Filmowo 2, czyli co zobaczymy w kinach w II połowie 2012 roku

by 20.7.12 15 komentarze
W styczniu Cyd przejrzała pracowicie zapowiedzi kinowe na ten rok i stworzyła listę filmów, które chciałybyśmy zobaczyć. Dziś ja wracam do tematu, by przyjrzeć się pozycjom zapowiedzianym na drugą połowę 2012 (no, mniej więcej). Zestawienie jest oczywiście całkowicie subiektywne (np. nie trafił na nie "Jack Reacher", bo choć koncept jest fajny, to psuje go obecność Toma Cruise'a). Bez zbędnych ceregieli: 

Co jeszcze będziemy mogli zobaczyć na dużym ekranie w okresie od sierpnia do końca grudnia

Cloud Atlas: rodzeństwo (już nie bracia) Wachowski oraz Tom Tykwer (znany z ekranizacji "Pachnidła") przenoszą na taśmę celuloidową bestseller Davida Mitchella. To może być albo bardzo dobry, albo bardzo słaby film; ja osobiście pójdę zobaczyć Bena Whishawa.

Wreck-It Ralph: przyznam szczerze, że z tą animacją mam spory problem, bo wydaje mi się być mniej skierowana do dzieci, a bardziej do ludzi, którzy grali na automatach w latach 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku - kolega, który siedzi w temacie, jest w stanie nazwać wszystkie postaci drugo- i trzecioplanowe pojawiające się w trailerze, ja może ze trzy. Ot, taka ciekawostka.

Skyfall: w przeciwieństwie do innych fanów Jamesa Bonda uważam "Casino Royale" za najlepszy film w cyklu, piękny reboot po filmach z Pierce'm Brosnanem. Z "Quantum of Solace" było już nieco słabiej, ale na "Skyfall" pójdę pewnie w dniu premiery.

Anna Karenina: można mieć zarzuty do decyzji castingowych Joe Wrighta (akurat Aarona Johnsona lubię bardzo, nie trawię Keiry Knightley), ale dla mnie na korzyść ekranizacji mocno przemawia fakt, iż scenariusz napisał podziwiany przeze mnie Tom Stoppard. Trzymam kciuki.

Rise of the Guardians: to może być animacja roku, jeśli tylko fabuła będzie mocna. Bo o efekty wizualne po trailerze zupełnie się nie martwię. Plus rewelacyjna obsada, choć mam nadzieję, że Isla Fisher będzie mówiła bardziej zrozumiale niż w "Rango".

The Hobbit: An Unexpected Journey: ha, ha, gdybym mogła, to już koczowałbym pod kinem w oczekiwaniu na premierę.

Les Misérable: tu natomiast mam uczucia mieszane. Dopiero niedawno, za sprawą Rogera Allama, przekonałam się do tego musicalu, poza tym to drugi film Toma Hoopera, więc będę go oceniać przez pryzmat rewelacyjnego "The King's Speech". Wierzę w Hugh Jackmana, ale nie jestem pewna Russela Crowe'a jako Javerta.

Django Unchained: wszyscy widzieli trailery, prawda? Muszę przyznać, że podoba mi się kierunek, w którym zmierza twórczość Tarantino, taki ładny southern gothic.

The Great Gatsby: OK, chcę ten modernistyczny plakat na mojej ścianie ASAP. Poza tym, jak wszyscy już wiedzą, fangirluję F. Scotta Fitzgeralda i mam nadzieję, że Luhrmann wróci do formy sprzed takiej sobie "Australii". Poza tym uważam, że Leonardo diCaprio to idealny Gatsby.

Frankenweenie: szansa dla Tima Burtona na zatarcie wrażenia, jakie zostawiły po sobie "Mroczne cienie". Lubię animacje Burtona, a ta przypomina mojego ukochanego "Vincenta".

Pitch Perfect: Jason Moore, znany do tej pory z seriali, wyreżyserował film żerujący na popularności "Glee", ale ja liczę bardziej na coś w stylu "Mean Girls". Poza tym obsada jest ciekawa. Zobaczymy.

Gambit: remake filmu z 1966 roku z Michaelem Caine'm i Shirley MacLaine, co w połączeniu ze scenariuszem braci Coenów oraz męską częścią obsady (nie lubię Cameron Diaz) może dać niezły efekt.

Total Recall: no więc w tym filmie są John Cho i Bill Nighy, ale wspominam o nim tylko z kronikarskiego obowiązku.

Robot and Frank: absolutnie zajefajny pomysł na film, bardzo, bardzo oryginalny. Emeryt i opiekujący się nim robot postanawiają rozpocząć nową karierę. Mam nadzieję, że ktoś to wprowadzi do polskich kin.

Lawless: western. Shocking, wiem, ale spójrzcie na obsadę i spróbujcie mi powiedzieć, że to będzie zły film.

Gangster Squad: tu natomiast może być różnie. Mocna obsada, ale ja ciągle mam w pamięci fiasko, jakim okazał się być "Black Dahlia" (nuuudy).

Dredd 3D: pójdę do kina ze względu na Karla Urbana, którego aktorskie wybory nie przestają mnie zadziwiać. Po trailerze jednak boję się, że ograniczenie miejsca akcji może wpłynąć negatywnie na fabułę (chociaż były precedensy, np. "Die Hard"). Na plus Lena Headey.

Looper: Nie rozumiem popularności Josepha Gordona-Levitta, ale podoba mi się pomysł na fabułę. Mam nadzieję, że zostanie porządnie wykorzystany, bo podróże w czasie są ryzykowne.

Hotel Transylvania: jeśli cokolwiek może zagrozić "Rise of the Guardians" jako najlepszej animacji roku, to jest to ten film. Osobiście nie jestem zachwycona pomysłem, ale głęboko wierzę w Genndy'ego Tartakovsky'ego, którego fanką jestem od lat.

ParaNorman: kronikarski obowiązek, ciekawa obsada, ale nie mam zbyt wielkich nadziei.

The Odd Life of Timothy Green: czyli "August Rush" z elementami fantastycznymi. Chyba że Timothy okaże się być hybrydą człowieka i rosiczki, wtedy rozważę obejrzenie filmu. Ale nie zanosi się na to.

Hansel and Gretel: Witch Hunters: bonusik, bo przesuwana premiera filmu jest w tej chwili zapowiedziana na styczeń 2013. W obsadzie Gemma Arterton i Jeremy Renner, a Sam Raimi niech patrzy i się uczy, jak kreatywnie korzystać ze źródeł, bo jego pomysł na retelling Oza nie zachwyca.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.