Misfits, sezon 3, czyli Rusty nie jest w stanie wymyślić tytułu notki

by 27.2.12 16 komentarze
Jestem na takim etapie życia blogowego, że właściwie nie chce mi się nic. Oglądam sobie niespiesznie "Doctora Who", "bez nerw" i napinania się, bez konieczności przełożenia moich uczuć na słowa. Olewam Oscary (oprócz Breta McKenzie, jego nigdy nie oleję), a do kina idę na "Wstyd" zamiast na "Artystę". Mam wrażenie, że powoli, na własne życzenia, wypadam z głównego obiegu i dobrze mi z tym - lepiej się czuję, robiąc wszystko po swojemu.

Dlatego dziś wpis o czymś, o czym na tumblrze przypomniała mi krótka notka Luny, a co tkwiło w moich planach od bardzo dawna. Przyda się uporządkować trochę zaległe tematy w oczekiwaniu na kwiecień, na który plany są mocno monotematyczne - ale o tym na razie sza! :D

SPOILERY DO WSZYSTKICH SERII "MISFITS"

Gdybym miała moc cofania się w czasie, to przed premierą trzeciego sezonu "Misfits" mogłabym wypisać trzy potencjalne problemy:

1. Zastąpienie Sheehana Gilgunem - pewnie narażę się kilku osobom, ale ucieszyłam się słysząc, że Robert Sheehan odchodzi z serialu - nie przepadam za postacią Nathana, W związku z tym Rudy'ego przyjęłam bez uprzedzeń i bardzo polubiłam; choć na pierwszy rzut oka wydaje się być takim samym bucem jak jego poprzednik, to widać, że jest to maska, której zadaniem jest ukryć wrażliwe wnętrze, co zresztą znajduje odzwierciedlenie w jego mocy (emo!Rudy'ego lubię zdecydowanie bardziej niż prime!Rudy'ego). Mam wrażenie, że Overman próbował pokazać coś podobnego z Nathanem, ale jakoś nigdy nie byłam w to w stanie uwierzyć. Gilgun gra przecudownie, zwłaszcza w scenach z samym sobą, nie szarżuje i ogólnie świetnie wpasowuje się w lukę pozostawioną w szeregach ASBO 5 - chociaż osobiście wolałabym, by nie śmieszyły go tak bardzo dowcipy o procesach fizjologicznych...

A Sheehan dostał dla siebie śliczny webepisode w Las Vegas, więc właściwie też nie może narzekać. To utalentowany młody człowiek i mam nadzieję, że jego kariera nabierze rozpędu.

2. Zmęczenie materiału - powiedzmy sobie szczerze, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest to brytyjski serial, z typową dla brytyjskiego serialu liczbą odcinków, to niemożliwością jest, by wszystkie nadal pozostawały na tym samym, wysokim poziomie - tego nie ma nawet w "Doctorze Who", co boleśnie udowodniła szósta seria. Trochę obawiałam się drastycznego spadku formy po Christmas Special, ale na szczęście Overman poradził sobie z problemem, inkorporując najlepszy element tego słabego odcinka w trzecią serię. Rozpoczynamy więc od zmiany mocy, co do której mam mieszane uczucia, ale moce, które uważałam za słabe okazały się być super (oprócz rocket scientist, które uważałam za dobre, a było słabe - rozbrajanie alarmu? Naprawdę? Tylko na tyle cię stać, Kelly? Może warto by było zastanowić się nad problemem podróżowania w czasie, zamiast tworzyć projekty takiet ziemia-powietrze?). Przyznaję szczerze, że najbardziej obawiałam się mocy Curtisa, czyli zmiany płci, i owszem, dostałam nieplanowaną ciążę, ale też chyba najlepszy epizod we wszystkich trzech seriach, czyli ten o powrocie do biegania, idealnie równoważący humor i poważną tematykę; zwłaszcza dobrze wypada, gdy porówna się go z wyemitowanym w mniej więcej tym samym czasie "First Time" Glee, czemu już raz dałam wyraz w komentarzach - mniej dydaktyki, a więcej realności w pokazywaniu ludzkiej seksualności czyni temat bardziej strawnym. Poza tym aktorka grająca fem!Curtisa, Kehinde Fadipe, jest po prostu prześliczna i osobiście nie miałabym nic przeciwko temu, by chłopak "utknął" w swojej żeńskiej formie.

3. Wypalenie Overmana - facet jest scenopisarskim bogiem. Od trzech serii samodzielnie pisze scenariusze do każdego odcinka, to jemu zawdzięczamy każdą linię dialogową, skrzącą się humorem, brak dydaktyki, ciekawe postaci, ale trudno oczekiwać, że zawsze będzie w stanie dostarczyć. A jednak, nadal ma wyjechane pomysły, choć sięgnął do repertuaru żelaznych tematów poruszanych na Wyspach (a przynajmniej ja to tak postrzegam): 1. zombie ("28 dni później", "Shaun of the Dead" - Simon Pegg powinien mieć własny rozdział w brytyjskiej zombiologii, metafora AIDS), tutaj jako cheerleaderki, które były zdecydowanie lepszym pomysłem niż seks z gorylem (por. sezon drugi), 2. nazizm, czyli Overman wymyślił, jak zabić Hitlera zdecydowanie lepiej niż River Song (swoją drogą skąd się u Brytyjczyków bierze ta obsesja postacią przywódcy III Rzeszy, ma to coś wspólnego z Churchillem czy nadal odreagowują Blitz?)

Po emisji trzeciej serii uznaję, że trzy "przewidziane" przeze mnie problemy nie wystąpiły; mogę za to dodać do listy inne zarzuty:

1. Brak motywu przewodniego sezonu - nie chciałabym zostać źle zrozumiana, bo właściwie serialowi nie wyszło to na złe, ale fajnie było patrzeć na cierpienia Nathana w pierwszym sezonie czy obserwować drogę do sławy ASBO 5 w drugim - a tutaj tego brak. Na upartego można powiedzieć, że historia Kelly i Setha (przy czym bardziej nawet jego niż jej) jest kontynuowana przez wszystkie odcinki. Kelly kreowana zresztą jest na główną postać, a Seth jest po prostu do schrupania - chociaż mądrością nie grzeszy, kto u licha daje moc podróżowania w czasie swojej jaszczurce. Irytuje to dopiero w ostatnim odcinku, w którym ostatecznie żegnamy się z Alishą i Simonem (co jest tak bez sensu, że aż miałam ochotę tłuc głową w ścianę), bo nic na to nie wskazywało w żadnym momencie fabuły, nie wspominając już o tym, że cały wątek jest podsumowany za pomocą słów Kelly "I thin' it's fooking romantic!" - może byłoby bardziej romantyczne, gdyby któryś z bohaterów zdał sobie sprawę z faktu, że było to do uniknięcia (na ciebie patrzę, rocket scientist!)

Nigdy za dużo Iwana Rheona...
2. Coś jest nie tak z podróżowaniem w czasie Simona, jego stan wiedzy się nie zgadza z tym, co wiemy z pierwszych dwóch sezonów, chyba że przyszłość "przepisuje" się na nowo z każdą podróżą wstecz, co sugerowałby odcinek z Hitlerem; przy czym, jak już o tym wspomniałam, ludzie krytykują fakt, że mimo wygranej nazistów czasie drugiej wojny światowej właściwie niewiele w świecie się zmieniło i np. wszyscy urodzili się tak, jakby mieli się urodzić. Trochę dziwny to argument, chyba że osoba pisząca recenzje ma spore doświadczenie w podróżach w czasie i może się na ten konkretny temat wypowiadać z pozycji eksperta... Dopóki podróże w czasie nie będą możliwe (a współczesny stan wiedzy z zakresu fizyki dosyć wyraźnie wskazuje, że nigdy nie będzie to możliwe), trudno nam będzie pewne rzeczy zweryfikować na korzyść "12 małp" czy "Efektu motyla". Poza tym patrz punkt wyżej.

3. Zmarł mój ulubiony probation worker, co było zdecydowanie najsmutniejszym momentem serii: nie dbam za bardzo o Alishę, a Simon sam podjął decyzję o powrocie w przeszłość, by ją ratować (spędzić z nią więcej czasu?), a do biednego Shauna nawet nie można było wezwać pogotowia, żeby nie wkopać Kelly w morderstwo. Trochę mi się humor poprawił, gdy część zmarłych wróciła w ostatnim epizodzie, ale tylko trochę.  Śmieszy mnie bardzo trend na tumblrze, który obsadza Craiga Parkinsona w roli Sebastiana Morana, choć jak znam duet Moffat/Gatiss, to panowie wszystko czytają i nie założę się o to, że nie zobaczą aktora w pierwszym odcinku trzeciej serii "Sherlocka" - choć osobiście nadal trzymam kciuki za Kitty Riley.

Co zabawne, trzecia seria podobała mi się bardziej niż druga, opinia wśród fandomu raczej niepopularna. Nie ma Nathana, za którym nie przepadałam, jest za to Rudy, którego lubię bardzo. Dostałam swoje ulubione motywy, czyli queer i zombie, nie było takiego przegięcia pomysłów jak "I fooked the monkey" czy cały Christmas Special, wrócili martwi ludzie (zwłaszcza Jessica Brown-Findlay wymiata), a jeśli nawet Iwan Rheon nie będzie już występował, to jest to w miarę akceptowalna cena za pozbycie się jednej z najgorzej potraktowanych w sferze interesujących wątków fabularnych postaci, czyli Alishy. Nie wiem, jak będzie wyglądać seria czwarta, ale z przyjemnością ją obejrzę.

P.S. Przypominam o naszym fanpejczu :D na G+, gdzie umieszczamy rzeczy zbyt małe, bo poświęcać im posta na blogu.


Misfits (2009)
Twórca: Howard Overman
Gwiazdy: Lauren Socha, Joseph Gilgun, Iwan Rheon, Antonia Thomas, Nathan Stewart-Jarrett 
Więcej informacji: IMDB

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.