Krótka przypowieść o egoistach (Looper)

by 25.11.12 10 komentarze
Nie znalazłam diagramu o podróżach w czasie, będę musiała polegać na własnej pamięci. Poza tym bez obejrzenia "Loopera" wpis może być trochę niezrozumiały.

SPOILERY DO WSZYSTKICH FILMÓW O PODRÓŻACH W CZASIE, JAKIE WIDZIAŁAM

Grafika porwana z sieci.
Przez internety przetacza się właśnie fala zachwytu Rianem Johnsonem z uwagi na "Loopera", bo super film SF (czego w ostatnich latach podobno brak, um, nie, patrz niżej), bo oryginalny, bo cośtam cośtam. Ja pozostaję sceptycznie nastawiona, zwłaszcza po seansie. To nie jest zły film, jest całkiem przyzwoity, ciekawy manewr z kreacją głównego bohatera jako skończonego egoisty, ale ogólnie uważam go za zbyt prosty w sferze opowiadanej historii. Podobno taki był zamysł reżysera i jednocześnie scenarzysty, by skupić się na bohaterze zamiast na samej podróży w czasie, ale sam pomysł profesji loopera wymaga przydługiego wprowadzenia, po którym dostajemy szybki montaż prezentujący styl życia Joe i dopiero w połowie filmu rozpoczyna się właściwa akcja. W dodatku działania głównego bohatera wcale nie gwarantują, że Cyd (BUAHAHAHAHA!) nie zamieni się w Rainmakera, nie wspominając już o tym, że właściwie oprócz płynnych wspomnień starego Joe i faktu, że zamyka pętle nie wiemy na 100%, że przejęcie przez niego władzy było złe. Jednak sam pomysł uproszczonej fabularnie historii i skupienia się na jednym bohaterze nie jest zły, na tym wybiły się np. "Dystrykt 9" czy "Moon".

You gonna carry that weight...
Co jest więc w "Looperze" dobre? Na pewno gra aktorska. Joseph Gordon-Levitt grający Bruce'a Willisa - bezcenny, choć niestety dobitnie pokazuje, że Bruce Willis od lat gra tylko Bruce'a Willisa. Bruce Willis grający podróżnika w czasie - czy ja już gdzieś tego nie widziałam (patrz niżej). Pierce Gagnon jako Cyd jest dla mnie czymś w rodzaju objawienia, na plus należy też zaliczyć wysiłki pozostałych aktorów, wszyscy wypadają co najmniej przyzwoicie.

Niezłe są zdjęcia - choć brakowało scen, na widok których widz zrobiłby "wow!" Najbardziej chyba podobał mi się pomysł wprowadzenia żony Joe wraz mocnym zielonym kolorem (jak w "Pokucie"), oprócz tego pyliste Kansas i loft Joe.

Całkiem ciekawy jest pomysł na podróże w czasie. No, mniej więcej ciekawy. W tej chwili w kinie obecne są cztery teorie podróży w czasie:

1. nogawki spodni czasu, a.k.a. swoimi czynami tworzymy alternatywne rzeczywistości. Przykładem jest tutaj "Kod nieśmiertelności" (mnie się podobał, OK?);

2. przyszłość jest ustalona i nic nie da się w tej sprawie zmienić, jak w filmie "12 małp" (dla mnie film Gilliama jest niedoścignionym wzorem, jeśli chodzi o poważne potraktowanie tematu podroży w czasie, bo w szerszym ujęciu wszystko przegrywa z "Powrotami do przyszłości 1 i 3");

3. timey-wimey, wibbly-wobbly z ustalonymi, niezmiennymi wydarzeniami (tzw. "fixed points") - sztandarowy przykład to "Doctor Who", wiem, że to serial telewizyjny;

4. czyny w przeszłości zmieniają przyszłość "Powrót do przyszłości" i "Looper", przy czym jedyna innowacja wprowadzona przez ten drugi film to przepisywanie się przyszłości właściwie na bieżąco, co daje fajną scenę z Sethem z przyszłości (gdyby tak było w trylogii Zemeckisa, to Marty McFly wpadłby jak śliwka w kompot już w pierwszej części).

Hihnt wspomina jeszcze o nawiązaniach do "Cowboya Bebopa", ale dla mnie to raczej inspiracja klimatem niż jakiekolwiek konkretne zapożyczenia.

Co na minus? Dlaczego looper musiał sam dokonać zamknięcia pętli? Przecież dosyć oczywistym jest, że w takiej sytuacji musiało dojść do przekrętów czy problemów, a łatwo dało się tego uniknąć.

Film warto zobaczyć. Raz.


Looper: Pętla czasu (2012)
Reżyseria: Rian Johnson
Scenariusz: Rian Johnson
Gwiazdy: Joseph Gordon-Levitt, Bruce Willis, Pierce Gagnon

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.