Goście, którzy siusiają do kominka

by 13.1.14 31 komentarze
SPOILERY DO 3 SERII SHERLOCKA

Fanką słynnego detektywa Sherlocka Holmesa i jego wiernego przyjaciela doktora Johna Watsona zostałam dosyć późno, bo po filmie Guya Ritchiego (mam słabość do dobrego montażu w filmach, przykro mi), ale za to z przytupem. Pierwszy odcinek "Sherlocka" produkcji BBC obejrzałam w dzień premiery i natychmiast zaczęłam głosić wielkość współczesnej adaptacji, bo A) świetny montaż B) świetni aktorzy C) świetna muzyka D) nawiązania do kanonu (spędziłam studia filologiczne skupiając się na intertekstualności - i gender studies, ale o tym chwilowo sza!)

O nałogach też sza!

Drugiej serii wyczekiwałam jak kania dżdżu, że o trzeciej nie wspomnę. Jak chyba każdy, chciałam wiedzieć, jak Sherlock sfingował własne samobójstwo, poza tym nie mogłam doczekać się Mary Morstan. Pierwszy odcinek, "The Empty Hearse", oceniłam raczej pozytywnie, choć zauważając pewne niekorzystne (w mojej opinii) zmiany. Odcinek drugi, "The Sign of Three", niestety potwierdził moje obawy: sezon miał wspólny motyw (magnat prasowy Magnusson i tajemnica Mary), ale jednocześnie brak mu było tej żywości i energii dwóch pierwszych serii. Nie należy jednak chwalić dnia przed zachodem słońca i ze sformułowaniem oficjalnego stanowiska postanowiłam poczekać do seansu "His Last Vow".

Fuck you, I do what I want!
I dobrze zrobiłam. Odcinek jest na pewno najciekawszy z trzech, z fantastycznymi zwrotami akcji i erratycznie zachowującym się Sherlockiem. Czyli to, co tygrysy lubią najbardziej. A potem przyszła końcówka i wybaczcie, ale czy ktoś zechce mi jak krowie na miedzy, łopatologicznie wytłumaczyć, w którym dokładnie momencie przestałam oglądać serial o socjopatycznym geniuszu parającym się rozwiązywaniem zagadek kryminalnych oraz jego jedynym przyjacielu, który służy mu za moralny kompas ("A bit not good"), a zaczęłam oglądać taki, w którym Sherlock na oczach brata (pracującego dla MI6) oraz wyżej wspomnianego przyjaciela z mocnym kręgosłupem moralnym zabija z zimną krwią człowieka, który może co najwyżej zniszczyć im reputację medialną, publikując w swoich gazetach niepochlebne artykuły na ich temat? Co, jak przypominam, miało już miejsce w drugiej serii, przy czym Moriarty przynajmniej porządnie sfabrykował dowody? Czy następnym celem Sherlocka będą archiwa CIA? Bo tu już bez ataku bombowego się nie obejdzie.

Wybaczcie, ale do tej pory "Sherlock" BBC nie wymagał ode mnie aż tak wielkiego zawieszenia niewiary. Było dużo biegania, zagadki kryminalne, których wyjaśnienia nie zawsze trzymały się kupy, sporo przyjaźni, a nawet miłości, ale najgorszą rzeczą, która do tej pory główny bohater zrobił, było zapewnienie egzekucji męża pani Hudson i okłamanie przyjaciela. Który najwyraźniej jest tak wdzięczny za to, że Sherlock został cudem przywrócony na ojczyzny łono, że ma w nosie to, że genialny detektyw strzela do ludzi, którzy mu i jego bliskim zagrażają.

Co gorsza, konsekwencji morderstwa z zimną krwią nie ma. Proces się nie odbywa, Sherlock nie trafia do więzienia, tylko na banicję (ktoś tu tęskni za Australią?), a de facto zostaje szpiegiem (a może to tęsknota za zimną wojną?). Ale tylko na chwilę, bo natychmiast po starcie samolotu wyskakuje diabeł z pudełka i okazuje się, że nikt inny z kryzysem w państwie (ale nie duńskim, Duńczycy zgodnie z tradycją literacką na ziemi brytyjskiej długo nie są w stanie pociągnąć...) jak tylko Sherlock sobie nie poradzi. Więc ta da, młodszy z braci Holmes wraca, status quo zostaje zachowane.

Ja też nie, John, ja też nie.
I ktoś w w BBC pozwolił na nakręcenie tego i wyemitowanie w telewizji.

A drodzy fani, którzy oburzają się o seksizm czy brak reprezentacji rasowej siedzą cicho.(EDIT: Z wyjątkiem Hello, Tailor.

Wiecie co, mam ochotę "wypisać" się z tego fandomu.

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.