Ładne Halo, czyli znowu piszę o stereotypach genderowych

by 1.2.13 10 komentarze

Pożyczyłam cały zestaw książeczek wydawnictwa Ładne Halo od koleżanki-polonistki, która dostała je od siostry, która dostała je od Joanny Guszty, która kiedyś mieszkała w Gliwicach, więc pewnie się znają. Teraz panna Guszta pracuje w Łodzi (które to miasto zrobiło na mnie ogromne wrażenie swoją historią i pomysłem na wspieranie kultury podczas wrześniowej wycieczki i jeszcze tam wrócę), ale chce promować swoje wydawnictwo m.in. za pomocą warsztatów i spotkań autorskich w szkołach podstawowych (hint: skrajnie prawicowe Gliwice nie są do tego najlepszym miejscem). O wydawnictwie nie słyszałam aż do dzisiaj, co pewnie oznacza, że jestem bardziej zacofana niż sądziłam, choć to "moja" działka, rynek książek dla dzieci (dla zilustrowania, jak bardzo jestem zacofana w pewnych sprawach: do wczoraj nie wiedziałam, że w Sejmie jest ktoś taki jak poseł Godson, a do dziś nie kojarzyłam, dlaczego kandydatura Anny Grodzkiej na wicemarszałka jest kontrowersyjna - ale politykę staram się ignorować, tylko wiecie, ustawa o związkach partnerskich, tego zignorować nie chciałam), ale jego założyciele zdołali mi zaimponować podczas krótkiego researchu, który wykonałam po powrocie do pracy, zaintrygowana uwagami koleżanek z pracy.

Ale może po kolei. Wydawnictwo Ładne Halo zostało założone w 2011 roku przez Joannę Gusztę, autorkę, oraz Macieja Blaźniaka, pasjonata dobrze ilustrowanych książek dla dzieci (czyli moją bratnią duszę :D) oraz blogera prowadzącego jeden z moich ulubionych blogów poświęconych tematowi, czyli Tralaloskop. Jest to przedsięwzięcie raczej hobbystyczne niż biznesowe, choć cieszy przywiązanie do szczegółu (dobry papier, klejone grzbiety nawiązujące do najlepszych tradycji wydawania książek, bardzo dobre ilustracje, cudowne wyklejki), obecne do tej pory chyba tylko w książeczkach wydawnictwa Dwie Siostry oraz stawianie na polskich, debiutujących autorów. Do tego korzystają z "miejscowych" (czyli łódzkich) zasobów, nawet drukują na miejscu zamiast wysyłać złożoną książkę do Chin w celu obniżenia kosztów produkcji. Mnie osobiście właściciele zainspirowali swoim przykładem do pewnego zwrotu w karierze zawodowej, ale o tym na razie sza!

Guszta i Mozil.
A jak w sferze treści? "O psie, który szukał" nie jest pozycją wybitną. Choć wizualnie prezentuje się świetnie, treściowo jest dosyć miałką opowieścią, nie wzbudzającą żadnych emocji w czytelniku. O wiele ciekawiej prezentuje się "Jak się poznaliśmy", które w pierwszej chwili wzięłam za dzienniczek ucznia przerobiony na notes (jest odpowiedniego formatu). A w środku opowieść uszyta ze skrawków materiałów, ale bez tekstu, by młody czytelnik mógł ją opowiedzieć mamie lub tacie samodzielnie. Świetny pomysł na pobudzenie wyobraźni i ćwiczenie wypowiedzi ustnych, pedagog we mnie się raduje. Potem "Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem", zabawny wierszyk o Franku, postrachu porcelany, który nie chce zostać, jak Wojtuś, strażakiem, tylko właśnie maluchem - rozsądnie zakładając, że dzieci mają najlepiej (pomijam nieświadome promowanie kompleksu Piotrusia Pana, nie było ono raczej intencją autora). I wreszcie ostatnia książka, ta "kontrowersyjna", "Lala Lolka" Katarzyny Boguckiej, świetnie zilustrowana historyjka o przedszkolaku, który bardzo dobrze zna się na modzie, bo ubiera przecież swoją lalę Wiolę. Ale ponieważ "akcja osadzona" jest w polskich realiach, spotykają go z tego powodu same przykrości: tata uważa, że jest niemęski, pasażerowie w autobusie biorą go za dziewczynkę, a pani przedszkolanka wzywa rodziców na poważną rozmowę, bo przecież chłopcy lalkami się nie powinni bawić (na marginesie, nie jest to sytuacja wymyślona przez panią Bogucką, sama usłyszałam identyczną historię od rodziców jednego z moich uczniów). Można by dyskutować o wartości literackiej tekstu, na pewno nie można dyskutować o wartości wychowawczej - takich książek na naszym rynku jest ciągle za mało i ja osobiście na pewno ją kupię i postawię na półce obok z "Z Tango jest nas troje" i "Jeża" Katarzyny Kotowskiej, bo wszystkie propagują te wartości, które chciałabym wpoić własnemu potomstwu.

Ale jakby tego było mało, Ładne Halo nawiązało współpracę z mniej więcej w tym samym czasie debiutującą marką uniseksowych ubrań dla dzieci CzesioCiuch, założoną przez Katarzynę Zielińską i Czesława Mozila. Więcej o partnerstwie i filozofii firmy w wywiadzie poniżej.



(Czesław Mozil urodził się w Zabrzu :D)

Ja ze swojej strony, jak rodzic i jako nauczyciel, życzyłabym sobie więcej tak rozsądnych, genderowych inicjatyw skierowanych do najmłodszych. Tak właśnie wygląda praca u podstaw: uczymy o szkodliwości stereotypów. W książeczce lala Lolka przeszkadza tylko dorosłym, dla przedszkolaków jest to po prostu zwykła ulubiona zabawka. Może gdyby ktoś podsunął podobną pozycję o rodzinie profesor Krystynie Pawłowicz, gdy była w odpowiednim wieku, nie bredziłaby jak potłuczona w tym tygodniu w Sejmie.

(Następnym razem będę mniej zaangażowana, obiecuję).

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.