Wychowanie w wartościach: rzecz o czytaniu mądrych książek

by 30.1.14 17 komentarze
Odezwał się do mnie ostatnio znajomy, świeżo upieczony ojciec, z pytaniem, jak wychować małego geeka, bo z anegdotek umieszczanych w postach i na FB wywnioskował, że to właśnie robimy z potomkiem (przy okazji, wydawało mi się, że mało o dziecku piszę, ale wygląda na to, że się myliłam, oh well). To nie do końca prawda. W pewnym sensie owszem, dziecko jest na najlepszej drodze do pójścia w ślady rodziców, ale nie jest to jakiś świadomy proces. Jeśli na ścianach wiszą plakaty z "Star Wars", mama kupując plecaczek do przedszkola wybiera taki z dalekiem czy w święta rodzice oglądają w kółko "Pacific Rim", to naturalnym jest, że dziecko pewne rzeczy załapie. A jak jeszcze jedna ciocia pokazuje mu krasnoludy w książce i uczy ich imion, a inna co raz przywozi nowe filmy Disneya na DVD (pozdrawiamy ciocię Balin :D), to biedne, bombardowane ze wszystkich stron dziecię po prostu nie ma szans nie zostać geekiem. I tak dobrze, że sam sobie wykształcił bycie fanem pixarowych "Aut". :D

O wiele trudniejsze wydaje mi się wychowanie dziecka w pewnych wartościach, zwłaszcza, gdy nie występują one w jego codziennych życiu. Stosunkowo łatwo jest nauczyć sprzątania po sobie (zwłaszcza, jak się daje samemu dobry przykład, khem, khem), odpowiedzialności za inną istotę czy wrażliwości emocjonalnej na krzywdę. Nie ma jednak w naszym gronie znajomych dzieci adoptowanych czy takich z dwoma mamami; wtedy z pomocą przychodzą książki. Więc dzisiaj, dosyć nietypowo jak na tego bloga, kilka propozycji na ważkie tematy do czytania przed snem, które sami posiadamy.


1. "Elmer" (cztery tomy), David McKee


Właściwie powinnam sprawdzić, czy nie wyszło ich więcej po polsku (EDIT: wyszło! bo widzicie, ja te książki kupowałam, zanim w o'gle w ciążę zaszłam, nie pytajcie), bo Elmer, patchworkowy słoń, w bardzo prosty sposób uczy tolerancji, przyjaźni oraz akceptacji odmienności. Potomek bardzo lubi przygody Elmera, bo są o zwierzątkach w dżungli (kolejny jego konik, nie mam pojęcia, skąd się wziął, ciocia Balin dopiero dwa tygodnie temu przyniosła "Króla lwa"...) i mają kolorowe ilustracje, o które można rodziców wypytywać oraz popisywać się znajomością nazw coraz to nowych gatunków fauny. Książeczki są porządnie wydane w twardych oprawach i nie kosztują majątku, naprawdę polecam na sam początek.


2. "Zdumiewające opowieści pandy" Jon J Muth

No to łatwe tematy mamy z głowy, zabieramy się za trudne. Chciałabym, żeby wydawnictwo Sonia Draga trochę bardziej przykładało się do redakcji tekstów, bo co do ich wyboru nie mam żadnych zastrzeżeń. Trudno znaleźć na naszym rynku książki, które pokazują wartości duchowe alternatywne do chrześcijańskich, ale ta książka wychodzi na przeciw takim problemom. Poza tym jest prześlicznie ilustrowana akwarelami i tuszem (OK, wyszło szydło z worka, przed posiadaniem potomka kupowałam dla siebie książki dla dzieci z uwagi na ładne ilustracje, ale hej, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło?). Narracja jest nieśpieszna, dokładnie taka, jak moim zdaniem powinien wyglądać buddyzm. Jedynym minusem jest to, że na dyskusję nad treścią potomek jest jeszcze trochę za mały.


3. "Gdzie jest moja siostra" Sven Nordqvist


Książka polecona mi kilka lat temu przez Anię Brzezińską. Spora formatowo (żeby było widać wszystkie szczegóły przepięknych ilustracji - to jest główna zaleta tej pozycji). Oprócz kształtowania w dziecku pewnej wrażliwości wizualnej (a nawet artystycznej) wspiera żywą wyobraźnię: bo któż to widział latać balonem, w którym czasza jest gruszką? Dla mnie jednak jest w tej chwili ważna z innego powodu: pokazuje różnice pomiędzy rodzeństwem. A potem jedną mądrą sceną wprowadza podobieństwa. Mam wrażenie, że swoją pełną wartość ukaże dopiero za kilka lat, gdy będziemy ją czytać dwóm smykom na raz. (Ale polecam, polecam, nad ilustracjami można spędzić godziny, a za każdym razem człowiek znajduje jakiś inny szczegół, którego wcześniej nie zauważył.)


4. "Jeż" Katarzyna Kotowska


Fun fact: tę książkę kupiłam podczas pierwszej edycji katowickich Targów Książki, po tym, jak rozpłakałam się czytając ją na stoisku Media Rodzina. Bo Polacy też potrafią pisać mądre opowieści (i samodzielnie je ilustrować). Ta akurat opowiada o synku, który urodził się innym rodzicom i trzeba go było znaleźć i przywieźć do domu. W symboliczny sposób pani Kotowska opisuje to, jak trudna jest adopcja dla dziecka (i rodziców) z psychologicznego punktu widzenia i jak wiele czasu i cierpliwości potrzeba, by stać się rodziną. Dla potomka nie jest to tak wzruszający tekst jak dla mnie, ale zasiewa ziarno: nie wszystkie rodziny są takie jak nasza (a jak dołączy się do tego oglądanie "Lilo i Stitcha" - pozdrawiamy ciocię Balin, tyle łez, co przy oglądaniu tego filmu, to już dawno nie wylałam...), to mamy prawie pełen przegląd nietypowych rodzin...)


5. "Z Tango jest nas troje" Justin Richardson, Peter Parnell, ilust. Henry Cole


Prawie pełen przegląd, bo na koniec zostawiłam najbardziej "kontrowersyjną" pozycję o dwóch pingwinach płci męskiej, które wychowały razem od jajka młodą pingwinicę w nowojorskim zoo. Potomek uwielbia pingwiny (ma to po mamie), więc jest to chyba najchętniej czytana przez niego książeczka. Piszę: czytana przez niego, bo jej treść i ilustracje są banalnie proste i po kilku wieczorach przestawiliśmy się na format: mama przewraca kartki, a potomek opowiada treść (oprócz strony, gdzie Tango wykluwa się z jajka, wtedy opowiada mama, a dziecię się śmieje szaleńczo). Ważna pozycja, bo dziecko w wieku lat trzech nie znajduje dziwnym tego, że dwa samce mają dziecko i mam nadzieję, że dzięki tej książce już tak zostanie.

Oprócz tego czytamy też "tradycyjne" książki: Brzechwę, Tuwima, całą serię "Poczytaj mi, mamo" (choć głównie z sentymentu, bo przecież my się na tych tytułach wychowaliśmy) czy ostatnio "Kubusia Puchatka" (o którym jeszcze wspomnę bardziej szczegółowo przy okazji jednej z kolejnych notek na blogu, taki teaser :D), ale stosujemy zasadę, że książki do czytania przed snem wybiera potomek - a gwarantuję wam, że ma ich mnóstwo, więc jeśli wybiera akurat te pozycje, to znaczy, że naprawdę lubi do nich wracać. W sumie dziwnym nie jest, to nie tylko wartościowe, ale przede wszystkim dobrze napisane książki, które mogę polecić z czystym sumieniem wszystkim rodzicom przedszkolaków.

(Tak sobie myślę, może zmienię profil bloga na parentingowy*?)


* Gdybym miała wybrać jedno słowo, którego najbardziej nie będę znosić w roku 2014 w polskiej blogosferze, to padnie na "parentingowy". Bo w tym konkretnym przypadku zupełnie nie rozumiem, dlaczego mam używać angielskiego zapożyczenia zamiast polskiego słowa "rodzicielstwo".


Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.