Sikający szkielet ratuje świat, czyli Ghost Rider 2

by 8.5.12 7 komentarze
Na niektóre filmy człowiek wybiera się, bo spodziewa się supermegazajebistości, a na inne, bo wie, że są bardzo, bardzo złe. "Ghost Riderem 2" postanowiłam przytulić, pogłaskać i dopieścić moje ogromne uwielbienie dla kiczu, ale myślę, że nawet to nie do końca mi się udało, choć tak bardzo jak na tym filmie nie uśmiałam się od dawna. Tak na marginesie: towarzyszącą mi Beryl gorąco przepraszam za zaciągnięcie do kina.


Muszę przyznać, że tym razem Nicholasowi Cage`owi udało się mnie naprawdę zaskoczyć; dużo bardziej niż w "Kick-Assie", w którym był rewelacyjny i nieco zepsuł mi moją teorię dotyczącą związku jakości filmu powstałego po 2000 roku z obecnością w nim owego pana (jeżeli Nicholas C. się gdzieś pojawia, film będzie mocno słabawy). "Ghost Rider 2" jednak "Kick-Assem" nie jest i nigdy nie będzie; ba, w tym przypadku mogę z całym spokojem i pewnością płynącą z tego kinowego doświadczenia stwierdzić, że płonący motocykl gra lepiej od Nicholasa Cage`a, a to już jest naprawdę spore osiągnięcie. Zresztą nie jest on jedynym płonącym obiektem w tym filmie, który może się takim osiągnięciem poszczycić - podobny sukces dzięki swojej ekspresji i złożonej mimice osiąga także czaszka, która (na szczęście) przez większość filmu zastępuje wyraziście kamienną (podejrzewam botoks) twarz głównego bohatera granego przez sami-wiecie-kogo.
Gra lepiej do Nicholasa C.
Nie twierdzę w żadnym wypadku, że wszyscy, którym przyszło zagrać w tym arcydziele, zasługują na współczucie (bo już nawet nie na naganę), większość raduje nas z ekranu sympatyczną przeciętnością - jest też kilka godnych uwagi wyjątków. Przede wszystkim Ciarán Hinds, który w roli diabła imieniem Roarke daje prawdziwy popis. Szczególnie warta obejrzenia (naprawdę, naprawdę) jest kilkuminutowa rozmowa, którą prowadzi z niedoszłym, dziecięcym prawie antychryściątkiem, o imieniu Danny. Jest w niej odpowiedni, zły, przekonujący i w ogóle ma wszystko, czego można by wymagać od Juliusza Cezara z "Rzymu" i Żołnierza z "Tinker Tailor Soldier Spy". Ciekawy jest też Idris Elba (Heimdal! Heimdal!) w roli Moreau. Dodatkowo film oferuje też gratisowe cukierki w postaci Anthony'ego Heada i Christophera Lamberta i bogatej kolekcji twarzy (tudzież ryjów) będących bardzo czytelną wykładnią stereotypowego wyobrażenia facjaty słowiańskiego oprycha.


Fabuła, jak to fabuła w tego typu produkcjach, pobrzmiewa sobie gdzieś w tle całkowicie ginąc za naprawdę znakomitym 3D (o tym później), różnymi dziwnymi tentegami i oddawaniem płonącego moczu, która to czynność okazuje się tak istotnym dla tego filmu elementem, że powraca jeszcze dwa razy w retrospekcjach. Z drugiej strony dla Antychrysta Danny`ego akurat sikanie napalmem przez Ghost Ridera wydaje się być głównym argumentem za pozostaniem po stronie dobra, więc ten powtarzający się motyw znajduje swoje uzasadnienie w rozwoju akcji. Wszystko jest więc kwestią perspektywy, ja się nie znam, a Guliwer też ratował różne rzeczy w ten sposób (w nieocenzurowanych wersjach powieści Swifta), więc może to być nawiązanie do wieloletniej tradycji kulturowej, w której odpowiednio umiejscowione w czasie biologiczne czynności pozwalają na zostanie prawdziwym herosem i wzorem do naśladowania.

Nie o sikanie tu jednak chodzi (chyba), tylko o ratowanie świata i młodziutkiego antychryściątka, do którego powyższa czynność najwyraźniej jest środkiem. Demoniczny i szalony Ghost Rider, który na co dzień jest Johnnym Blaze'em o smutnym i nieruchomym obliczu Nicholasa C., ma w całej tej zabawie pomóc, efektownie obijając mordy kilku nieciekawych słowiańskich goryli, diabła i nieco nadgniłej wersji księcia Nuady z "Hell Boya II". Sceny teoretycznie są widowiskowe, jednak przerywające je dialogi najczęściej pozostawiają po sobie nieprzyjemny niedosyt, zniechęcenie i zdumienie. Zrozummy się dobrze - poszłam na film rozrywkowy i takiego też filmu oczekiwałam, ale nawet krótkie, proste dialogi mogą być dobre i zajmujące albo... takie jak w "Ghost Riderze 2". Za to naliczyłam przynajmniej 7 momentów "Cool Guys Don`t Look at Explosions" i 3 "Greater Good, Greater Good" i ogólnie bawiłam się naprawdę nieźle, aczkolwiek większość wybuchów radości miała miejsce w momentach raczej przez producentów filmu niezamierzonych.


"Hot Fuzz": fragment, który wyjaśnia o co chodzi z "Greater Good", kto nie widział niech koniecznie zobaczy.

Bardzo ciekawa jest natomiast warstwa wizualna. Mam tu na myśli nie tylko efektowne eksplozje i wielką płonącą dźwigo-piłę, ale i naprawdę świetne 3D. Przy tym samym projektorze, co w innych trójwymiarowych filmach, obraz jest nie tylko jaśniejszy, ale dużo lepiej dostosowany do pokazywania przedmiotów w ruchu. Oko może z dużo większą łatwością nadążyć za wszystkim, co dzieje się na ekranie, łącznie krajobrazem i innymi "detalami", którym zdarzało się być nieostrymi bardziej ze względów technicznych niż artystycznych.

Całość jest raczej smutna, jeżeli zastanowimy się nad tym, ile możliwości kryje się w całej historii (niektórzy scenarzyści i producenci powinni chyba sprawdzić różnicę pomiędzy prostym a nadmiernie uproszczonym), której tak naprawdę niewiele do szczęścia brakuje - wystarczy tylko przestać traktować widza jak dziesięciolatka nie będącego w stanie zrozumieć głębokich implikacji wynikających z disnejowskiej Małej Syrenki 17. Troszkę smutku budzi także zmarnowanie głównego bohatera, który ma w sobie spory potencjał do zajebistości, przez wspomnianego Nicholasa C. Z drugiej strony bez owego aktora "Ghost Rider 2" nie dostarczyłby mi aż tyle radości. Niestety zabrakło mi też sceny, która pokazuje jak dokładnie wyglądały te opustoszałe autostrady wschodniej Europy po przejeździe płonącego motocykla, bo film byłby bardziej zjadliwy jako pastisz... Zamierzony. Gdyż niezamierzonym pastiszem jest na pewno - na jego przykładzie możemy wyraźnie zobaczyć, jak nie należy łączyć z sobą różnorakich elementów, aktorów i pomysłów, bo nawet jeżeli elementy składowe są momentami naprawdę interesujące, to całość raczej smuci. A jeżeli coś wiem o płonących szkieletach jeżdżących na płonących motocyklach, to z pewnością to, że nie powinny one we mnie wywoływać smutku.


P.S. Przypominam o rozdawajce, wystarczy zostawić komentarz i dodać bloga do Obserwowanych, by dostać szansę na wygraną.

Ghost Rider 2: Spirit of Vengeance (2011) 

Reżyseria: Mark Neveldine, Brian Taylor
Scenariusz: Scott M. Gimple, Seth Hoffman
Gwiazdy: Ciaran Hinds, Anthony Head, Płonący Motocykl

Henna Illu

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.