Blades of Glory, czyli Lady Gaga a plagiat*

by 4.11.11 8 komentarze
Gdy zaczęłam na poważnie rozważać napisanie notki osadzającej całą twórczość Chiny Mieville'a w postkolonializmie, wiedziałam, że potrzebuję odtrutki. Na szczęście z pomocą przyszła mi niezawodna Ewa Białołęcka**, przypominając mimochodem, że od dawna zamierzałam obejrzeć "Blades of Glory". Jest to film w pewnych kręgach kultowy oraz absolutnie głupi, ale czego się nie robi dla odwyku. Występuje w nim Will Ferrell, co normalnie oznacza u mnie natychmiastową reakcję typu "Nie, dziękuję" - jest to bowiem ten rodzaj kinematografii, którego nie trawię zupełnie, zresztą nie bez powodu,  a który reprezentują również m.in. Ben Stiller czy Owen Wilson - przy czym obaj przy kilku okazjach pokazali, że są jednak niezłymi aktorami. Will Ferrell nadal tkwi w swojej niszy.

Paw i ... Calcifer.
Jeśli chce się "Blades of Glory" oglądać dla fabuły, zdecydowanie odradzam - jest zarówno pretensjonalna, jak i pretekstowa i właściwie, jak sie nad tym zastanawiam, nieco żenująca. Dwóch łyżwiarzy-solistów, anielski Jimmy McElroy (Jon Heder) oraz diabelski Chazz Micheal Michaels (Will Ferrell), wieczni rywale, zdobywają na mistrzostwach tą samą ilość punktów i muszą się podzielić złotym medalem - co w efekcie, ponieważ obaj sportowcy szczerze się nie znoszą, powoduje haniebną bójkę na podium i ich dożywotnią dyskwalifikację. Na szczęście po trzech latach stalker jednego z nich odkrywa lukę w przepisach - właściwie to dyskwalifikacja ma zastosowanie tylko do kategorii solistów, więc obaj mogą brać udział w rywalizacji par sportowych. Tłumaczenie, co dalej, obraziłoby tylko inteligencję czytelników, więc sobie podaruję streszczenie fabuły, dodam tylko, że tak jak Nancy Kerrigan miała swoją Tonyę Harding, tak nemezis pary McElroy/Michaels jest rodzeństwo Stranz and Fairchild van Waldenberg (Will Arnett i Amy Poehler).

Weir jako łabędź
Warto natomiast zobaczyć "Blades of Glory" jako cudowną satyrę na środowisko łyżwiarstwa figurowego. Wiedziałam, że będę zachwycona filmem już od pierwszych jego minut, gdy Jimmy McElroy tańczy na lodzie jako paw - było to tak oczywiste odniesienie do Johnny'ego Weira i jego łabędzia z olimpiady w 2006 roku, że nie mogłam już do końca filmu przekonać się, że Jimmy nie jest gejem (o czym więcej w dalszej części notki). Potem było już tylko lepiej: program zatytułowany Ice and Fire do piosenki Aerosmith i cudowny finał do muzyki z "Flasha", w strojach rodem z filmu "TRON", który sprawił, że fan SF we mnie piał z radości. Wszystko to doprawione komentarzami Scotta Hamiltona, mojego absolutnie ulubionego łyżwiarza oraz mnóstwem odniesień do sytuacji, które faktycznie miały miejsce: skandalu z Salt Lake City związanego z systemem oceniania, ataku na Nancy Kerrigan czy rodzeństwa Duchesnayów.

Oczywiście w filmie jest też mnóstwo nieścisłości - choć faktycznie udział w rewiach na lodzie jest zwyczajową emeryturą dla łyżwiarzy figurowych, rzadko który jest w stanie wrócić do udziału w zawodach po trzech latach przerwy, tak jak jest to pokazane w filmie - i ciągle walczyć o miejsce na podium (próbował tego Brian Boitano w 1994i rezultaty nie były zachwycające). Sytuacja na podium służąca zawiązaniu akcji też nie mogłaby mieć miejsca: w wypadku remisu nie przyznaje się srebrnego medalu, tylko dwa złote i brązowy. Poza tym regulamin dla par sportowych dosyć wyraźnie mówi, że para składa się z mężczyzny i kobiety.

Film jednak pokazuje dosyć wiernie środowisko łyżwiarskie od "wewnątrz": chorobliwą ambicję zawodników i trenerów, ostrą, bezwzględną rywalizację, wyczerpujące treningi - Amy Poehler w materiałach dodatkowych wspomina, że gdy ogląda się łyżwiarzy figurowych, wydaje się to pięknym, prostym, pełnym gracji sportem, ale tak naprawdę łyżwiarze muszą mieć mnóstwo siły, wykorzystywanej np. do skoków - oraz popularną obiegową opinię, że jest to sport dla gejów. Z tym ostatnim argumentem wiąże się zresztą moja główna krytyka "Blades of Glory" - co zostało rozpoczęte stylizacją McElroya na Johnny'ego Weira i przypieczętowane stworzeniem iskrzącej, męsko-męskiej pary łyżwiarskiej, autorzy scenariusza postanowili zdusić w zarodku, wprowadzając dziewczynę z obozu rywali jako love interest dla Jimmy'ego. Żeby zaś widzowie zupełnie nie mieli złudzeń, że pomiędzy dwoma głównymi postaciami nie ma absolutnie żadnych romantycznych uczuć, Chazz w finale dwa razy dobitnie mówi, że jego partner jest dla niego jak brat, którego nigdy nie miał. Na "pocieszenie" wprowadzono gejowską parę jako postaci trzecioplanowe, ale trzeba się tego domyślić, uważnie oglądając film. Prawda jest zaś taka, że łyżwiarstwu figurowemu (jak zresztą każdej innej dyscyplinie sportowej, zwłaszcza zespołowej) przydałby się film, który pokazuje, jak bzdurne są uprzedzenia wobec homoseksualnych zawodników - którzy jak jeden mąż zresztą decydują się na coming out dopiero po przejściu na profesjonalizm. Zupełnie mnie to nie dziwi, biorąc pod uwagę krytykę, z jaką podczas całej sportowej kariery spotykał się wspominany przeze mnie wielokrotnie Johnny Weir (tak na marginesie, moje uwielbienie dla Hamiltona jest psute tylko przez jego głęboką niechęć do Weira, której wielokrotnie dawał wyraz w swoich komentarzach na wizji).



Ale zrobiło się zbyt poważnie, a przecież omawiam bzdurną komedię. Dodam więc jeszcze tylko, że jest to film, z którego wycięto zbyt wiele kluczowych scen (do zobaczenia w materiałach dodatkowych na DVD), wyjaśniających lepiej motywacje postaci lub po prostu okropnie śmiesznych - jak ta w video powyżej.

Film można zobaczyć, ale nie jest to tzw. a must - ot, takie sobie filmidło, w którym niektórzy mogą się dopatrzyć nieistniejącej w gruncie rzeczy głębi.

* Żart w tytule notki śmieszy chyba tylko mnie...
** Zabawna sprawa, rozmawiałyśmy znowu o bieliźnie polskich pisarzy fantastyki - fatum jakieś czy co?

Blades of Glory (2007)

Reżyser: Josh Gordon, Will Speck
Scenariusz: Jeff Cox, Craig Cox, John Altschuler, Dave Krinsky, Busy Philipps
Gwiazdy: Will Ferrell, Jon Heder, Amy Poehler, Will Arnett
Więcej informacji: IMDB
Trailer: 1

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.