Trudna sztuka montowania trailerów

by 10.11.13 33 komentarze
 SPOILERY DO THOR: THE DARK WORLD

Protoplaści Cybermenów
W filmie "Holiday" (2006), który sam w sobie jest ciekawy, bo usiłuje być komedią romantyczną, a nie bardzo mu to wychodzi, jedna z bohaterek (grana przez bardzo przeze mnie nielubianą, zupełnie bez powodu, Cameron Diaz) ma jedną z najfajniejszych prac na świecie: montuje trailery do filmów. Ich głównym zadaniem jest oczywiście zachęcić potencjalnych widzów do wycieczki do kina, nawet jeśli film jest taki sobie ("The Secret Life of Walter Mitty" na ten przykład miał świetny zwiastun...)

Mam ostatnio wrażenie, że powinno się do nagród Akademii dodać nową kategorię: za najlepszy zwiastun filmowy. I że wszystkie nominacje w tej kategorii powinny przypadać człowiekowi, który tworzy trailery dla Marvel Studios. Wydawało mi się, że nie da się przeskoczyć tego, co zrobiono przy "Iron Manie 3", gdzie zwiastun opowiadał zupełnie inną historię niż widzowie zobaczyli w filmie, ale najwyraźniej jestem człowiekiem małej wiary. Przy "Thorze 2" trailer pokazuje bowiem właściwie wszystko (Beryl jest nawet zdania, że pokazano zbyt dużo), ale od tyłu; przy czym kładzie nacisk na konflikt z Mrocznymi Elfami, który, choć ciekawy, nie jest tym, co faktycznie zostaje z filmu zapamiętane, mimo że jest jednym z najlepszych (o ile nie najlepszym, przykro mi, "Stargate") przełożeń mitologii na język science fiction, jakie zdarzyło mi się widzieć na dużym ekranie.

Dla mnie jednak najciekawsze było pokazanie, jak wszechwładza Odyna wpływa na jego rodzinę i jak bardzo Asgardczycy muszą zachowywać pozory wobec mieszkańców pozostałych ośmiu światów - i jak wpływa na nich świadomość bycia lepszymi od innych. Żal mnie ogarnia na myśl o tym, co mógłby ze scenariusza wyciągnąć Kenneth Branagh, reżyser części pierwszej, bo jedna scena, w trakcie której Odyn obraża Jane Foster zdecydowanie nie wyczerpuje tematu, a tylko zarysowuje problem. Jednocześnie wyraźnie widać, że gdyby nie Ziemianie, buta i pycha wszechojca mogłaby zgubić cały wszechświat, bo Mroczne Elfy przewyższają Asgardczyków technologicznie (broń palna, granaty oparte na antymaterii, że nie wspomnę o cloaking device ich statku - a warto pamiętać, że Asgardczycy mają jakieś 5000 lat przewagi nad Elfami) - dokładnie tak, jak mówi to nordycka mitologia. Można dyskutować o słuszności kreacji Malekitha jako "głównego złego" (szerzej o bezsensie takiego podziału za chwilę), ale dla mnie jego motywacja była zrozumiała, choć nieco prostacka: chciał przywrócić porządek rzeczy, jaki jego zdaniem powinien panować. Cieszyły mnie drobne rzeczy, np. fakt, że komora hibernacyjna otwierała się identycznie jak hełm Destroyera w pierwszej części czy asymetryczna budowa myśliwców, jak również fakt, że Elfy posługiwały się swoim własnym językiem.

Podobało mi się również subtelne (jak garnek) porównanie Asgardu do USA, jeśli chodzi o "politykę zagraniczną" obu mocarstw - któryś z producentów w Marvel Studios dosyć mocno nie zgadza się ze zbrojnymi  interwencjami na Dalekim Wschodzie, co najwyraźniej chyba widać w trylogii o Tony'm Starku (czyżby dlatego akcja filmu na Ziemi rozgrywa się głównie w Londynie? Nie żebym narzekała :D). Pierwsza bitwa, w rodzimym świecie Hoguna, to przecież prawie parodia: dzielni Asgardczycy przybywają, widzą, zwyciężają. Zdecydowanie poważniej na tym tle wypada Svartalfheim, świat zniszczony przez wojnę, pozbawiony wegetacji, gdy Bor uznał, że najlepszą ochroną dziewięciu światów jest całkowita anihilacja mieszkańców jednego z nich - w Asgardzie najwyraźniej nie uznają półśrodków, co czyni tym bardziej imponującym fakt, że Frigga przekonała męża do oszczędzenia Lokiemu życia. Trudno w tej sytuacji uznawać Malekitha za "głównego złego", skoro o wiele lepiej w tej roli odnajduje się Odyn, spadkobierca asgardzkiego światopoglądu.

Mam nadzieję, że Straczynski upomniał się o swoje tantiemy...
Największą wartością "Thor: The Dark World" jest bowiem to, że odchodzi od typowego dla filmów superbohaterskich podziału na tych dobrych/tych złych. Działania Odyna wyrządzają sporo krzywdy, podczas gdy działania Lokiego pomagają uratować świat. Najciekawszy jest jednak rozwój tytułowego bohatera: Thor zdradza ojca, egzekwując śmiały plan (Thor na plan, rozumiecie, i ten plan działa!), ale w sposób niezwykle subtelny i nienaruszający jego autorytetu; jest to diametralna zmiana w stosunku do jego postawy z części pierwszej (co zresztą przybrany brat wypomina mu w fenomenalny sposób), w której preferował rozwiązania siłowe. Życzyłabym sobie widzieć na ekranie więcej interakcji pomiędzy braćmi, bo widać, zwłaszcza podczas ich ostatniej rozmowy, że są na najlepszej drodze do pogodzenia się mimo sporych różnic światopoglądowych.

Co jeszcze? Mam rozpoznawanie Talulah Riley na bardzo wysokim poziomie. Benicio del Toro super wypadł i przekonał mnie troszeczkę do "Guardians of the Galaxy", a scena po napisach była bardzo zabawna.

EDIT: Aaa, przypomniałam sobie, o czym zapomniałam napisać, ale może to i lepiej, bo do notki tak mało to pasuje. Otóż Jimmy Kimmel zrobił w tym tygodniu parodię zwiastuna "Thora 2" jako komedii romantycznej adresowanej do kobiet:



Well, excuse me while I rant, bo akurat Kimmela lubię, ale tu pojechał po bandzie jak rzadko kiedy, zakładając z jakiegoś powodu, że kobiety chodzą do kina na przede wszystkim komedie romantyczne. Z mojego punktu widzenia większość filmów Marvela jest jednak kręcona dla kobiet, mam nawet na ten temat notkę, ale jakby ktoś potrzebował dodatkowych argumentów, to proszę, oto scena z "Thor: The Dark World":


Svartalfheim
Svartalfheim
Svartalfheim,
Svartalfheim,


Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.