo co to jest kilka tańczących duchów?), ale utwór darzę sporą sympatią, również dlatego, że został wykorzystany w jednym z moich ulubionych filmów, czyli "Donnie'm Darko" (choć tylko w wersji reżyserskiej). Poza tym to bardzo romantyczna piosenka.


2. Insanity, z albumu "Boingo" (1994)

Co prawda lubię tę piosenkę, ale przy tym wyborze kierowałam się raczej teledyskiem - Tool by się go nie powstydził. Kolega, który boi się lalek, nie jest w stanie go oglądać.


1. No One Lives Forever, z albumu "Dead Man's Party" (1985)

To jeden z moich dzwonków na komórce i chyba nigdy mi się nie znudzi. Mocny beat, słychać inspirację muzyką ska, nogi same rwą się do tańca, zwłaszcza przy tekście "while the grim reaper cuts, cuts, cuts". Wybrałam video z nagraniem z ostatniego koncertu Oingo Boingo, zaserwowanego fanom na osłodę rozwiązania zespołu.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.