Tarzan (the musical), czyli bo scena była za mała

by 3.6.12 8 komentarze
EDIT: Właśnie dostałam maila z datami wrześniowych spektakli:

Musical Tarzan - 08.09.2012 r. godz. 18.00
Musical Tarzan - 09.09.2012 r. godz. 18.00
Musical Tarzan - 10.09.2012 r. godz. 19.00
Musical Tarzan - 11.09.2012 r. godz. 19.00
Musical Tarzan - 12.09.2012 r. godz. 19.00

Gdy w sobotę po pracy szłam na ostatnich nogach do teatru (musiałam się wspomagać dodatkową dawką kofeiny, tak byłam wykończona i wymarznięta), właściwie zastanawiałam się, po co się męczyć i czy nie zrezygnować z całej wyprawy, zwłaszcza, że szłam na "Tarzana", czyli ostro reklamowaną obrzydliwymi plakatami najnowszą produkcję Gliwickiego Teatru Muzycznego (za którym nie przepadam), na licencji Disneya (meh), w dodatku zrealizowanym w pewnym sensie na życzenie pani prezydent miasta Zabrze, na którą bardzo zdecydowanie nie głosowałam, bo mi z jej konserwatywnymi poglądami nie po drodze (ale jest bardzo dobrym samorządowcem, żeby nie było). A ja przecież nigdy nie rezygnuję z wyprawy na musical, ja uwielbiam musicale!

Z takim nastawieniem łatwo było ocenić mi spektakl negatywnie, a przynajmniej ostrzej niż zwykle. Oczywiście jak zwykle pozytywne wrażenie zrobił na mnie sam budynek zabrzańskiego Domu Muzyki i Tańca (uwielbiam jego bryłę! poza tym mnóstwo wspomnień z dzieciństwa), którego hol zamieniono w dżunglę za pomocą wypożyczonych z palmiarni i ogrodu botanicznego ogromnych palm, ale to trochę mało. Usiadłam na swoim miejscu, przejrzałam zakupiony przez męża program, pomarudziłam trochę na obecność setek dzieci (DMiT mieści prawie 2000 osób na raz, a to był spektakl specjalny z okazji Dnia Dziecka, więc sporo rodziców przyprowadziło swoje pociechy), a potem rozpoczęło się przedstawienie i już w pierwszej minucie musiałam zbierać szczękę z podłogi.

A potem było tylko lepiej.
fot. Mikołaj Suchan
Właściwie mogłabym napisać recenzję składającą się ze słów "O w mordę jeża!" (co zresztą powtórzyłam od wyjścia z teatru kilkadziesiąt razy) i jeszcze "Szacun na dzielni" i wystarczyłoby, ale mam ochotę się nad "Tarzanem" porozpływać szerzej. Jest on bowiem cudem nad Wisłą, czymś, czego nie spodziewałam się zobaczyć w Polsce. Jest przedstawieniem na światowym poziomie. Widziałam tylko raz lepiej zrealizowany na deskach scenicznych musical i był to "Wicked" w Apollo Victoria Theatre w Londynie. Wygląda więc na to, że da się zrobić wielki muzyczny show w naszym kraju, jeśli tylko sąsiadujące z sobą miasta znajdą w swoich budżetach prawie dwa miliony złotych na jego wspólną realizację; bo Gliwice mają przyzwoity teatr muzyczny, a Zabrze doskonałą salę koncertową z dużą sceną.

(Na marginesie: czytałam bardzo negatywne opinie na temat "Tarzana", że drogi, nierentowny, zrobiony na życzenie Mańki-Szulik, aktorów trzeba było "pożyczyć" z Romy, a scenografia prezentuje się gorzej niż w Hamburgu, itp., itd., ale serio, haters to the left i patrzcie, jak to się robi, bo macie do wyboru albo to, albo wyjazd do Londynu).

W mailu reklamowym przeczytać można było krótką historię "Tarzana" jako musicalu:
"(...)miał światową premierę na Broadwayu w 2006 roku. Był adaptacją filmowego animowanego megahitu Disneya z 1999 roku. Phil Collins, który skomponował muzykę również do wersji kinowej, wykorzystał w spektaklu jej największe przeboje, m.in. „Two Worlds”, „You’ll Be in My Heart”, „Son of Man” i „Strangers Like Me”, dopisując do nich dziewięć nowych utworów muzycznych. W 2007 roku musicalowy „Tarzan” zawitał do Europy. 15 kwietnia w Scheveningen w Holandii odbyła się premiera jego pierwszej międzynarodowej produkcji. W 2008 roku powstała wersja niemiecka, która w Hamburgu jest wielkim teatralnym przebojem do dzisiaj."
Wracając do samego spektaklu: na początku dostajemy trójwymiarową mapę Afryki, scenę zatonięcia statku oraz pływających pod wodą rodziców Tarzana - wszystko w jednej, góra dwóch minutach, powalających precyzją wykonania. Już wtedy wiadomo, że GTM postanowił powalczyć o miejsce na podium dla najlepszych teatrów muzycznych w Polsce, a gruntuje to płynne przejście w scenę, gdzie pantera atakuje stado goryli: cały zespół baletowy rusza się jak zwierzęta! Do roli panter zatrudniono zdaje się gimnastyczki z zabrzańskiej szkoły sportowej (normalnie duma lokalsa mnie rozpiera, bo jest to placówka, która wypuszcza ze swoich podwoi zawodników olimpijskich), ale warto w tym momencie zauważyć, na jak wysokim poziomie jest choreografia. W tej kwestii zgadzają się wszyscy: Sylwia Adamowicz stworzyła coś absolutnie genialnego. Do moich ulubionych momentów mogę zaliczyć na pewno walkę pomiędzy gorylem a panterą oraz wszystkie te sceny, w których tańczy całe plemię małp, gdzie wykorzystywani są naraz breakdance'owcy, artyści cyrkowi na trapezach, aktorzy na linach bungee, tancerze skaczący na gumowych poduszkach przed sceną (spektakl nastawiony jest na interakcję z widzem w stopniu minimalnym) oraz jedna aerialistka na szarfach, a wszystko to zostało zestawione w taki sposób, że nie czyni wrażenia chaosu, co wydawałoby się niemożliwe. A jednak, pełen szacun. Poza tym w drugim akcie jest scena z trampoliną zrobioną z namiotu, na którą tancerze dostają się skacząc o tyczkach! Zapiera dech w piersiach.

Scena - widok z balkonu.
Piszę to w takim lekko młodzieżowym tonie, bo warto pamiętać, że jest to spektakl, mimo swej długości, skierowany do młodych widzów, dlatego dialogi są pełne wyrażeń typu "żenua", "pogięło cię" itp., ale wyłapałam też porównanie Tarzana do celebryty oraz całkiem rodzimych "wykształciuchów" - a wszystko to w kwestiach Terka (Maciej Glaza), najlepszego przyjaciela głównego bohatera, który jest najjaśniejszym punktem obsady (co nie znaczy, że inni byli słabi, wręcz przeciwnie). Prawdziwego szacunku dla aktora nabrałam jednak wtedy, gdy na początku drugiego aktu zjeżdżał powoli z balkonu na linie, głową w dół, śpiewając przy tym lekki, jazzowy kawałek. Co prawda już przedtem na linie zjeżdżały motyle, była też huśtawka, na której w górę, pod sam sufit, śmigał mały Tarzan (Bartek Kaszub, odkrycie sezonu, dawno nie widziałam w teatrze dziecięcego aktora, który by tak dobrze grał, i śpiewał, i tańczył), a zjeżdżał już Tarzan dorosły, ale nikt wtedy nie śpiewał pełnym głosem.

Spektakl również wzrusza: scena, gdy Kala (Wioletta Białk) rozpacza po stracie dziecka, gdy Kerczak (Michał Musioł) odmawia uznania Tarzana za syna, jego śmierć, to wszystko sprawia, że ludzie mieli łzy w oczach. Reżyser, Tomas Dutkiewicz (również "importowany" ze stolicy), świetnie rozłożył akcenty komediowe i dramatyczne, ale wielka w tym też zasługa rewelacyjnych aktorów - muzyka jest bardzo dobra, ale nie wybitna, poza tym teksty piosenek bywają zbyt natchnione, a oni nigdy nie popadają w przesadę. Jak już wymieniam wady, to jednemu tancerzowi spadła peruka, a sklepik z pamiątkami był słabo zaopatrzony (z drugiej strony, hej, sklepik z gadżetami!), ale to właściwie tyle. :D
Foto kradzione, bo moje nie są aż tak dobre (można było robić zdjęcia podczas ukłonów)
Na wzmiankę zasługują też scenografia i kostiumy - nawet jeśli ta pierwsza jest krytykowana za zbytni symbolizm (chodzi o wodospad z diod LED czy zielone szarfy imitujące roślinność dżungli? mnie się w każdym bądź razie bardzo podobała). Te drugie zaś pokazują cały swój urok w ruchu - przez pewien czas wydawało mi się, że futra małp uszyte są z taśm video, ale z bliska okazało się, że to jednak jakiś materiał. Wiem to zaś dlatego, że po zakończonym przedstawieniu niektórzy aktorzy wyszli do holu rozdawać autografy - mimo tego, że jest to bardzo wyczerpujący fizycznie spektakl i pewnie byli diablo zmęczeni. Dzieci (ale i co poniektórzy dorośli) byli zachwyceni możliwością sfotografowania się z bohaterami sztuki. Widać było, zwłaszcza w "napisach końcowych" i właśnie w tych kuluarowych spotkaniach, że aktorom występ po prostu sprawia przyjemność i że pełni są pozytywnej energii, którą przekazują widzom. Ja w każdym bądź razie bawiłam się przednie, łowiąc podpisy wykonawców, a i oni byli chyba zadowoleni z możliwości interakcji.

Jak już wspomniałam na początku, nie tego spodziewałam się po GTM. Udało im się wyjść z kolein, w które wpadli realizując coraz to nowe musicale (Rozrywko, patrz i ucz się, a może następna twoja premiera nie będzie kolejną odsłoną show pod tytułem "Jacenty Jędrusik i przyjaciele"). Na pewno wrócę na spektakl (pewnie nie raz) we wrześniu.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.