Alfabet na półce: A-Z, część druga

by 10.2.12 8 komentarze
Pierwszy wpis z serii Alfabet na półce trafił do karnawału blogowego Cedro, w związku z tym mogłabym powiedzieć "My job here is done" i zarzucić pisanie tego bloga, odchodząc w dym i ciemność [1] (bo nie wiem, czy pamiętacie, ale był to jeden z powodów, dla których Fangirls' Guide to the Galaxy w ogóle powstało), ale po namyśle stwierdzam, że jednak jeszcze chwilę tu zostanę, bo nie mogę przecież zostawić rozgrzebanego w 1/6 projektu.


Ale najpierw errata: na omówionych ostatnio półkach pojawiły się nowe książki: zbiór wierszy Audena (lubię Audena nie od dziś, a ładnie mi się wpasował w fazę na Isherwooda) oraz dwie książki dla dzieci autorstwa Angeli Carter - przy czym jedna to tak naprawdę mnóstwo pocztówek, na których koty przyporządkowane są za pomocą krótkich wierszyków literom alfabetu - oraz "Arthur i George" Juliana Barnesa.. Trzy duże książki dla dzieci przyniosła też Cyd, ale zdążyłam już zapomnieć, które są prezentem, a które tylko pożyczką.

il. Tove Jansson
No to jedziemy dalej, przechodząc płynnie do dużych regałów. Plan jest taki, że będę je omawiać pojedynczo, czyli oprócz bieżącej Alfabet na półce będzie miał jeszcze cztery odsłony. Dziś pierwszy z nich, który zawiera głównie literaturę dziecięcą i młodzieżową - przy czym YA, czyli mój chyba ulubiony gatunek, jest w sporej części po angielsku, bo u nas nie jest jakoś szeroko uprawiany. Razem z Angelą Carter, o której już wspomniałam, zamówiłam też dwie książki Diany Wynne Jones - efektem jest to, że straciłam jeden z życiowych celów, bo niniejszym udało mi się skompletować wszystkie jej powieści. Nadal brakuje mi czterech zbiorów opowiadań oraz jednego opowiadania zamieszczonego w antologii "Firebirds Rising". DWJ jest jedną z moich absolutnie ukochanych autorek; niestety zmarła w zeszłym roku i nic nowego już nie napisze. Jeśli chcecie zapoznać się z jej twórczością, polecam "Dziewięć żywotów Christophera Chanta", wydane kiedyś przez Amber. W każdym bądź razie jej książki zajmują całą najwyższą półkę i kawałek drugiej od góry. Obok stoi Sedgwick, którego zakupiłam kiedyś w Irlandii z uwagi na bibliofilstwo - jest to ślicznie wydana książka, łącząca baśnie z rewolucją bolszewicką i jakoś nikt nie jest w stanie jej przeczytać - może kiedyś. Potem "I, Coriander", tematyka podobna, choć w tym wypadku zamiast bolszewików mamy Cromwella, dwa tomy komedii manier autorstwa pań Wrede i Stevermer (pierwszy pod cudownym tytułem "Sorcery and Cecelia or The Enchanted Chocolate Pot" spowodował, że kupiłam oba tomy, po czym drugiego nigdy nie dokończyłam), dwa tomy "Piratiki" Tanith Lee - do tej pani jeszcze wrócimy przy okazji następnych regałów, bo dosyć ją lubię i właściwie zamierzam kiedyś zacząć uzupełniać moją kolekcję o jej książki; całość trylogii Pullmana (trudno uwierzyć, ale swego czasu miałam dwa różne wydania tego paskudztwa - trzymam tylko z sympatii dla Willa) i "Bindi Babes", miłą historyjkę o trzech siostrach autorstwa Narinder Dhami, które kupiłam kiedyś na allegro sfrustrowana brakiem "Bend It Like Beckham" i okazało się przyjemne.

Potem mamy całość wydanego po polsku Mikołajka (przy czym trochę to oszukuję i omawiam przy okazji kawałek trzeciej półki, bo ta jest dosyć niziutka i te trzy duże tomy w kolorach francuskiej flagi stoją niżej) Sempe i Goscinnego, sąsiadujące z całymi Muminkami Tove Jansson, które od zawsze należą do moich ulubionych książek. Przy czym to dwa słowa wyjaśnienia: na tej półce stoi tylko komplet w twardych oprawach, stare wydania (mam chyba trzy różne) okupują półkę w sypialni - ja naprawdę lubię Jansson i czekam, aż ktoś zdecyduje się wydać po polsku "Hobbita" z jej ilustracjami. Obok, w tej samej szacie graficznej, stoi "Lato" tej samej autorki, książka bardziej dla dorosłych niż dla dzieci, którą można podczytywać fragmentami.  Jak się pewnie już jakiś czas temu zorientowaliście, moje książki co prawda nie są ustawione alfabetycznie, ale stosuję pewne klucze organizacyjne i półkę kończą inni autorzy skandynawscy: Gosta Knutsson z "Filonkiem Bezogonkiem" (egzemplarz kradziony, przyznaję się bez bicia, ale u mnie tej książce jest lepiej), Ingemar Fjell i jego lisi detektyw Joachim oraz kilka powieści Astrid Lindgren. Reszta Lindgren stoi niżej, bo Nasza Księgarnia wydaje jej książki w dużym formacie i twardych oprawach, a ja nie umiem się powstrzymać przed zakupem. Nie udało mi się dotychczas nabyć tylko "Mio, mój Mio", ale jestem cierpliwa w tej materii.

Niżej stoi Cornelia Funke, reprezentowana przez trylogię atramentową (jakim rozczarowaniem był dla mnie film - znaczy nie był zły, ale książce do pięt nie dorastał, mimo obsadzenia Bettany'ego jako Smolipalucha), "Króla złodziei" oraz "Smoczego jeźdźca". Potem pierwszy tom, czyli jedyny dobry, serii o Kościanym Przyjemniaczku Dereka Landy'ego, "Hodża Nasredin" Nowaka, "Skrzydlak" Davida Almonda, którego wygrałam kiedyś na Esensji, "Wesołe przygody Robin Hooda" Howarda Pyle'a oraz trylogia o Profesorze Gąbce Pagaczewskiego. Potem po kilka książek Niziurskiego (uwielbiam "Marka Piegusa") i Wojtyszki, "Piotruś Pan" i "Piotruś Pan w szkarłacie", trzy różne wydania "Kubusia Puchatka" Milne'go i pięć powieści z dwóch różnych serii Philipa Reeve'a, którego serdecznie polecam, bo pisze świetną literaturę przygodową.

Niżej "Kapitan Blood" Sabatiniego, czyli klasyka. Potem "Historia żółtej ciżemki" Domańskiej, "Mister Di" Broszkiewicza, "Kto mi dał skrzydła" Porazińskiej, "Chłopcy z Placu Broni", których szczerze nienawidzę, i "Pięć przygód detektywa Konopki" Janusza Domagalika - stoją razem z uwagi na wiek wydań. Potem "Kensuke's Kingdom" Michaela Morpurgo, które kupiłam kiedyś zaintrygowana okładką. Potem Jonathan Stroud - jeśli w życiu zdecydujecie się na czytanie Strouda, to polecam bardzo, bardzo gorąco trylogię Bartimeusa, które są książkami mądrymi i wzruszającymi - mam w sumie pięć jego powieści. Potem kilka różnych powieści dla dzieci i młodzieży po angielsku, które w swoim czasie kompulsywnie kupowałam na allegro za małe kwoty, między innymi jedna książka Roalda Dahla, za którym nie przepadam. Mam dwa tomy Cressidy Cowell o trenowaniu smoków/zostawaniu piratem, a potem całe "Igrzyska śmierci" Collins, które zaczęłam czytać w pirackim pdfie, a skończyłam już na własnych egzemplarzach (in your face, ACTA!), potem omawiane niedawno ORWO i ostatni tom przygód Georgii Nicholson Louise Rennison - resztę oddałam Cyd. Ciągle sobie obiecuję, że skompletuję Doktora Dolittle Hugh Loftinga i ciągle wypada mi to z głowy - posiadam trzy tomy. Dalej stoi klasyka: E.B.White (ciągle nie trafia do mnie, że to mężczyzna...), Susan Coolidge, "The Worst Witch" Jill Murphy, trochę Edith Nesbit, Enid Blyton i niesławna P.L. Travers (dwa tomy Mary Poppins).

Poniżej trzy tomy przygód Alfa (pamiętacie Alfa?), trzy różne wydania "Alicji w krainie czarów" Carrolla, trzy razy Holly Black (jedna dobra, jedna żenująco słaba, jedna nieczytana), Sarah Reese Brennan (ale tylko pierwszy tom, bo okazała się być lepszą autorką fanfików niż oryginalnych fabuł, szkoda wielka; z drugiej strony mogłaby być Cassandrą Clare, więc nie ma tego złego) i zanim zakończą półkę trzy tomy przygód misia Paddingtona, mamy jeszcze 17 książek o uniwersum Harry'ego Pottera (nie wszystkie autorstwa J.K. Rowling). Był takie okres w moim życiu, gdy kupowałam każdy tom po angielsku i po polsku, potem tego zaniechałam i w efekcie brak mi "Więźnia Azkabanu" po angielsku i  "Księcia półkrwi" po polsku.

Przedostatnią półkę zajmują ładne, duże wydania Lindgren (sztuk trzy), "Uniwersytet dziecięcy", dwa tomy "Poczytaj mi, mamo" (dlaczego tylko mama ma czytać, ja się pytam?), "Grzegorz Kasdepke dzieciom", bo też jest z Naszej Księgarni oraz tego samego autora "Horror! Czyli skąd się biorą dzieci", którego lektura wywołała kiedyś u mnie atak niepowstrzymanego chichotu w Empiku (gdy jeszcze do Empiku wchodziłam). Dwa tomy o rodzinie Penderwicków Jane Birdsall czekają na hipotetyczną córkę. Potem "Momo" i "Niekończąca się opowieść" Michaela Endego, "Heidi dorasta" (nagroda książkowa jeszcze z podstawówki), "Tajemniczy ogród" i "Mała księżniczka" Burnett (uwielbiam) i książka o japońskich emigrantach w USA oparta na wspomnieniach Cynthii Kadohaty. Potem cała Emilka i cała Historynka Lucy Maud Montgomery - wolę obie od Ani, przykro mi - "Żeby konfitury nie latały za muchą" Krystyny Boglar oraz 15 książek Małgorzaty Musierowicz (głównie stara Jeżycjada; byłoby 16, ale bliższe oględziny wykazały, że "Brulion Bebe B." jest zdublowany). Potem trylogia Abhorsen Gartha Nixa, wydanie z ładnymi ilustracjami na okładkach (^_^), "Mechanizm serca" Matthiasa Mathieu (co za zmarnowany potencjał, doprawdy szkoda), "LonNiedyn" Chiny Mieville'a (do tego pana wrócimy, tu jest tylko w wersji YA) i "Pamiętnik Cathy", trzymany z uwagi na bibliofilskie zapędy, bo to bardzo porządnie i ciekawie wydana książka.

Tym sposobem doszliśmy do ostatniej półki. Stoją tu najwyższe z książek, między innymi informatory i Progress Reports z dwóch Worldoconów (na jednym byłam, na drugim miałam być), programy teatralne (zupełnie nowa kolekcja), "Grimoire" z Wicked, stary kalendarz z grafikami z pierwszej gry "Wiedźmin", trzy książki o smokach (w tym genialne "Sceny z życia smoków" Beaty Krupskiej, stare wydanie!), "Melinda" Neila Gaimana z ilustracjami Dagmary Matuszak z numerem 273 oraz 20 książek kucharskich (reszta stoi w kuchni), między innymi Nigelli Lawson, Jamie'go Olivera i Sophie Dahl. Półkę zamykają albumy o artystach z wydawnictwa Taschen, sztuk 21.

A następnym razem przechodzimy do fantastyki.

P.S. Filmik ukradłam z bloga Marcelego.


[1] Rozpoznajecie nawiązanie? Jeśli nie, to idźcie oglądać "Spaced" i nie wracajcie do nas, dopóki nie skończycie obu serii.

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.