Coś mi mówi, że jesteśmy w Kansas ("Man of Steel")

by 6.7.13 34 komentarze
Dziś będzie krótko, bo poszłam na "Man of Steel" stwierdziwszy, że muszę się własnoocznie przekonać, czy jest to taki zły film jak twierdzą internety. Właściwie nie jest - jest po prostu nudny. Dlatego pozwólcie, że po prostu wypunktuję swoje uwagi i na tym zamkniemy temat.

SPOILERS

źródło

1. Jeśli tłuściutki rudzielec w okularach pracujący w sklepie na amerykańskiej prowincji jest lepiej psychologicznie skonstruowaną postacią niż tytułowy bohater, to chyba coś jest nie tak. Właściwie nie do końca chwytam motywację Clarka Kenta i w rezultacie nie bardzo wiem, o co mu chodzi. Niby ma być pomostem między Kryptonitami a Ziemianami, ale nawet przez chwilę nie waha się przed zniszczeniem The Genesis Chamber. Niby kocha rodziców, ale pozwala Jonathanowi umrzeć. Niby wybiera ludzkość, ale walcząc nie dba o życie przechodniów. Ogólnie rzecz biorąc taki niedookreślony jest.

2. Chciałabym wiedzieć, jak długo jeszcze amerykańskiemu kinu przygodowo-katastroficznemu będzie się odbijało czkawką 9/11? Bo ja mam już trochę dosyć.

3. Dziwi mnie również, że Superman funkcjonuje właściwie w całkowitej izolacji od zwykłych ludzi. Jego jedyne relacje sprowadzają się do Lois Lane, która od pierwszych linijek dialogu jest przedstawiona jako ktoś wyjątkowy i do Kentów, którzy są trochę odludkami. Od całej reszty Clark się odcina/jest odcinany i takim pozostaje aż do końca filmu: jakby istniał poza problemami ludzi. Uważam, że jest to zdecydowany krok wstecz w stosunku do współczesnych standardów kina superbohaterskiego, które dosyć jednomyślnie zdaje się twierdzić, że najciekawszym problemem z supermocami jest to, jak wpływają na zwykłych ludzi czy społeczności. Nawet jeśli nie mamy mutacji ("X-Men", "Wolverine"), tylko zaburzenia psychiatryczne ("Batman", "Kick-Ass"). Rozpierducha w "Avengersach", mimo że tak samo długawa jak ta w "Man of Steel" była ciekawa przede wszystkim dlatego, że potem pokazano reakcje nowojorczyków - a tu tylko trójkę bohaterskich reporterów (patrz pkt. 2).

4. Gdzie są wady bohatera, co? Nie znoszę Jean Grey przede wszystkim dlatego, że jest to postać, która nie ma wad, a ma prawie nieograniczoną moc (kobiety w Marvelu niestety mają taką tendencję, kiedyś Storm, teraz Emma Frost - ona przynajmniej ma okropny charakter, łatwiej ją dzięki temu lubić, ostatnio Kitty Pride w "Astonishing X-Men" Whedona). Podobnie dlatego moją sympatię ma i zawsze będzie miał Logan. Superman jest jakby bohaterem z innej epoki pod tym względem i tego konfliktu czy porządnie napisanego rytuału przejścia strasznie mi w tym filmie brak.

5. Podobał mi się za to generał Zod, bo był konsekwentnie prowadzony jako genetycznie stworzony wojskowy i jego motywacje rozumiałam. No, rozumiałam mniej więcej do momentu w których zdecydował się terraformować Ziemię, bo przecież wychowywanie nowych Kryptonitów w warunkach ziemskich sprawiałoby, że wszyscy byliby bliscy bogom. Najwyraźniej z patriotyzmem się nie dyskutuje, zwłaszcza na amerykańskim terytorium, a tradycja jest najważniejszą wartością. Jest to o tyle ciekawe, że można by spróbować potraktować to jako metaforę sporu o np. GMO czy in vitro - ale scenarzyści się na to nie zdecydowali.

7. Ba, nie zdecydowali się również na głębszą analizę konfliktu pomiędzy purytańską predestynacją a wolnością obywatelską, czyli problemu filozoficznego, na którym opiera się amerykańskie społeczeństwo. Szkoda takich zmarnowanych szans na uczynienie filmu ciekawszym.

6. Technologia Kryptonu jest śliczna. Ludzie mieszkający na Kryptonie są głupi.

8. Czy jest jakiś szablon castingowy do naukowców w filmach superbohaterskich? Przysięgam, że pan naukowiec od pozycjonowania kryptońskiego USB wygląda zupełnie jak naukowiec z "Iron Mana" czy "Kapitana Ameryki". Niby inne universum, a jakby to samo.

9. Jak już o nieformalnych nawiązaniach piszę, to dialog o czarnej dziurze był żywcem prawie zerżnięty z "Star Treka" z 2009 roku. Na tyle połaskotał moją pamięć, że usłyszałam go wypowiadany z fałszywym rosyjskim akcentem Antona Yelchina.

10. A relacja pomiędzy Zodem a Supermanem, począwszy od wyświetlanego na ekranach "YOU ARE NOT ALONE" jako żywo przypominała mi tę pomiędzy Dziesiątym Doktorem a Masterem - tylko Zod nauczył się wygłuszać "sound of the drums". :D Superman w sumie aż do końca nie chciał go zabić, tylko generał nie pozostawił mu wyboru. Podobnie rada Kryptonu wygląda podobnie jak jej odpowiednik na Gallifrey. Jestem pewna, że gdzieś w UK Steven Moffat skręca się z zazdrości, że to nie on napisał fragment o "guardian angel, a ghost that never quite fit in".

11. Superman lata w bieliźnie.

12. Jeśli miałabym wskazać w filmie jedną rzecz, którą byłam bardzo zachwycona, byłaby to wzajemna relacja Supermana i armii Stanów Zjednoczonych, od momentu, w którym Superman rozerwał kajdanki aż do chwili, kiedy strącił im drona. I SHIP THEM. Mało rzeczy było tak rozmyślnie zabawnych jak to.


Man of Steel (2013)

Reżyseria: Zack Snyder
Scenariusz: David S. Goyer, Christopher Nolan
Gwiazdy: Henry Cavill, Russel Crowe, Amy Adams, Michael Shannon, Antje Traue

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.