Kim jest Dink Meeker?

by 2.11.13 47 komentarze
Ender ćwiczy do roli Jedenastego Doktora...
 SPOILERY


To nawet nie jest tak, że "Gra Endera" jest książką dla mnie na tyle ważną, że prawdopodobnie wydanie zbiorcze z "Mówcą umarłych" zabrałabym na bezludną wyspę i czytała w kółko i nigdy by mi się nie znudziła - fakt, że znam fabułę na wyrywki właściwie pomógł mi podczas seansu, bo przynajmniej wiedziałam, co się dzieje i dlaczego i nie wychodziłam razem z widzami, którzy tej wiedzy nie mieli (a wychodziło ich sporo), zniechęceni kolażem nieskładających się w ciągłą fabułę scen. To po prostu to, że twórcy ewidentnie książki nie pojęli, uznawszy, że chodzi w niej o wykorzystywanie dzieci w trakcie wojny (i tak dobrze, że cytat "‘In the moment when I truly understand my enemy, understand him well enough to defeat him, then in that very moment I also love him" pojawił się w filmie chociaż w formie początkowego motta, bo zdecydowanie w filmie nie pada) i bezwzględność pułkownika Graffa, dla którego liczy się tylko zwycięstwo - bo stresu związanego z pracą w filmie nie uświadczysz, Graff ani nie awansuje, ani nie tyje, za to ponieważ gra go Harrison Ford, ma prawie tyle samo czasu na wizji co Asa Butterfield w roli Endera.

No owszem, jestem koszmarnie rozczarowana. W porównaniu z "Grą Endera" "Prometeusz" wypada całkiem nieźle, przynajmniej ma dobrze zarysowane postaci. Pozwólcie więc, że moje zarzuty przedstawię w punktach, a potem wszyscy kolektywnie zapomnimy, że Gavin Hood powieść Orsona Scotta Carda sfilmował, dobrze?

Ambicją Endera było zostać światowej sławy dyrygentem.
1. Ender nie zabił żadnego człowieka. Serio, pobicie Stilsona nie skończyło się śmiercią małego buca, Bonzo Madrid co prawda jest w śpiączce, ale żyje; w efekcie scena nad jeziorem wygląda na tupanie nogą zbuntowanego nastolatka, który odmawia dostosowania się do reguł.

2. Zawsze bałam się Petera. Film mnie z tego wyleczył. Rozumiem powody, dla których wycięto wątek Locke'a i Demostenesa, ale scena z Peterem nie służyła zupełnie niczemu.

3. Całą armię Salamandry (kod zielony, ha ha) też można by wyciąć bez szkody dla fabuły. Co prawda utracono by wtedy również Bonzo Madrida, ale wybaczcie, scena walki pod prysznicami, gdzie "mały" Ender tak o dobre półtorej głowy góruje nad Hiszpanem i w dodatku bez powodu wspomina o jego ojcu, jest po prostu śmieszna.

4. Do teraz nie wiem, w jaki sposób dokładnie Ender był alienowany prze Graffa, bo już na promie zaprzyjaźnił się z Alaim, nigdy nie popadł w konflikt z Bernardem, Dink polubił go od pierwszego wejrzenia, a Petra to chyba poleciała z nim szukać nowego domu dla królowej zamiast Valentine. W'ogle dzieci w Szkole Bojowej są raczej szczęśliwe, choć nieco papierowe, a ich najgorszym problemem jest to, że nie dostają listów  domu. Dramatyzują głównie dorośli.

5. Osobnym problem jest Groszek, który bynajmniej nie stanowi zwierciadła dla Endera, tylko jest wiecznie uśmiechniętym, acz mikrym szeregowcem ze sznurkiem (SKĄD WZIĄŁ SZNUREK?). W dodatku przylatuje na tym samym promie, co Ender.

6. Jeśli jedna z pierwszych scen w Szkole Bojowej pokazuje pułkownika Graffa stojącego na tle wielkiego ekranu, na którym jak byk jest wyświetlane, że flota z Ziemi za 28 dni dotrze do układu planetarnego Formidów, to chyba coś jest nie tak z konstrukcją filmu.

7. Olbrzym w grze ma twarz i mówi głosem Mazera Rackhama. Major Anderson też nie wie, o co chodzi.

8. Mazer Rackham żyje tak długo, bo ma tatuaże na twarzy i jest mówcą umarłych (TRU STORY).

9. Zresztą co za różnica, drugiej inwazji przecież nie było.

Armie Szczura i Węża? To są takie w o'gle?
10. Zanim Ender zostaje awansowany do Szkoły Dowodzenia, toczy w sumie 4 bitwy (słownie: wiele). Trudno mu jednak stoczyć ich więcej, skoro w Szkole są najwyraźniej tylko trzy armie, w tym jedna stworzona specjalnie dla Endera.

11. Swoją drogą, całe życie myślałam, że Eros to jedna z największych asteroid w Układzie Słonecznym, ale okazuje się, że jest to planeta, z atmosferą mniej więcej zdatną do oddychania, mniej więcej w połowie drogi między homeworldem Robali a naszym...

12. Formidzi, rasa, w której robotnicy są właściwie bez znaczenia (na tym zasadzał się przecież problem z pierwszą inwazją, Robale nie pojmowały, że śmierć każdego człowieka to osobna tragedia), cierpią na przeludnienie... Nie rozumiem, dlaczego królowe w takim wypadku nie pozwoliły częściom rojów po prostu wymrzeć.

No, trochę mi lepiej. A teraz na trzy cztery wszyscy zapominamy o tym filmie.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.