Co ja właśnie obejrzałam, czyli Justin Bieber strikes back

by 2.12.11 0 komentarze

Jak wspominałam na moim pierwszym blogu, przygotowania do świąt idą u mnie pełną parą: jutro piekę pierniczki, prezenty czekają na zapakowanie, dekoracje zostały wyciągnięte, a z głośników płynie moja ulubiona muzyka na tę okazję, czyli Trans-Siberian Orchestra.

Dziś jednak straciłam nieco serce do tego wszystkiego, a to z powodu tego teledysku.

"All I Want For Christmas" nigdy nie było moją ulubioną świąteczną piosenką, lubię jedynie tę wersję z filmu "Love Actually", ale żeby od razu rujnowała mi święta? A jednak, Justin Bieber (do którego do tej pory miałam obojętne nastawienie, ot, kolejna młodociana gwiazdeczka, przeżyłam Backstreet Boys, przeżyję i jego) postanowił nagrać album bożonarodzeniowy, na którym umieścił takie hity jak "Drummer Boy" w kooperacji z Busta Rhymes czy "Fa La La" zaśpiewane z Boyz II Men oraz oczywiście duet z Mariah Carey "All I Want For Christmas" - pal licho, że nie dalej jak rok temu Mariah (która spokojnie mogłaby żyć w dobrobycie aż do śmierci z tantiemów za tę piosenkę) nagrała jest dance'owy cover swojego hitu, dobrego (?) nigdy za wiele, prawda?

Do samej piosenki właściwie nie mam nic, oprócz tego, że dosyć wyraźnie uświadamia słuchającemu, jaką przewagę daje prawdziwy talent, a nie sama zdolność autopromocji. Problemem jest teledysk. Niektórzy komentatorzy zwracają uwagę na zbytnią seksualizację piosenki - pewnie, oryginalne video, z Mariah turlająca się w śniegu, było może bardziej romantyczne, ale tytuł piosenki jest co najmniej dwuznaczny...), inni na różnicę wieku pomiędzy Carey i Bieberem (i przyznam szczerze, że czterdziestoletnia piosenkarka uwodząca wzrokiem na siedemnastolatka jest nieco niepokojąca, choć właściwie trudno określić czemu), jeszcze kolejna, feminizująca grupa oprotestowuje nieco przedmiotowe przedstawienie Mariah jako manekina, ale dla mnie największym problemem jest fakt, że piosenka "All I Want For Christmas", kontestująca komercyjne podejście do świąt - to znaczy na tyle, na ile jakakolwiek świąteczna piosenka pop jest w stanie to robić - ma teledysk dziejący się całkowicie w Macy's - wygląda to po prostu na rozbudowaną reklamę domu towarowego (czyżby tradycyjna parada na święto dziękczynienia nie podnosiła dostatecznie obrotów?). Cała idea video zasadza się na tym, że bohaterowie albo robią zakupy, albo usiłują sprzedać jak najwięcej produktów; w związku z tym Mikołaj rozdaje zaproszenia na Noc Zakupów (fragment, gdy mały chłopiec uśmiecha się na widok tego, co znalazł w kopercie, jest absolutnie obrzydliwa), a Mariah, ubrana w skąpy strój Śnieżynki, zachęca klientów do wydania jak największej ilości pieniędzy. Podobnie Justin, rzucający pudłami z prezentami do coraz do nowych ludzi, którzy wbiegają przez uchylone drzwi jak nie przymierzając co poniektórzy nasi rodacy na promocję karpia w REALu. I wszystkie te obrazeczki okraszone są tekstem "I don't care about the presents"! Dysonans pomiędzy dźwiękiem a obrazem jest wprost porażający.

Myślałam, że po bardzo słabym drugim bożonarodzeniowym albumie Glee nic mnie już w ten świąteczny czas negatywnie nie zaskoczy, a tu proszę, taka niemiła niespodzianka.

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.