Projekt Kino - podsumowanie

by 2.2.13 28 komentarze

Przyłączyłam się do Projektu Kino, zachęcona pierwszą edycją, fajne filmy wtedy oglądano. Wyobraźcie sobie moją minę, gdy teraz wygrały same ambitne kategorie. Ja nie jestem ambitna! Mnie nie interesuje dramat koreański ani kino skandynawskie! Ja lubię proste filmy, najlepiej takie, w których walczą wielkie roboty! I wolałabym, żeby nie reżyserował ich Jim Jarmusch! (Hmm, film o wielkich robotach w stylu Jarmuscha, ciekawe ćwiczenie na wyobraźnię...) Obejrzałam z przyjemnością właściwie tylko jeden film, bo Stephen Rea i Donald Sutherland zagrali fantastycznie. Jeden mnie wynudził straszliwie, jeden był zabawny, jeden był zbyt daleki mi kulturowo, bym była w stanie go porządnie docenić, a ostatniego zdecydowałam się nie oglądać. A na "Django" pójdę albo poczekam na DVD, jeszcze nie postanowiłam.

Poniżej znajdziecie króciutkie notki opisujące każdy z filmów, a potem trochę ogólnych refleksji.


"Citizen X"

Kategoria: filmy o seryjnych mordercach
Ocena: 8/10

Bardzo dobry film, opowiadający historię śledztwa w sprawie brutalnych morderstw kobiet i dzieci w latach 80-tych ubiegłego wieku w Związku Radzieckim. Fantastycznie dobrani aktorzy, bardzo dobra dynamika relacji pomiędzy Stephenem Rea i Donaldem Sutherlandem, świetnie pokazane, jak ideologiczne absurdy komunistycznej partii mogły zniszczyć człowieka, wcale wiernie oddane realia epoki (co zachodnim twórcom nie zawsze się udaje). Nie podobało mi się trochę ostentacyjne granie na emocjach poprzez pokazywanie głównie dziecięcych ofiar. Na minus muszę też zapisać nieco szczątkowe zarysowanie portretu zabójcy. Nie nudziłam się ani przez chwilę podczas seansu.


"Mystery Train"

Kategoria: filmy Jima Jarmuscha
Ocena: 2/10

NIGDY.WIĘCEJ.MAM.NADZIEJĘ.NIE.OGLĄDAĆ.TAK.NUDNEGO.FILMU.O.NICZYM.
Niektóre ujęcia miasta były fajne, dlatego daję aż dwa punkty. I żeby nie było, ja widzę, że tym filmem inspirował się Tarantino, że brzmią w nim echa Lyncha, ale to w niczym nie usprawiedliwia nakręcenia tego potworka. Wreszcie rozumiem, dlaczego mój mąż usnął kiedyś na "Lost in Translation" - byłam bliska odpłynięcia w objęcia Morfeusza przez cały seans.


"Łowca trolli"

Kategoria: Skandynawia przed kamerą XX
Ocena: 6/10

Próba przeniesienia przez Norwegów "Blair Witch Project" na grunt rodzimy wydaje się być udana (zwłaszcza, jak ktoś lubi takie filmy; ja akurat nie przepadam, za dużo biegania po ciemnku, kręcenia z ręki, dyszenia do kamery). Mniej horroru, więcej zbiologizowanej mitologii (jeśli ma to sens, miało w mojej głowie). Trochę trudno uwierzyć w tak oczywiste naruszanie praw obywateli w Skandynawii (kręcenie przez studentów materiału o łowcy mimo braku jego zgody itp.) czy w to, że w materiał nie ingerowano (jak twierdzi disklejmer na początku filmu), bo akurat edycja poprzez cięcie jest dosyć widoczna. Miło było popatrzeć na Norwegię w deszczu, ładniejsza niż Norwegia w śniegu, którą widziałam w "Dead Snow" (ooo, to był dobry film! zombie naziści!). Końcówka wzięła się trochę z niczego.


„Wiosna, lato, jesień, zima… i wiosna” 

Kategoria: dramat koreański
Ocena: 9/10

Moim największym problemem z tym filmem jest kwestia mojej całkowitej ignorancji, jeśli chodzi o kulturę koreańską (właściwie ogólnie azjatycką; mogę uwielbiać "Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka", ale nie mogę z całą pewnością powiedzieć, że ten film pojęłam). Rozumiem opowiedzianą historię, pewnie nawet jej morał, ale większość zachowań bohaterów pozostaje dla mnie zagadką. Film przesycony jest, moim zdaniem, metafizycznymi symbolami, ale równie dobrze Kim Ki-Duk mógł nakręcić "odpustową" historię, a ja nie zorientowałabym się w jego zamyśle. Jestem prawie pewna, że podobny efekt miałoby pokazanie Koreańczykom "Wesela" - niby wszystko jasne, a jakiś poziom historii pozostaje niepojęty. Mimo wszystko seansu nie żałuję.

 
"Do szpiku kości"
Kategoria: laureaci festiwalu w Sundance po 2000 roku
Ocena: -/10

A tu wybaczcie, ale wiem, o czym jest film, i wiem, że oglądanie go jest jeszcze bardziej traumatyczne niż tylko czytanie streszczenia fabuły, więc choć bardzo chciałabym zobaczyć Jennifer Lawrence w głównej roli, to w obecnym stanie ducha lepiej będzie, jeśli spasuję.

***

Powinnam była zaznaczyć na początku wpisu, że oceny nie są żadną miarą obiektywne. Odzwierciedlają, jak dobrze bawiłam się podczas seansu, nic więcej, nic mniej. Nie czuję się na siłach pisać o "artistic merits" i innych takich, zupełnie też nie jestem podatna na wpływ opinii innych ludzi.

Dla mnie oglądanie filmów (lub czytanie książek czy komiksów) to forma eskapizmu. Nie interesuje mnie więc ucieczka w świat, który mi się nie podoba. Oznacza to, a Projekt Kino dosadnie mi to uświadomił, że bardzo rzadko sięgam po filmy spoza swojej strefy wygody i komfortu. Moim postanowieniem jest więc oglądać jeden taki film na rok (w ramach PK obejrzałam takich filmów aż trzy, więc następny zobaczę dopiero w 2016 roku... żartuję :D).

Na następną edycję wyzwania raczej się nie piszę, choć było to ciekawe doświadczenie.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.