Filmy w moim wieku

by 8.6.13 4 komentarze
Na "Subiektywnie o kinie" Ania zaproponowała fajną zabawę blogową: zaprezentowanie 5 filmów, które nakręcono w roku naszych urodzin; co prawda wymaga to przyznania się do wieku, ale właściwie nie jest to tajemnica.
Problematyczne za to okazało się wybranie tylko 5 filmów z roku 1981. W końcu postanowiłam wybrać te, które najbardziej lubię - czyli niekoniecznie najlepsze.

Poszukiwacze zaginionej arki (reż. Steven Spielberg)

Czasami trudno mi zdecydować, czy wolę "Poszukiwaczy zaginionej arki" czy "Ostatnią krucjatę" (zwykle jednak wolę "Poszukiwaczy", ale sami rozumiecie, Sean Connery). Oba filmy to jednak kanon kina przygodowego w najlepszym wydaniu, widz ani przez chwilę się nie nudzi. A scena, w której Indiana Jones strzela do przeciwnika wymachującego szablą jest już kultowa.

Shock Treatment (reż. Jim Sharman)

W 1975 roku Sharman nakręcił musical, który mimo finansowej klapy osiągnął status kultowego i jest do dziś wyświetlany w kinach, zazwyczaj przy pełnej widowni, która przebrana za bohaterów filmu odgrywa sceny i śpiewa na cały głos piosenki; mowa tu oczywiście o "Rocky Horror Picture Show". Ja sama w życiu codziennym posługuję się z cytatami ze ścieżki dialogowej (np. po każdym "dammit" dodając automatycznie "Janet"). Jego sequel, czyli właśnie "Shock Treatment", nie jest już tak wciągający jak jego poprzednik, trochę cierpi też z powodu zmiany niektórych aktorów; jest też znacznie bardziej psychodeliczny. Piosenki Richarda O'Briena jednak nadal wpadają w ucho.

Vabank (reż. Juliusz Machulski)

Mam ci ja sporą słabość do tzw. heist movies, "Żądło" czy "Ocean's Eleven" mogę oglądać w kółko, i tym bardziej doceniam fakt, że w Polsce, w głębokim komunizmie powstał film, który mógł się z nimi równać pod względem tempa, fabuły i dowcipu, że nie wspomnę o interesujących postaciach. Jak to jest, że kiedyś się dało, a teraz polska kinematografia rozrywkowa leży i kwiczy?

Kidô senshi Gandamu (reż. Ryoji Fujiwara, Yoshiyuki Tomino)
Fun fact: moje dwu- i pół letnie dziecko w roku 2013 ma kalosze z Gundamem. Robot nie jest co prawda podpisany jako Gundam, ale każdy, kto interesuje się choć trochę anime wie, jak klasyczny Gundam wygląda. Ten film dał podwaliny właściwie każdemu filmowi (nie tylko animowanegmu), w którym występują wielkie roboty i pozwolił na powstanie takich serii jak np. rewolucyjny NGE. Teraz już troszeczkę się zestarzał w warstwie wizualnej, ale nadal potrafi wciągnąć widza. 

Amerykański wilkołak w Londynie (reż. John Landis)

Ten film znalazł się na liście rzutem na taśmę (a raczej nawiązaniem w najnowszym odcinku "Teen Wolfa"), wyrzucając z niej "Outland" z Seanem Connerym (który bardzo polecam, western w kosmosie). Klasyka kina wilkołaczego, cóż tu więcej pisać.

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.