Teen Wolf 3x01 Tattoo

by 4.6.13 31 komentarze
Czyli Rusty oficjalnie rozpoczyna sezon na wilki. Młode wilki. Obława.

SPOILERY SPOILERY SPOILERY

Stilesowi się podobało, mnie trochę mniej.
Uważam, że nawet jeśli sezon jest trzecim z kolei, to jednak podstawowym zadaniem pierwszego odcinka jest przykuć widzów do ekranu i sprawić, że wrócą za tydzień przed ekrany telewizorów. A ja, choć wszystkich mieszkańców Beacon Hills kocham miłością gorącą jak wulkan, (o, wulkan, mógłby wybuchnąć w Beacon Hills) na skali od bleh do wow byłam w okolicach meh. Epizod skupiał się na przedstawieniu zmian w życiu Scotta McCalla, a głównym twistem było to, że wreszcie dowiedział się on o istnieniu alpaki, przepraszam, alpha packu - co może miałoby sens, gdyby widzowie nie wiedzieli o jego istnieniu od finału zeszłego sezonu.

Poza tym jak Scott będzie THE CHOSEN ONE, to ja wysiadam.

Chociaż epizod zdaje się jakby sugerować, że porzuca powoli system "główny bohater i sidekick plus reszta bohaterów" na rzecz "bohatera zbiorowego", starając się równoważyć czas antenowy pomiędzy Scottem, Stilesem, Allison i Lydią. To akurat fajny pomysł, widzowie mają swoich ulubieńców i chcą, by dostali oni ciekawe wątki. Mam tylko nadzieję, że Jeffowi Davisowi uda się jakoś tę fabułę sensownie poprowadzić.

Na pewno pogorszyły się w stosunku do poprzedniego sezonu efekty specjalne. Bliźnięta alpha ścigające motocykl wywołały u mnie poczucie głębokiego zażenowania, takoż ich połączenie się jedną całość (przy czym tu mój zdradziecki mózg podsunął mi wizję całego alpha packu łączącego się w jednego łysego, ślepego, nastoletniego wilkołaka z gołymi stopami, ugh) - poza tym przykro mi to stwierdzić, ale chłopcy nie potrafią grać i nawet striptiz synchroniczny nie polepszył jakości przeznaczonego im czasu na ekranie. Są jak bracia Mroczkowie fandomu teenwolfowego i odmawiam nazywania ich inaczej. W każdym bądź razie, w sezonie drugim fortuna szła na animowanie ogona kanimy, w tym chyba ktoś te pieniądze zdefraudował. Serio, tak sztucznego wybijania szyby motocyklem, albo salonu tatuażu w slumsach (Beacon Hills ma slumsy!) już dawno nie widziałam, chyba ostatnio w jakichś starych grach komputerowych.

Ponieważ moje życie kręci się wokół nawiązań popkulturowych, doceniłam mocno nieoczekiwany crossover z "Hannibalem" (jelonek!), próbę remake'u "Ptaków" Hitchcocka oraz dowcip z "American Werewolf in London". Ach, i "Białego kła", choć poczułam się nieco zaskoczona faktem, że Scott McCall potrafi czytać coś innego niż smsy od Allison, do tej pory mało co na to wskazywało. Jeśli tak dalej pójdzie, to nie będzie potrzebował Stilesa jako researchera - mam nadzieję, że Dylan O'Brien jednak zostanie w serialu, choćby dlatego, że jego sceny z Lindenem Ashbym podnoszą poziom aktorski serialu o jakieś 200%.

Drugim jasnym punktem na aktorskim firmamencie jest Tyler Hoechlin jako Derek Hale, ochotnicza policja obywatelska, pilnująca, by uczniowie chodzili do szkoły zamiast wdawać się w bijatyki w szpitalnych windach - ale miał chłopak wejście, jakby brał w tej dziedzinie korepetycje od wujka. I kto by pomyślał, że czerwony wzrok alphy widzi tatuaże, które zniknęły (Jeff  Davies, oczywiście). BTW, fanfikowy pomysł, by tatuaże na wilkołakach były robione za pomocą tuszu z dodatkiem tojadu był lepszy niż ten serialowy. W'ogle sam pomysł, by tatuaż Poseya wykorzystać jako element fabuły jest ryzykowny, gdy Ryan Murphy zaczął coś takiego robić, "Glee" zeszło na psy. I czemu Derek, zamiast ratować Isaaca, postanowił zrobić tatuaż Scottowi? Ja wiem, że jego priorytety są co najmniej dziwne, ale bez przesady.

Na szczęście końcówkę odcinka uratowała wielka nawalanka w męskiej szatni. Trzeba mieć jaja, by samemu próbować walczyć z alpaką, szkoda, że dziewczę nie zasłużyło nawet na imię.

Mam nadzieję, że drugi epizod będzie lepszy. Ten oceniam na 5/10.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.