Trzech panów na plaży (nie licząc pterodaktyli)

by 9.9.12 6 komentarze
Bo lepszego tytułu nie da się wymyślić. Choć próbowałam. Próbowałam też stworzyć normalny wpis zamiast livebloggingu, ale też mi się nie udało. Winię  chorobę. (EDIT: Wymyśliłam!)

SPOILERS

OK, więc znowu mamy zawiązanie akcji z niczego, nie podoba mi się to, taki zły storytelling, nawet jeśli dzięki niemu dostajemy gang (który choć spotyka się po raz pierwszy w życiu, to świetnie ze sobą współpracuje). Ale potem jest Rupert Graves (genialny w tym swoim wiktoriańskim światopoglądzie) i Arthur Weasley, który zawsze nosi ze sobą saperkę (bo tylko plastikowi mężczyźni tego nie robią najwyraźniej - choć zawsze mają ze sobą apteczkę, chyba że to kwestia profesji, a nie gatunku) oraz czołówka, która podoba mi się bardzo. Also, czy Doktor zdradza swoją żonę? I czy Amy nie uświadamia Nefretete co do istnienia swojej własnej córki? Co się dzieje?

ISA to Indian Space Agency, prawda? Świetny pomysł, biorąc pod uwagę to, co się w tej chwili w Indiach dzieje. (EDIT: ha, miałam rację!)

Flirtujący John Riddell i królowa Nefretete trochę nie ten teges. Hm, może nie ten teges, tylko raczej WTF? To grożenie sobie nawzajem śmiercią czy klapsami jest uznawane teraz za flirtowanie?

Przy nieuprzejmych robotach troszeczkę miałam dosyć - mam już swoje lata i jak statek kosmiczny napędzany falami morskimi jestem w stanie pojąć, tak wprowadzanie zbyt wielu elementów do jednego odcinka mi nie odpowiada. Arka Silurian? No ja bardzo proszę, niech się pan scenarzysta opanuje albo odstawi leki! A potem woźny z Hogwartu/pan na Bliźniakach, i znowu muzyka, którą grał Doktor (czy to jakiś motyw przewodni sezonu czy raczej inside joke? Zobaczymy w przyszłym odcinku). Gdy postrzelony zostaje pan Weasley, już wiem, że Solomon jest z Freyów (padalec!)

OK, czy Doktor właśnie powiedział, że jest spod znaku Strzelca, prawdopodobnie? Nice.

O. Pierwsza sugestia, że Amy zginie. Kurczę, Matt Smith potrafi sporo przekazać jednym spojrzeniem.  Inna sprawa, że bardzo mi się Amy Pond w tym odcinku podobała.

Dialog: "You know what I want more than anything?" "Lessons in gender politics?" stał się chyba od razu moim ulubionym w całym odcinku.

Gdy Arthur Weasley powiedział "I'm flying a spaceship", podczas gdy Amy i Riddell strzelali do dinozaurów, miałam nieodparte skojarzenia z "Journey's End" - wszyscy towarzysze zebrani razem. A potem początek przygód Doktora z Amy, i Doktora z Donną, gdy Arthur jadł drugie śniadanie, siedząc na progu TARDIS i patrząc w dół na ziemię - ale również oznaczało to, że Pondowie mają własne życie i radzą sobie świetnie bez Doktora. I Doktor zdaje sobie z tego sprawę. Może zmieniać ich życie, np. skłonić Arthura Weasleya do podróżowania po całym świecie, czy sprawić, że zrezygnują z rozwodu, ale życie Pondów toczy się głównie bez niego. Smutne to bardzo, jedyna przygoda, której Doktor nie jest w stanie doświadczyć.

Ale prawdziwa niespodzianka jest dopiero w napisach: Mitchell i Webb, dwaj komicy, byli głosami nieuprzejmych robotów. Huh. Normalnie all-star episode, ale ogólna moja ocena nie jest zbyt wysoka. Jeśli ten sezon cały ma tak wyglądać, to ja nie jestem zachwycona.

A za tydzień "Miasteczko Mercy". Hm, się zobaczy.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.