10 książek, które przeczytam w roku 2012

by 9.1.12 15 komentarze
Mam akurat dwie i pól godziny czasu (zgadnijcie, co robię? :D odpowiedź jest w gruncie rzeczy oczywista) do zabicia, a szczyt moich możliwości intelektualnych przypada na zdecydowanie inną porę niż północ, więc zamiast męczyć się nad pisaniem jakiejś recenzji, która potem będzie będzie niestrawna zarówno dla mnie, jak i dla czytelników bloga, postanowiłam zrealizować pomysł, który kusił mnie z kilku blogów książkowych: stworzę listę 10 pozycji, które na pewno w 2012 roku przeczytam. Kto mnie zna i wie, jak wygląda moje ratio książek kupionych do przeczytanych, ten wie, że taka akcja jest mi koniecznie potrzebna. Przyjrzałam się więc zbiorom własnym i oto jestem gotowa ogłosić, co następuje:

W 2012 na pewno przeczytam 10 11 poniżej wymienionych książek:

"The Slap" Christosa Tsiolkasa (2008)

Książka australijskiego opowiada o konsekwencjach policzka wymierzonego trzyletniemu dziecku na przyjęciu przez obcego mężczyznę, opowiedziana przez ośmiu różnych narratorów. Zainteresowana jej przeczytaniem byłam od momentu premiery, udało mi się zdobyć egzemplarz po okazyjnej cenie, od roku czeka na swoją kolej.
"Nerd Do Well" Simona Pegga (2011)

Jadąc do Londynu w październiku zeszłego roku, tylko z bagażem podręcznym, wiedziałam dokładnie, że bez tej książki nie zamierzam wracać. No więc teraz stoi na półce i się kurzy, a ja od czasu do czasu wpadam na cytaty z niej na tumblrze. Wypadałoby więc przeczytać...
"Was" Geoffa Rymana (1992)

Zakupiona w zeszłym roku na allegro w atrakcyjnej cenie, powieść łączy ze sobą dwa moje ulubione motywy: queer i intertekstualność, opowiadając na nowo historię Dorotki z Kansas. Do tego drag queen z Kalifornii lat dwudziestych ubiegłego wieku. Twórczość Rymana znam pobieżnie i ciągle sobie obiecuję, że poznam ją lepiej.


"Vice Versa" F. Ansteya (1882)

Wszyscy znamy tę historię: ojciec i syn zamieniają się ciałami za pomocą magicznego artefaktu i w efekcie, po wielu zabawnych przygodach, lepiej się rozumieją pomimo konfliktu pokoleń. Tu w czasach wiktoriańskich, na deser szkoła z internatem. Obiecałam mężowi, że przeczytam, nie umiem znaleźć egzemplarza na półce. FML.
"The Infernal Desire Machines of Doctor Hoffman" Angeli Carter (1972)

Tu trochę oszukuję, ponieważ tak naprawdę zamierzam przeczytać jakąkolwiek książkę Angeli Carter, bo już dawno tego nie robiłam, a to jedna z moich ulubionych autorek. Myślę, że padnie jednak na któryś zbiór opowiadań, żeby pokazać, że te mnożące się na potęgę retellingi klasycznych baśni ktoś już wcześniej tworzył i to zdecydowanie lepiej, bo sięgając do znaczeniowych źródeł.
"Chicks Dig Time Lords", zbiór esejów (2010)

Obiecałam Beryl, że przeczytam i zrecenzuję (ona czeka, aż dotrę do takiego pseudo-feministycznego eseju, po lekturze którego podobno mam toczyć pianę) na blogu, a ona w zamian opisze swoje wrażenia z czytania biblii według RTD. W sam raz na zabicie czasu w oczekiwaniu na kolejny sezon "Doctora Who".
"Dziadek do orzechów" E.T.A. Hoffmana (1816)

Bardzo lubię balet Czajkowskiego, i co roku przed Bożym Narodzeniem obiecuję sobie, że wreszcie tę książkę przeczytam. A potem okazuje się, że w ferworze przygotowań świątecznych zupełnie nie mam na to czasu. Ale w tym roku już na pewno...
"Tytus Groan" Mervyna Peake'a (1946)

Właściwie to zamierzam przeczytać wszystkie książki w cyklu i najlepiej obejrzeć też miniserial - ale posiadam tylko dwa pierwsze tomy. Wstyd nie znać, prawda? Nie macie pojęcia, jaką dyletantką tak naprawdę jestem...
"Hobbit" J.R.R. Tolkiena (1937)

Mam własny egzemplarz od lat 19 - była to pierwsza książka fantasy, jaką dostałam (dokładnie rzecz biorąc w prezencie od koleżanki na 11 urodziny, choć wiem, że prezent wybierała jej mama). Odświeżę sobie tą moją ulubioną powieść Tolkiena z okazji premiery pierwszej części ekranizacji.
"Niezwyciężony" Stanisława Lema (1964)


Mam braki w Lemie - o ile twórczość humorystyczną znam nieźle, tak SF gorzej. Gdy podchodzę do półki, by poczytać tego autora, zwykle kończy się na tym, że ściągam mój ulubiony "Obłok Magellana". Czas temu zaradzić, zacznę od najbardziej klasycznej klasyki.*


* Zapałałam ostatnio chęcią posiadania całej kolekcji Lema z GW - chyba mnie porąbało, bo nie mam na nią ani miejsca, ani pieniędzy.




"The End of the Pier" Marthy Grimes (1993)

Osadzona w świecie znanym z przygód Emmy Graham spinoffowa powieść o Maud Chadwick, którą posiadam od dawna i ciągle nie mogę się za nią zabrać. A co, jeśli będzie słaba? Czas więc wziąć się z nią za bary i mieć to wreszcie za sobą.

Przy okazji, w zeszłym roku wyszła czwarta część głównego cyklu. Kiedy u nas?

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.