Seryjnie. Znaczy serialowo.

by 14.10.12 36 komentarze
Jak wszyscy to i ja (mee mee) - wpis poświęcony serialom, które oglądam (choć w tej chwili głównie na tapecie są "Cars" na przemian z "101 dalmatyńczykami" - uroki posiadania potomstwa) - nie ma ich aż tak wiele co u niektórych blogerów (na ciebie patrzę, Aeth!), ale i tak jestem przerażona ich ilością - tytułów uzbierało się aż 17.

Wpis podzieliłam sobie na kilka kategorii.

Oglądam na bieżąco
  • "The Big Bang Theory" - trochę mniej mnie już ten serial śmieszy niż na początku, mam też wrażenie, że aktorzy są zmęczeni odtwarzanymi rolami, a mnie męczą żarty oparte na płci i rasie zamiast na nerdowstwie. Ale Bernadette i Amy nadal są cudowne, poza tym jakaś specjalna nagroda należy się ludziom odpowiedzialnym za wnętrza; zawsze podobało mi się mieszkanie Sheldona i Leonarda (szafki katalogu bibliotecznego, też takie chcę! albo pojawiające się tylko w jednym odcinku pudełko na chusteczki w kolorach kostki Rubika!), podziwiałam, jak osobowość Penny została oddana poprzez kolory, meble z Ikei i dodatki z drugiej ręki w jej apartamencie, niesamowicie śmieszyły mnie meble z połowy zeszłego wieku w mieszkaniu Amy (jakby odziedziczyła je po babci) czy hinduskie drobiazgi u Raja, ale dopiero pokazane po raz pierwszy pod koniec zeszłego sezonu mieszkanie Bernadette sprawiło, że wydałam z siebie prawdziwie nieludzki dźwięk z czystej zazdrości: cudowna paleta kolorów i dodatki, jakie chętnie widziałabym u siebie w domu. Ekhem.
Coleman dzieli szafę z Darvillem.
  • "Doctor Who" - czekam na Clarę. Z Clarą wszystko będzie lepsze. Jak uwielbiam Jedenastkę, to mój ulubiony Doktor, tak trudno mi patrzeć na fabuły odcinków ostatnio, bo piętrzą się w nich okropne bzdury.
  • "Castle" - a to znowu jest serial, do którego nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń (może tylko żal mi wprowadzania ciała ofiary w pierwszych minutach odcinka, które było stosowane w pierwszym sezonie). Lubię wszystkie postaci, żarty ("The butler did it!") z konwencji, z "Firefly'a", fakt, że wydają powieści o Nicki Heat, że oprócz Filliona są Ryan i Esposito, stroje Marthy i odcinki halloweenowe i Nowy Jork! I owszem, są czasem słabsze odcinki, ale mimo to oglądanie "Castle'a" to czysta przyjemność.

  • "Teen Wolf" - właśnie kończy się NYCC i oczywiście wszyscy cieszą się niepomiernie, bo Coulson żyje, ale fandomowi TW zafundowano prawdziwy emocjonalny rollercoaster, ujawniając naprawdę sporo rzeczy (Jeff Davies jest absolwentem Szkoły Trollingu im. Stevena Moffata dla Młodych Scenarzystów), a jednocześnie nie mówiąc nic konkretnego. Może oprócz tego, że Colton Haynes nie wraca w sezonie trzecim (mam niepokojące przebitki do sytuacji Chorda Overstreeta z "Glee"). Ja i tak zamierzam oglądać, jest to bardzo dobry serial, kręcony bez napinania.

Zawiesiłam oglądanie 
  • "The Good Wife" - strasznie mi się ten serial podoba i od czasu do czasu w zrywach oglądam po 10 epizodów naraz, ale potem mam strasznie długie przerwy, w trakcie których nic mnie do niego nie ciągnie. W końcu nadrobię zaległości, ale nie dzisiaj.
  • "Babylon 5" - piąty sezon jest nudny, nie ma Ivanowej, są telepaci i ogólnie rzecz biorąc oglądanie jest jak orka na ugorze, zwłaszcza w porównaniu z rewelacyjnymi poprzednimi sezonami. Ale zaparłam się i obejrzę ten serial do końca.
  • "Downton Abbey" - nie uwierzycie, ale nawet nie zaczęłam oglądać trzeciego sezonu. Poczekam na zakończenie emisji i wtedy nadrobię całość.
  • "Call the Midwife" - tu podobna sytuacja jak przy "The Good Wife", bardzo mi się serial podoba, ale jestem gdzieś w połowie i nie umiem się znowu za niego zabrać.

Wracam do oglądania
BBC strikes back.
  • "Face Off" - ekhem, okazało się, że trzeci sezon wystartował w sierpniu, a ja to przegapiłam. Zaraz zabieram się za oglądanie, bo jest to jeden z niewielu reality shows, które naprawdę mnie interesują, a mam do nadrobienia 8 wyemitowanych do tej pory epizodów - a jeden z nich ma naprawdę zachęcający tytuł "Alice in Zombieland".
  • "Suburgatory" - drugi z dwóch sitcomów, które oglądam. Oglądam dla Dalii Dallas, która jest absolutnie cudowną postacią (główna bohaterka to hipsterka, ale ma fajnego ojca). Jest śmiesznie, choć czasami jest nieco zbyt karykaturalnie, ale zdarza im się w bardzo subtelnie podstępny sposób pokazywać rzeczy bardzo prawdziwe.
  • "Misfits" - wracają 28 października, bez Lauren Sochy, która, hahaha, została skazana na prace społeczne za obrazę taksówkarza na tle rasowym. Ze oryginalnej obsady został tylko Curtis, wspierać go będą wprowadzeni w zeszłym sezonie Seth i Rudy oraz dwie nowe postaci. Mam do tego serialu bardzo duży sentyment.

Zaczynam oglądać

Inspiracja czy już plagiat?
  • "Last Resort" - co prawda w pilocie jeden motyw mocno trącił fabułą "HMS Ulisses", ale oprócz tego wszystko było wow! Załoga amerykańskiej łodzi podwodnej odmawia wystrzelenia głowic nuklearnych bez potwierdzenia rozkazu i w efekcie zostaje uznana za zdrajców. "Podbija" więc wyspę ze stacją nasłuchową NATO, co nie do końca podoba się rządzącemu nią dotychczas watażce. Do tego należy dodać drużynę sealsów, która nie bardzo chce opowiadać, co robili na środku oceanu, admirała i panią naukowiec w DC oraz prawdopodobnie szalonego prezydenta USA i dostajemy premierę sezonu.
  • "The Paradise" - choć tak naprawdę na premierę sezonu w mojej opinii zapowiadał się "The Paradise". Co prawda akcję powieści Zoli przeniesiono gdzieś do Anglii, ale oprócz tego dostajemy piękną, kostiumową opowieść o pierwszym domu towarowym, ambicjach i podziałach klasowych. No i gra Matthew McNulty, co zawsze jest plusem. Podobają mi się też ambicje głównej bohaterki.
  • "Arrow" - internety mówią, że serial oparty na bohaterze DC Comics jest niezły. Na pewno bohater jest niezły, dam temu serialowi szansę.
  • "Nashville" - w zeszłym sezonie dałam szansę "Smash", ale mnie nie wciągnął (choć zupełnie nie pojmuję dlaczego); w tym daję szansę serialowi o dwóch piosenkarkach country. Może klimat amerykańskiego Południa pozwoli mi się nie znudzić fabułą.

Przestałam oglądać
Mordy wy moje.
  • "Glee" - odcinek zatytułowany "Break Up" był okropny, pretekstowy, ze zbyt dużą ilością źle zagranych postaci i powodował u mnie tylko poczucie zażenowania, więc powiedziałam dość i wyrzuciłam "Glee" z ramówki.

  • "Elementary" - próbowałam obejrzeć pierwszy epizod, ale mnie znudził. Po raz drugi nie próbowałam.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.