..., mojej muzie, mojej inspiracji, mojemu oknu na piękno.

by 24.2.12 8 komentarze
Jeśli w mój dobry dzień zapytacie mnie o zestaw ulubionych filmów, otrzymacie w odpowiedzi listę wysokobudżetowych blockbusterów z gwiazdorską obsadą typu "Iron Man", "Star Trek" czy "Sherlock Holmes" Guya Ritchiego, napakowanych po brzegi akcją i efektami specjalnymi. Sporo to mówi o mnie i moich upodobaniach, prawda? Jeśli jednak to samo pytanie zadacie w mój zły dzień, taki, w którym zapominam się zalogować do bloksa przed zostawieniem komentarza i właściwie najchętniej nie wypełzałabym spod ciepłej kołdry, filmy będą zupełnie inne: "Blow Dry", "Charlie Bartlett", "Get Real", "The History Boys" czy "Dedication" - takie comfort movies o typowych życiowych problemach, których siła zasadza się interesujących, dobrze zagranych postaciach, sprawnie napisanych dialogach oraz sporej dawce smutku. Wszystkie to właściwie komedie, ale bardzo gorzkie. Dziś więcej o tym ostatnim.

Dostałam go kiedyś od Cyd - pewnie inaczej w życiu bym o nim nie usłyszała, bo jest to indie movie, a ja ich szczerze nie znoszę, z uwagi na ich infantylny hipsteryzm (choć jeszcze bardziej nie znoszę filmów udających niezależne produkcje, jak "500 Days of Summer"). Theroux (który w biznesie filmowym zajmuje się aktorstwem, reżyserią i pisaniem scenariuszy) postanowił wyreżyserować scenariusz napisany przez Davida Bromberga, co też zrobił, głównie polegając na przysługach kolegów i koleżanek z Nowego Jorku (gdzie osadzona jest akcja filmu). Mimo iż film udał się nadzwyczajnie, problemem był brak szerokiej dystrybucji, którą zwykle oferują swoim produkcjom duże studia filmowe i w najlepszym momencie "Dedication" było wyświetlane w sześciu amerykańskich miastach - co i tak jest znaczącą poprawą w stosunku do dwóch kin, od których zaczynało. Na szczęście film został pokazany na festiwalu w Sundance, co poprawiło jego oglądalność, po czym trafiło na DVD bez żadnych dodatków. Serio, serio, takie historie się zdarzają.

Żeby jeszcze upewnić się, że film nie przyniesie nawet zwrotu włożonych weń środków, przypięto produkcji łatkę "komedii romantycznej". Komedie romantyczne to się kręci na podstawie scenariuszy Nory Ephron i naprawdę nie należy każdego obrazu, w którym mężczyzna zakochuje się w kobiecie, a kobieta w mężczyźnie, wszystko jest cacy, po czym następuje nieporozumienie, ale na szczęście wszystko kończy się dobrze, do tego gatunku zaliczać. Zwłaszcza nie "Dedication", które jest czymś zdecydowanie więcej. Gdybym miała znaleźć film najbliższy mu gatunkowo i fabularnie, padłoby na "As Good As It Gets" z Jackiem Nicholsonem i Helen Hunt, opowiadający historię mizoginistycznego pisarza romansów (w "Dedication" - książek dla dzieci), który orientuje się, że życie, które wiódł do tej pory, przestało go satysfakcjonować. Przy czym "As Good As It Gets" jest filmem mainstreamowym, co przekłada się na pewną polityczną poprawność i czystość obrazu. W "Dedication" ten problem nie istnieje, co dobitnie pokazuje już pierwsza scena, gdzie bohaterzy tworzą nowego idola najmłodszych, Marty'ego Bobra (!), oglądając stare filmy w nowojorskich kinach porno (o których cudownie pisał Miron Białoszewski w swoich pamiętnikach) - a to tylko wierzchołek góry lodowej.

Co jednak sprawia, że do tego filmu wracam? Odpowiedź jest w gruncie rzeczy prosta i zawiera się w jednym nazwisku: Billy Crudup. Stworzył on absolutnie genialną kreację aktorską, człowieka pokaleczonego, niesympatycznego, dziwnego, i właściwie sam mógłby unieść cały ciężar filmu. Na szczęście godnie mu partnerują inni: Mandy Moore, Tom Wilkinson i Diane Wiest oraz epizodyczny Martin Freeman. Poza tym film jest prawdziwy i ma do przekazania kilka ciekawych spostrzeżeń o życiu - miła odtrutka na fabularną papkę, którą zwykle karmi nas Hollywood. Theroux wykazał się również przy montażu - bardzo podoba mi się edycja kadrów, świetnie dobrana pod sceny muzyka oraz umiarkowanie w stosowaniu kolorów.

Jedna z komentatorek zauważyła ostatnio, że moje notki są rozwlekłe, w związki z tym pozwólcie, że na tym zakończę nakłanianie was do obejrzenia "Dedication". Nie wiem, czy polubicie ten film tak jak ja, ale na pewno półtorej godziny przeznaczone na seans nie będzie czasem zmarnowanym.




P.S. Założyłyśmy na próbę fanpejdźa na G+, o tutaj. Zapraszamy do dodawania do kręgów.
 
Dedication (2007)
Reżyseria: Justin Theroux
Scenariusz:
David Bromberg
Gwiazdy:
Billy Crudup, Many Moore, Dianne Wiest, Tom Wilkinson, Martin Freeman, Bob Balaban
Więcej informacji:
IMDB

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.