The Dark Knight Rises ponad oczekiwania

by 20.8.12 14 komentarze
Drogi internecie, znowu mnie okłamałeś. Zdawałeś się dosyć jednoznacznie sugerować, że ostatnia część batmanowej trylogii Nolana jest filmem nie spełniającym pokładanych w nim oczekiwań, by nie powiedzieć słabym. A ja po seansie miałam odczucia wręcz przeciwne. Jak dwie pierwsze części ("Batman Begins" i "The Dark Knight") mi się podobały, choć bez fajerwerków, to ten film mnie po prostu zachwycił.


(Żeby jednak nie było, zgadzam się z recenzją cedro, jeśli chodzi o polityczną wymowę filmu, ale z mojego punktu widzenia nie jest ona aż tak ważna. Nolan zadaje pytanie, co by było, gdyby Occupy Wallstreet było akcją terrorystyczną - na miejscu rządu USA patrzyłabym mu na ręce, bo ma zaskakująco groźne pomysły - i odpowiedź raczej mi się nie podoba, ale nie zamierzam jej analizować.)

SPOILERY

Wydaje mi się, że pierwszy film był najbardziej komiksowy z całej trylogii, ale jednocześnie bardzo ładnie pokazywał, że Nolan kontestuje poprzedników, Burtona i Schumachera, przede wszystkim inną kreacją bohatera  - ale i chronionego przez niego miasta. Film drugi poszedł zdecydowanie dalej, prawie całkiem pozbywając się elementów komiksowych i już wprost chwaląc potęgę demokracji (scena z dwoma promami). Niestety okazało się również, że zbytni realizm i Batman do siebie nie pasują, więc trzeci film nie tylko wrócił do komiksów, ale również prawie całkiem pozbył się Batmana. I wyszło mu to na dobre.

Ja zachwycona byłam od pierwszych chwil, Aidan Gillen jako agent CIA i cała scena w samolocie jest po prostu rewelacyjna - i ładnie pokazuje, że Bane jest diablo skutecznym, bo przede wszystkim inteligentnym przeciwnikiem; jego siła ma drugorzędne znaczenie. Zaraz potem pojawia się Selina Kyle (Anne Hathaway), od razu awansując na pierwsze miejsce wśród moich ulubionych bohaterów, bo Selina jest zagrana fenomenalnie (inspirowana Hedy Lamarr, bardzo dobry wzór do naśladowania), płynnie przechodzi z roli w rolę, a scena w barze, podczas przekazania odcisków palców jest po prostu niesamowita, jeśli chodzi o ilość zastawionych pułapek (plus Burn Gorman jako Stryver, OMG Dickens!). Batmany Nolana miały ogromny problem z postaciami kobiecymi, a ja właściwie w całej kreacji Catwoman mam zastrzeżenia tylko do wątku romansowego.

W ogóle cały film ma u mnie dużego plusa za to, że głównym przeciwnikiem Bruce'a Wayne'a okazuje się być kobieta. Do tej pory kobiece bohaterki (Elektra, Poison Ivy) delegowane były do ról sidekicków, tu mamy sytuację odwróconą. I wiem, że sporo ludzi ma problem z zaakceptowaniem motywacji Bane'a (miłość do Talii), ale dla mnie w samym obrazie kobiety, której podporządkowuje się potężny mężczyzna jest coś kuszącego (Samson i Delilah).

(Przy okazji, twist z Mirandą? Not so much a twist, niestety. Nie wiem, jak bardzo cierpieć musiał Bruce Wayne w więzieniu, by nie zorientować się, że opiekujący się nim mężczyzna opowiada historie dwóch różnych osób.)

Podobała mi się nadzieja jako motyw przewodni - dla Bane'a było to narzędzie tortur, rozpacz jest tym bardziej dotkliwa, im bardziej wierzymy w możliwość jej końca. Dla Wayne'a czymś, czego istnienie musiał zaakceptować. Drugi film mu ją całkiem odebrał - ten oddaje nieco wytarmoszoną. W trakcie filmu Wayne traci absolutnie wszystko, majątek, status społeczny, przyjaciół, zdrowie i życie, ale w zamian dostaje wolność, a jego dziedzictwem zajmuje się ktoś, kto nadal ma coś, co może poświęcić (i czyste ręce), a jednocześnie jest dostatecznie rozgoryczony, by działać poza prawem. Dla idealistów nie ma miejsca w Gotham.

W "Batman Begins" zawsze brakowało mi motywacji Bruce'a Wayne'a, by stać się Batmanem, dostałam ją dopiero w trzecim filmie, w przemowie Blake'a o gniewie osieroconych dzieci. To też mi się podobało, wspólny mianownik pomiędzy Wayne'm, Blake'iem i Talią.

(Zastanawiam się również od momentu, w którym Bruce Wayne wypełzł spod ziemi gdzieś w Azji nad paralelami historii jego i Tony'ego Starka, osieroceni milionerzy, uwięzieni przez terrorystów pod ziemią, bomba atomowa, zbyt dużo tych zbieżności. Ale u Whedona walczą tylko bohaterowie, a u Nolana każdy może być bohaterem.)

Nie rozumiem również zarzutów wobec Alfreda i ustawienia relacji pomiędzy nim a paniczem Wayne'm na osi ojciec-syn; scena, w której wspomina o spalonym liście od Rachel jest jedyną, w której Bale cokolwiek pokazał mimiką. Dzięki temu ostatnie ujęcia w ulicznej kawiarence gdzieś w Arno nabierają dodatkowego znaczenia.

Mam więc nadzieję, że drugi z braci Nolan przejmie schedę i poprowadzi tę historię dalej.

The Dark Knight Rises (2012)
Reżyseria: Christopher Nolan
Scenariusz: Christopher Nolan, Jonathan Nolan, David S. Goyer
Gwiazdy: Christian Bale, Anne Hathaway, Gary Oldman, Morgan Freeman, Tom Hardy, Marion Cotillard, Joseph Gordon-Levitt, Michael Caine

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.