Każdy ma takiego dżina, na jakiego zasłużył, czyli trylogia Bartimaeusa

by 11.8.13 34 komentarze
Zakładam ze sporą dozą pewności, że każdy ma jakiś ulubiony gatunek filmowy czy książkowy, prawda? Ja np. obejrzę większość filmów fantastycznych, zwłaszcza jak będzie to kino przygodowe, a z książek to chyba najlepiej znam się na literaturze dla młodzieży (z angielska zwanej YA - young adults i reprezentowanej zdecydowanie lepiej za granicami kraju naszego rodzimego - choć i u nas coś się dzieje). W tym zakresie jest kilku autorów, którzy mają u mnie spory kredyt zaufania i właściwie ich książki kupuję w ciemno: na pewno Diana Wynne Jones, oprócz tego Neil Gaiman (który jak dla mnie mógłby w'ogle nie pisać dla dorosłych) i Jonathan Stroud.

Moment, kto, pewnie zapytacie?

No właśnie. Problem ze znanymi nazwiskami autorów dla YA w Polsce polega na tym, że właściwie przez długi czas wszystko, co warto było czytać, wydawał Amber w cyklu Wrota Wyobraźni. Niestety Amber o pewne rzeczy, jak dobre okładki, wysoki poziom edytorski, wznawianie nakładów czy zwykła reklama nie dba, w związku z tym wydane pozycje są głównie dostępne w bibliotekach, a i wtedy warto wiedzieć, czego się konkretnie szuka. W ten sposób cały potencjalny rynek został na kilka lat w Polsce zaprzepaszczony. Żal zwłaszcza książek DWJ, które są naprawdę wyjątkowe i zawsze będę je polecać.

Ze Stroudem jest o tyle ciekawa historia, że nie pamiętam, jak na niego wpadłam: czy znalazłam go bibliotece, czy polecił mi go ktoś znajomy, czy impulsywnie kupiłam książkę (kto tak nie robi, niech pierwszy rzuci kamieniem), dość, że po pierwszym tomie wpadłam jak śliwka w kompot i od tej pory wszystkim usiłuję te książki polecać - niestety potencjalni czytelnicy się zapierają jak osły. Może powinnam wspominać, że mam dyplom uczelni wyższej w zakresie literaturoznawstwa brytyjskiego i wielokrotnie występowałam w konkursach literackich jak członek jury? No sama nie wiem... :D Dość powiedzieć, że tom pierwszy ("Amulet z Samarkandy") nie jest nawet najlepszy, ten tytuł musi przypaść trzeciemu ("Wrota Prolemeusza", zaraz zacznę płakać na samą myśl o tej książce), a mój book hangover trwa już dobre pięć lat (właśnie sprawdziłam, dokładnie pięć lat, wtedy też był sierpień).


Bartimaeus by ~RekhytAnkh on deviantART

Bo to po prostu znakomite książki są. Kiedyś spędziłam dobry tydzień dyskutując na livejournalu z prawie nieznajomym człowiekiem z USA, omawiając charakter i rozwój głównego bohatera. Nathaniel, czeladnik czarodzieja, to mały buc. Rodzice sprzedali go, jak tylko okazało się, że ma zdolności magiczne - dziecku gwarantowało to dobry start w życiu (Brytanią rządzą magowie-urzędnicy), a im kasę. W pierwszym tomie Nathaniel przyzywa dżina imieniem Bartimaeus, by ten zemścił się kimś, kto upokorzył małego głównego bohatera. Niestety nie wybrał sobie najlepszego niewolnika, bo dżin jest sarkastyczny, niechętny do współpracy i właściwie ciągle cierpi po utracie poprzedniego pana, który był cudowny i wspaniały i Nathaniel byłby niegodzien stóp mu całować, gdyby się kiedykolwiek spotkali. Sympatia czytelnika od razu jest ulokowana po stronie dżina: jest on fantastycznym narratorem, któremu zawdzięczamy większość prześmiesznym przypisów (a są one co najmniej tak epickie jak te w "Jonathanie Strange'u i panie Norrellu"), i choć z dżinem i jego panem przeżywamy spisek na ogromną skalę, to w tomie drugim ("Oko golema") nie znosimy Nathaniela jeszcze bardziej. Został on urzędnikiem w ministerstwie spraw wewnętrznych i między innymi zajmuje się sprawą ruchu oporu (czytelnik obserwuje bieg wydarzeń również za pomocą Kitty Jones, która prężnie w nim działa), bowiem nie wszystkim podoba się fakt, że to magowie rządzą światem; walka klas jak u Iana R. MacLeoda (no wiecie, "Wieki światła", cechy rządzą Brytanią, eter wstrzymuje postęp przemysłowy). A w tomie trzecim rewolucja nadchodzi, czytelnicy łkają, trup ściele się gęsto, a jeśli myśleliście, że "śmierć" Harry'ego Pottera była traumatyczna, to bardzo się mylicie (śmierć Snape'a jednakowoż, hm, to całkiem inna sprawa).

Czemu lubię kocham te książki? Bo oferują mi rozrywkę na poziomie kina przygodowego (szkoda, że nikt ich nie sfilmował), a jednocześnie poruszają temat walki klas, niewolnictwa i mają jeden z najlepszych character development, jaki kiedykolwiek napisano. Poza tym Bartimaeus jako narrator nie ma sobie równych.

Piszę zaś o tym, bo mam wrażenie, że cała trylogia Bartimaeusa przeszła trochę bez echa, zdecydowanie niesłusznie, a gdy ostatnio polecałam książki, to z pomocą innych udało mi się stworzyć mały fandom w Polsce - może tym razem też się uda, trzymam kciuki. :D

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.