Alfabet na półce: A-Z, część czwarta

by 6.3.13 34 komentarze
Czyli oczekiwany przez niektórych z niecierpliwością "regał wstydu".

Jest to regał, którego drzwiczki nie otwierają się do końca, bo stoi w samym rogu pokoju i częściowo przysłania go kolejny regał na prostopadłej ścianie. W dodatku jest zasłonięty fotelem, na którym sypiają koty, ale raczej nie siada żaden człowiek, więc trzymam na nim książki, do których nie sięgam zbyt często (albo wcale), pewnie nigdy ich nie przeczytam, ale też nie chcę się ich pozbywać z tego lub innego powodu. Jest sporo polskiej i radzieckiej fantastyki z czasów PRLu, trochę zachodniej klasyki, antologie i podręczniki. Zresztą sami zobaczcie.

Na najwyższej półce znajdują się książki religijne. Nie o religii, religijne: pisma święte, modlitewniki czy księga Mormona. Nie ma ich zbyt wiele i leżą w schludnym stosiku, zamiast stać obok innych pozycji. Zaraz obok nich jest po kilka numerów "Fenixa", "Voyagera" i "Legendy", mężowa kolekcja powieści z universum alienowego, Harry'ego Harrisona "Przestrzeni, przestrzeni", powieści Konrada Lewandowskiego (byłam nastolatką, OK, nie możecie mnie osądzać) o Ksinie-kotołaku i Różanookiej (niezależnie od wykonania pomysł strzygi jako głównej bohaterki nadal uważam za bardzo interesujący, no i ilustracje Jarosława Musiała, mrau), niedobitki DragonLance (j.w.), nowelizacje filmów George'a Lucasa i Stevena Spielberga i dwa tomy jakiejś space opery Chrisa Buncha (ja akurat tego gatunku nie czytuję, ale mąż kupuje w ramach researchu).

Pólka druga: 4 tomy antologii pod redakcją Dona Wollheima, "Trzynaście kotów", "Czarnoksiężnicy z dziwacznego grodu", antologia rumuńskiej SF (prezent od znajomych Rumunów, była też butelka wina, ale z dosyć oczywistych powodów nie dotrwała do dnia dzisiejszego), 4 tomy "Drogi do science fiction" (bardzo dobre opowiadania i jak dla mnie wzór "przekrojowych" antologii, historię SF poznałam właśnie dzięki tym książkom). Potem antologie zajdlowe, wraz z białymi krukami, czyli zbiorem z 2002 i tym po angielsku, wydanym kiedyś przez Supernovą jako materiał promocyjny, NOL wydany z okazji XXX-lecie ŚKFu, "Rakietowe dzieci", osiem różnych starych antologii po polsku i angielsku (m.in. stare "Rakietowe szlaki", bo mamy też tom czy dwa nowych) oraz 7 tomów "Spotkań w przestworzach".

Niżej powieści Isaaca Asimowa (zawsze wolałam felietony), "Nocny patrol" Siergieja Łukjanjenki (przypomniałam sobie, tu też stoją nagrody wygrane na konkursach podczas różnych konwentów, z którymi nie bardzo wiadomo co zrobić), 14 powieści Kiryła Bułyczowa (mąż lubi), 5 powieści braci Strugacckich (ich lubimy oboje). Potem troszkę Jacka Sawaszkiewicza, nieco zapomniany polski autor, a warto polecić chociażby zbiorek opowiadań pt. "Czekając". Światło minionych dni", kolaboracja Baxtera z Arthurem C. Clarke'iem, "Maszyna lorda Kelvina" Jamesa P. Blaylocka, 2 tomy Jamesa White'a o kosmicznym szpitalu i "Doktor Strangelove". Dwie książki Iana Watsona, człowieka złego i nikczemnego, który namawiał mnie na podjęcie nałogu palenia w celach towarzyskich (gdy byłam w ciąży!), "Gwiazda" Clarke'a, "Pielgrzymi czasu" Wolfganga Jeschke, "Ostatni brzeg" Nevila Shute'a, bardzo dobre post-apo, i 3 tomy Trudi Canavan (teść tłumaczył).

Dalej mnóstwo powieści Feliksa W. Kresa, 4 tomy opowiadań Williama Tenna (bardzo dobre, szczerze polecam), Jamesa Tiptree Jra "Houston, czy mnie słyszysz?" (co, ja bym nie miała?), trochę Zajdla i innych polskich autorów, o których mało kto pamięta, opowiadania Henry'ego Kuttnera, Grega Beara "Koncert nieskończoności". Potem trochę Poula Andersona, Johna Wyndhama "Poczwarki", bardzo dobry Colin Kapp, 3 "Wehikuły czasu", trochę military SF wymieszanego ze Star Wars (przede wszystkim znakomita trylogia Thrawna) i "Wąwóz kamiennego serca" Clive'a Barkera (czyli jednym słowem groch z kapustą).

Potem spore gabarytowo antologie ("Dalekie horyzonty", "Księga smoków", "Science fiction", "Rakietowe szlaki", ale te nowe), "Zgroza w Dunwich" H.P. Lovecrafta oraz Dmitry'ego Glukhovsky'ego "Metro 2033" i "Metro 2034". Potem znowu trochę space opery: Peter F. Hamilton, Alastair Reynolds, Mike Resnick, przywieziony kiedyś z zagranicznych wojaży "Against a Dark Background" Iaina M. Banksa, trochę Roberta Silverberga i zaczyna się klasyka: "Gateway" Fredericka Pohla (bardzo polecam, ale tylko pierwszy tom, nie popełnijcie mojego błędu), "Zatonięcie Japonii" Sakyo Komatsu, sporo Briana Aldissa, którego lubię w małych ilościach, trochę Roberta Sheckleya, Resnicka i "Pierścień" Larry'ego Nivena.

Potem słowniki języka polskiego, kulturowe, jakieś leksykony, podręczniki do języka włoskiego, gramatyki języka angielskiego, historie Wielkiej Brytanii, historie literatury brytyjskiej i takie tam. 

Na samym dole stoją albumy ze zdjęciami, atlasy, encyklopedie i podręczniki do języka angielskiego, ale tylko od poziomu zaawansowanego wzwyż, bo resztę wyniosłam do pracy. A na samej górze, w pudłach i segregatorach, stoją czasopisma formatu A4: "Kawaii", "Mangazyn", "Nowa Fantastyka" i całe roczniki Locusa, które wzięłam na przechowanie, ale za każdym razem, gdy usiłuję je oddać, ludzie wzruszają ramionami.

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.