Atlas chmur (film), czyli dzieło satanistyczne*

by 18.11.12 6 komentarze
Bo Helios ma bilety po 15 złotych przez cały listopad, a ja jakimś cudem co weekend mogę się wyrwać do kina - i chodzę na wszystkie przedpremierowe pokazy.


(Poza tym gra w nim Ben Whishaw, jeśli ktoś nie lubi Bena Whishawa, to nie jest człowiekiem z bijącym sercem).

"Atlasu chmur" nie czytałam, uznawszy, że książka o tak pretensjonalnym tytule nie może być dobra - to u mnie częsta reakcja na bestsellery. Pewnie teraz, po seansie, ją kupię, choć głównie z uwagi na śliczną okładkę tegorocznego wydania. Długi, sześciominutowy zwiastun porażał ogromem - a trzeba pamiętać, że jest to produkcja finansowana głównie z niezależnych źródeł - oraz gwiazdorską obsadą, ale jednocześnie dawał realne powody do obaw. Jak bowiem można zmieścić sześć bardzo różnych historii w jednym filmie? Na szczęście rodzeństwo Wachowski i Tom Tykwer poradzili sobie śpiewająco i stworzyli całkiem spójne dzieło - choć oczywiście widać, kto odpowiadał za który segment - lecz może przydałoby się je trochę skrócić.

Hugh Grant
Jeśli miałabym porównać "Atlas chmur" do innych wytworów kultury, na myśli przychodzi mi przede wszystkim "Źródło" Aronofsky'ego, które również zajmuje się problemem reinkarnacji, choć w bardzo męczący sposób. Książka natomiast z opisu przypomina mi "Hyperiona" Dana Simmonsa, bowiem każda z historii opowiedziana jest w innym stylu. Mamy pamiętnik notariusza z XIX wieku, symfonię z międzywojnia, powieść detektywistyczną, współczesną humoreskę filmową i ewangelię w formie wywiadu - oraz przekaz ustny, historię wypaczonym językiem opowiadaną przy ognisku. Wszystkie te opowieści zazębiają się ze sobą w bardzo sprytny sposób; w dodatku cały film jest nafaszerowany pięknymi smaczkami ("Soylent green is people!" jest chyba moim ulubionym).

Jednak ciekawa fabuła, niezłe zdjęcia i zdolni reżyserowi w liczbie trzech u steru nie gwarantują sukcesu, jeśli nie postarają się również aktorzy - a było to dla nich spore wyzwanie, bowiem każdy z nich zagrał około sześciu różnych postaci, żyjących w różnych epokach, należących do różnych ras i narodowości, będących w różnych w wieku i różnych płci (najlepiej wyjaśniają to napisy końcowe). Choć pierwsze skrzypce gra Tom Hanks (najlepszy w roli brytyjskiego skinheada, ale i jako doktor Goose czy Zachry jest bardzo charakterystyczny), tak naprawdę film "kradną" Hugo Weaving na spółkę z Hugh Grantem we wszystkich swoich wcieleniach. Zwłaszcza ten pierwszy powoduje o widzów wybuchy śmiechu, gdy podrabia siostrę Ratchett z "Lotu nad kukułczym gniazdem" na modłę angielską, ale klasę aktorską pokazuje w pełni jako stary Georgie. Obu im po piętach depcze Jim Broadbent, który maksymalnie wykorzystuje swój wrodzony talent komediowy.

Jedyną naprawdę męczącą rzeczą podczas seansu był metafizyczny patos. Padające z ekranu zdania typu "Czymże jest morze, jeśli nie wieloma kroplami?", "Nasze życie nie należy do nas" itp. dosyć mocno działały mi na nerwy, ale podejrzewam, że byłam w mojej irytacji odosobniona.

Jeśli więc w przyszłym tygodniu postanowicie pójść do kina zobaczyć jakiś nowy film, polecam wybrać "Atlas chmur" nad "Annę Kareninę".

(Wiem, że miałam pisać o "Looperze", ale im bardziej myślę o tym filmie, tym bardziej poraża on moją kreatywność - ale jestem już w połowie notki, więc pewnie ją dokończę, choć już nie jestem z niej zadowolona).

* No przecież ten przewijający się motyw liczby 6 nie jest tam wciśnięty bez powodu.


Atlas chmur (2012)
Reżyseria: Lana Wachowski, Andy Wachowski, Tom Tykwer
Scenariusz: Lana Wachowski, Andy Wachowski, Tom Tykwer
Gwiazdy: Tom Hanks, Halle Berry, Hugh Grant, Hugo Weaving, Jim Broadbent, Ben Whishaw, Doona Bae, Jim Sturgess i inni

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.