2012 filmowo: Zombies vs Fairytales

by 26.1.12 21 komentarze
Styczeń jest miesiącem, w którym, równie łatwo jak grypę, można złapać nagłą i niewyjaśnioną chęć do przewidywania przyszłości. Ponieważ strasznie łatwo ulegam sugestiom (np. teraz, po przeczytaniu 2/3 trylogii Karli, zrezygnowałam z zostania trucicielem i planuję zostać szpiegiem, niech żyje le Carré i Smiley) postanowiłam trochę poprorokować i opisać co ciekawsze zapowiedzi filmów, które będzie można zobaczyć w 2012 roku (czy w naszych kinach to już inna sprawa).

Dobór jest całkowicie subiektywny, ale z założenia bardzo fangirlowy i popkulturalny (trudno się wyrzec swojej drugiej i trzeciej natury). A wyjaśnienie takiego, a nie innego tytułu znaleźć możecie na końcu tekstu

The Iron Lady (2011): o Margaret Thatcher. Prawdopodobnie obejrzę, zobaczymy.

Don't Go in the Woods (2010): gatunkowo film jest określany jako "slasher musical" (okazuje się, że "Evil Dead: the Musical" jednak nie jest jedyne w tej kategorii), brzmi cudownie, ale trailer wygląda smutnawo. Ma trafić do kin, pytanie czy do naszych (ale skoro "Łowcy Trolli" się udało..).

Albert Nobbs (2011): Glenn Close gra kobietę żyjącą w przebraniu mężczyzny, które umożliwia jej utrzymanie pracy w XIX wiecznej Irlandii. Wszystko układa się świetnie, ale tylko do pewnego momentu (gdyby cały czas układało się świetnie, nie chcielibyśmy tego zapewne oglądać, widzowie sadyści za przeproszeniem).

Chronicle (2012): trzej przyjaciele z liceum zyskują supermoce. A potem odkrywają, że nie ma lekko, nawet z supermocami. Brzmi trochę jak grzeczne amerykańskie "Misfitsy".

The Innkeepers (2011): zapowiada się na taki sobie zwykły horror o nawiedzonym hotelu, ale ma bardzo ciekawy plakat. Pytanie brzmi: czy poczucie estetyki zwycięży nad znikomymi resztkami zdrowego rozsądku, które posiadam?

Mirror Mirror- sukienka absolutnie zachwycająca
Ghost Rider: Spirit of Vengeance (2011): niech żyją złe filmy?

Dr. Seuss' The Lorax (2012): animacja na podstawie interesującej książeczki.

John Carter (2012): widać, że zmienili nazwę z "John Carter of Mars", żeby nie spoilerować.

The Raven (2012): fikcyjna opowieść o ostatnich dniach życia Edgara Allana Poe, który ściga seryjnego mordercę wzorującego się na jego opowieściach. Może być nieciekawe.

The Ballad of Genesis and Lady Jaye (2011): dokument o artystach, którzy w ramach projektu naukowego przeszli szereg operacji mających ich uczynić możliwie jak najbardziej podobnymi do siebie.

Mirror Mirror (2012): pierwsza w tym roku opowieść o Królewnie Snieżce, która ma nas zaskoczyć zmianami wprowadzonymi w stosunku do oryginalnej fabuły. Pierwsza, ale nie jedyna.

The Hunger Games (2012): zobaczymy, zobaczymy. Tak to jest przy ekranizacjach bestselerów.

The Pirates! Band of Misfits (2012): arrr?

The Cabin in the Woods (2012): well. Z powodu tej piosenki z "Evil Dead: the Musical". Podobnie jak w piosence fabuła jest niezwykle złożona i składa się na nią: "five college students on ther way to a (...) cabin in the woods". Prawdopodobnie do obejrzenia popchnie mnie sentyment.

The Avengers (2012): wiadomo (jeżeli nie wiadomo, to mało uważnie czytaliście tego bloga).

The Best Exotic Marigold Hotel (2011): brytyjscy emeryci wyruszają do miejsca, które miało (z naciskiem na miało) być odrestaurowanym i luksusowym hotelem. W Indiach. Przyznam, że do zobaczenia filmu skłania mnie przede wszystklim indyjska tematyka oraz obsada (Judi Dench, Bill Nighy, Maggie Smith).

Dark Shadows (2012): hullo Burton. Filmowy remake klasycznego serialu grozy z lat osiemdziesiątych opowiadającego o wampirze Barnabusie Collinsie (świetna obsada z Deppem i piękną Heleną na czele - zresztą, co by się nie działo to i tak obejrzę, bo tylko jedno z tej trójki wystarczyłoby, żebym zaczęła poważnie rozważać pójście do kina). Do tego Michelle Pfeiffer, Eva Green i Jonny Lee Miller.


Battleship (2012): przeniesiona na ekran gra w statki, a do tego Alexander Skarsgård, Liam Neeson i Rihanna. Może być tak złe jak "Green Lantern" i G.I. Joe (nie dopuszczam do siebie myśli, że coś poza cudownym indyjskim "Sheitani Draculla" może być gorsze; "Sheitani Draculla" strasznie polecam wielbicielom kiczu), ale i tak nie przeszkodzi mi to w radowaniu się ASkarsem.

Hysteria (2011): "prawdziwa" historia wynalezienia wibratora, której akcja osadzona jest w czasach wiktoriańskich. Sama tematyka jest raczej interesująca (bo urządzenie to było wówczas polecane w celach zdrowotnych, do leczenia histerii i doczekało się nawet reklam w gazetach, które z dzisiejszej prespektywy są raczej zdumiewające), ale nieco niepokoi mnie określenie filmu jako komedii. Myślę, że spróbuję (albo pozwolę innym pójść najpierw i poczekam na recenzje).


Snow White and the Huntsman (2012): kolejna wersja opowieści o Królewnie Śnieżce, tym razem z punktu widzenia myśliwego, który zamiast spełnić rozkaz złej królowej wyrusza się Śnieżką i... Główne role zagrają Chris Hemsworth i Kirsten Stewart, czyli zapowiada się sporo radości i odrobina niesmaku. Zobaczymy jak będzie w rzeczywistości.

Rock of Ages (2012): musical, którego akcja dzieje się w 1987 roku w Los Angeles. Z jasnych stron muzyka (Styx, Bon Jovi itp.).

Prometheus (2012): Michael Fassbender! grupa odkrywców trafia na wskazówkę mogącą prowadzić (Michael Fassbender!) do odpowiedzi na pytanie o prawdziwe początki ludzkości. By znaleźć odpowiedź wyruszają w prodróż (Michael Fassbender!), która zaprowadzi ich do najmroczniejszych zakamarków kosmosu. Michael Fassbender! Yadda yadda Ridley Scott yadda yadda śliczna Noomi Rapace ("SH: Game of Shadows"). A tak generalnie to prequel "Aliena", który prequelem jest i nie jest, w zależności od tego, z którym z twórców i producentów wywiad się czyta. Prequel Schroedingera z Charlize Theron jako jednym ze złych "garniturów".

Madagascar 3: Europe's Most Wanted (2012): powiem tyle, że napewno sprawdzę, bo to "Madagaskar". Ciekawa jestem, czy Rusty będzie szalała tak, jak przed drugą częścią. (Będę. - R.)

Jack the Giant Killer (2012): w teorii ma być współczesna baśń, w której wieloletni pokój pomiędzy ludźmi i olbrzymami jest zagrożony. W praktyce reżyser X-Menów plus Ewan McGregor i Bill Nighy. Raczej warte sprawdzenia, choć na X-Meny Singera raczej kręcę nosem. Edit: a jednak przesunęli na 2013..

Abraham Lincoln: Vampire Hunter (2012): mam wrażenie, że w pewnym momencie usiłowałam to wkleić do "Na co czekamy", ale albo zaszła interwencja Rusty, albo blogger się wypiął. Bez względu na wszystko muszę zobaczyć film, który się tak nazywa.

Brave (2012): animacja, Pixar, śliczny zwiastun. Dużo się o tym mówi na internetach, więc nie będę pisać więcej.

G.I. Joe: Retaliation (2012): istnieje duża szansa na to, że film będzie tak samo zły (i zabawny) jak poprzednia część. Tylko nie wiem, co tam robi Bruce Willis.

The Amazing Spider-Man (2012): Spider-Man edycja XY - zobaczymy.

The Dark Knight Rises (2012): Tom Hardy jako Bane, w czasie kiedy zaczynam się do Hardy'ego przekonywać.

Warm Bodies (2012): Zombie Romance! Z Malkovichem.

ParaNorman (2012): chłopiec, który może rozmawiać ze zmarłymi, zombiaki, animacja... Zapowiada się naprawdę ciekawie, a zwiastun jest śliczny.

The Odd Life of Timothy Green (2012): Wkrótce po tym, kiedy bezdzietna para zakopuje w ogrodzie pudełko z życzeniami dotyczącymi potomka, rodzi im się syn - Timothy Green, który nie do końca jest tym, na kogo wygląda. Prześliczny plakat i kolejna bardzo baśniowa opowieść.

Wettest County (2012): ciekawa obsada (Tom Hardy, Shia LaBeouf, Guy Pearce, Gary Oldman) i fabuła (tej ostatniej grozi jednak wtórność i przegadanie, bo o losach gangów w czasie Wielkiego Kryzysu powiedziano już bardzo bardzo dużo).

Hotel Transylvania (2012): mam mieszane uczucia w tym przypadku, bo z jednej strony jest to film, w którym Dracula ma nastoletnią córkę i prowadzi hotel, ale z drugiej to mimo wszystko Dracula, więc może będzie ciekawie.

Dredd (2012): Remake i Karl Urban. I tak pójdę, nie ma się co oszukiwać.

Looper (2012): zabójca pracujący dla mafii odkrywa, że jednym z celów jest on sam tyle, że z przyszłości. Do tego Joseph Gordon-Levitt, Bruce Willis i Emily Blunt (która w "Wolfmanie" była całkiem niezła).

Frankenweenie (2012): Burton odświeżający swoją własną klasykę.

Skyfall (2012): nowy Bond.

Gravity (2012): Alfonso Cuarón, Sandra Bullock (w głównej roli) i George Clooney (epizodycznie). Film ma opowiadać o matce, która zajmuje się naprawianiem teleskopu Hubble'a i musi nagle wracać na Ziemię, by odnaleźć swoją córkę.
Chyba sobie zrobię taką hennę...

Rise of the Guardians (2012): i ostatni z zapowiadanych filmów o tematyce baśniowej, animacja. Muszę przyznać, że mi do szczęścia wystarczyłoby tylko to, że Hugh Jackman będzie podkładał głos Zajączkowi Wielkanocnemu, ale okazuje się, że i sama fabuła zapowiada się intrygująco (cytując za IMDB: "Santa Claus, the Easter Bunny, the Tooth Fairy, Jack Frost and the Sandman band together to form a united front against the Bogeyman"). Oczywiście będę gorąco liczyła na to, że a) film trafi do naszych kin i b) będzie dostępna wersja z napisami (zastanawiam się, czy Jack Frost nie zostanie np. Dziadkiem Mrozem...). W obsadzie jeszcze Alec Baldwin, Chris Pine, Jude Law i Dakota Goyo (który w ciągu ostatnich roku zdążył już być młodym Thorem i Maxem w "Real Steel"). Troszkę obawiam się tylko tego, że jednym z wcześniejszych filmów jednego z reżyserów było "Potwory kontra obcy: Dynie-mutanty z kosmosu". Hm. Teraz tylko pozbędę się natrętnej wizji Jackmana z króliczymi uszami i puchatym ogonkiem i mogę pisać dalej.

Les Misérables (2012): tym razem znany musical na podstawie klasycznej powieści z absolutnie świetną obsadą: Hugh Jackman, Russell Crowe, Anne Hathaway i Helena Bonham Carter. Plus pierwszy film Toma Hoopera po "King`s Speech". Ciekawie, ciekawie.

The Hobbit: An Unexpected Journey (2012): wiadomo.

World War Z (2012): bo to film o zombiakach luźno oparty na książce, która opowiada o początkach hm... Wojny Światowej Z. Na dokładkę w roli głównej (reporter gromadzący zombiakowe opowieści) Brad Pitt więc chyba jest na co czekać. Więcej informacji ma się pokazać po Comic-Conie.

The Great Gatsby (2012): bo Baz Luhrmann (któremy dziękujemy za "Moulin Rouge", ale kręcimy nosem na "Australię"), Leonardo DiCaprio, a poza tym jakoś dawno nie było filmów na podstawie tej książki.

Oczywiście powyższa lista jest aktualna na obecny moment, ale z pewnością będzie się jeszcze rozszerzać o filmy, które obecnie się produkują, ale do kin trafią np. w wakacje, jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem. Będzie dużo powrotów do znanych serii: prequeli, sequeli i różnej maści kontynuacji (zwłaszcza jeżeli chodzi o ekranizacje komiksów), ale tego, podobnie jak intensywnej eksploatacji tematów wampirycznych, można się było spodziewać. Zdecydowanie bardziej zaskakująca jest ilość filmów związanych z tematyką baśniową i zombiakową (to ostatnie w nie do końca horrorowym wydaniu), bo o ile zawsze znajdzie się przynajmniej jeden-dwa takie filmy rocznie, to teraz jest tego zdecydowanie więcej. Dwie wersje historii o Śnieżce są też zresztą kolejnym przykładem niemal jednoczesnego wypuszczania przez różne studia filmów o praktycznie identycznej tematyce.


A na co wy czekacie?

Henna Illu

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.