Epizod lekko hipisowski, czyli o dzwonach świętego Jana

by 30.3.13 2 komentarze
SPOILERY

Pojedziemy w 101 miejsc.

Święty Jan, czy on przypadkiem nie stracił głowy? Całej, nie tylko tylnej części, zamienionej na łyżeczkę? Ale sam pomysł z monastyrem taki sobie, Doktor malarzem, nie czuję tego.

Anywho (see what I did there?), mąż nadrabia piąty sezon "Doctora Who" (bardzo nie lubię, chyba mój najmniej ulubiony sezon) i zwraca uwagę na te momenty, kiedy Moffat się popisuje językowo, taki żarcik tu i ówdzie (np. "Something old, something new, something borrowed, something blue"), taka krotochwilka, ha ha ha, i muszę powiedzieć, że zwykle mi to przeszkadzało. Ale nie dziś.

Bo widzicie, dzisiaj mijają dokładnie trzy lata (mniej więcej, od Wielkanocy 2010 do Wielkanocy 2013), odkąd na Easterconie (w Londynie!), w gronie 700 fanów, zobaczyłam mój pierwszy epizod "Doctora Who". Było to "The Eleventh Hour", jeden z moich do tej pory ulubionych odcinków i kurczę, "The Bells of Saint John" też chyba do tego grona dołączą. Może przemawia przeze mnie nostalgia (trzy lata temu jeszcze nie byłam fanką! jak ja wtedy żyłam?), ale wydaje mi się, że po prostu był to dobry epizod.

Dziś podobało mi się wszystko, zwolnione tempo muzyki w openingu, sam opening z cudnym nawiązaniem do Pierwszego (i muszka, muszka w pudełku też była jego, prawda? może nawet marynarka), książka autorstwa Amelii Williams (i jakże to odpowiednie, że nowa towarzyszka inspiruje się opowieściami poprzedniej), turning a new leaf (a leaf, ha!). Nowy design TARDIS podobał mi się już wcześniej, zimny, oszczędny i to gallifreyańskie pismo! I Richard E. Grant się znowu pojawił, co wraz z dzisiejszą wiadomością, że na jubileuszowy odcinek wracają i David Tennant, i Billie Piper daje spore natężenie aktorów grających Doktora na metr sześcienny.

Trolling na A+: Amelia, upadki w liczbie mnogiej i Sherlock z Johnem z tle.
I oczywiście, że Jedenasty jest najlepszy. :D

Podoba mi się też pomysł z wykorzystaniem WiFi jako sieci łowiącej ludzi, portale społecznościowe lepsze niż szpiedzy z MI6 (czy ta kawiarnia to nie jest ten sam dach? mąż kupił mi dzisiaj "Skyfalla", mogę właściwie sprawdzić...), podobno i tak nie używamy sporej części naszych mózgów, więc właściwie dlaczego ich nie wynająć na potrzeby Great Intelligence. A historia postaci granej przez Celię Imrie - wow, końcówka jest jednocześnie bardzo subtelna i bardzo mocna (i bardzo przemyślana, co nie zawsze jest cechę tego trollowego scenarzysty). I nowy symbol stolicy UK, the Shard, kto nie pomyślał o Sauronie, kiedy się okazało, gdzie Spoonheads mają siedzibę (oko, które widzi wszystko, ale panie Moffat, kamery śledzące Clarę i Doktora to powinien pan oddać Mycroftowi!), ja na pewno! I subtelne nawiązanie do "Matrixa", może i Clara downloadowała sobie przypadkiem znajomość komputerów do mózgu, ale nadal nie umie pilotować helikoptera samolotu (ale czy zna karate? hm, to jest pytanie...)

A teraz wybaczcie, idę zobaczyć, co w Internetach myślą na temat tego cudownego odcinka. Zwłaszcza interesuje mnie, co tumblr myśli na temat tego, że w odcinku wspomniany jest Twitter.

(I oficjalnie ostrzegam: FANGIRL MODE ON! Zapuszczam włosy i przebieram się z Clarę.)

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.