Czasami po prostu nie sposób człowieka polubić, czyli o P.L. Travers i mojej do niej niechęci

by 27.4.14 15 komentarze
Internetowe znajomości popłacają, co wiem nie od dziś, i strasznie jestem wdzięczna Klaudii za pożyczenie mi biografii P.L. Travers. Zastanawiałam się nad zakupem tej książki, od kiedy usłyszałam o niej w radiowej Trójce, ale u mnie biografie potrafią latami leżeć na półce (w tej chwili Eugeniusz Bodo, Simon Pegg i Katherine Hepburn, i jeszcze Miranda Hart). Jest na to metoda, pożyczone (czy to z biblioteki, czy od znajomych) książki czytam zdecydowanie szybciej. 

Drugi problem z tą pozycją jest taki, że ja Pameli Lyndon Travers chronicznie nie znoszę. Nie mam nic do jej twórczości (czyli głównie serii o Mary Poppins, guwernantce ekstraordynaryjnej), choć nigdy nie byłam wielką fanką, dwa czy trzy tomy plączą się wśród księgozbioru. Co innego film Disneya, ten bardzo lubię, bo uwielbiam Julie Andrews - poza tym to jednak jest już klasyk.

Po lekturze nasunęło mi się kilka uwag i pozwolę sobie je tutaj opublikować, choć jak znam życie (doświadczenie z biografią Tove Jansson dosyć wyraźnie to pokazało), przeczyta to maksymalnie pięć osób, z czego trzy przypadkiem, szukając informacji do prezentacji maturalnych (wpisujcie miasta). :D

1. Jest to zdecydowanie lepsza biografia niż ta bardzo akademicka w tonie Tove Jansson pióra Boel Westin (szwedzkiej profesorki, specjalizującej się w literaturze dla dzieci), czyta się ją zdecydowanie płynniej, ale czasami styl Valerie Lawson jest tak egzaltowany, że przyprawia o ból zębów.

Pamela - aktorka
2. Boel Westin pisała swoją biografię z szacunkiem, a więc bez polotu. W jej interpretacji Tove Jansson jest ideałem, o wieloletnim konflikcie światopoglądowym z ojcem ledwo wspomina, koncentrując się na relacjach z matką, stara się też nie koncentrować się zbyt mocno na depresji spowodowanej latami wojny, z której przecież wzięły się Muminki.

3. Co ciekawe, obie panie, Westin i Lawson, miały właściwie nieograniczony dostęp do wszystkich dokumentów pozostawionych przez podmioty ich książek (Tove pozostawiła je w atelier w pieczy Tulikki, Travers swoje archiwum sprzedała uniwersytetowi w Sydney).

4. Zaczęłam czytać biografię P.L. Travers, szczerze jej nie znosząc i lektura mojego stosunku do niej nie zmieniła. Czasami lepiej nie poznawać pisarzy ulubionych książek, zwłaszcza dla dzieci (choć nie tylko - na ciebie patrzę, Orsonie S. Cardzie!), mimo, iż wtedy nasze zrozumienie ich treści jest nieco uboższe.

5. Zarówno Jansson, jak i Travers pisały książki nie dla dzieci (choć przez najmłodszych czytane), głównie o rodzinie i mocno wypływające z ich życiowych doświadczeń. Obie też kierowały się silnym etosem pracy. Ale tam, gdzie Tove starała się być uczciwa i lojalna (np. nie zmieniając wydawcy mimo zdecydowanie korzystniejszych warunków finansowych), tam Pamela ciągle szukała nowych źródeł dochodu. Seans "Ratując pana Banksa" ciągle jeszcze przede mną, ale umowa z Disneyem, jakkolwiek oceniać jej ostateczny rezultat, była żyłą złota.

Travers i Disney
7. Travers kłamała na temat wszystkiego: swojego nazwiska, daty urodzenia, dzieciństwa i samej Mary Poppins. Była notoryczną oszustką, przez całe życie niepewną swej wartości i ciągle przywdziewającą coraz to nowe maski - najokrutniejszą z nich przedstawiła swojemu adoptowanemu synowi Camillusowi (wybranemu na podstawie horoskopu jednemu z dwóch braci bliźniaków), odbierając mu biologiczną rodzinę i w zamian oferując swoją wersję Mary Poppins.

8. Miłośnicy jej twórczości często wskazują na to, że poprzez kilka lesbijskich związków Travers może być oceniana jako osoba postępowa, ale to nieprawda. Jej największą (nieodwzajemnioną) miłością był mężczyzna, tylko mężczyźni bywali jej kolejnymi przewodnikami duchowymi. Konserwatyzm poglądów widoczny jest w książkach o Mary Poppins, gdzie pan Banks jest postacią ważniejszą i silniejszą niż pani Banks (co jest odzwierciedleniem relacji Travers z własnymi rodzicami).

9. Travers w swoich książkach przedstawiła wyidealizowaną epokę edwardiańską. W tym czasie powstało wiele arcydzieł literatury dla dzieci:

"Epoka wiktoriańska wyidealizowała dzieciństwo i wpadła na pomysł książek dla dzieci, ale dopiero w epoce edwardiańskiej nastąpił kult dzieciństwa. Mieli "bzika na punkcie dziecięcych poszukiwań", napisała Jackie Wullschalger, która analizowała utwory Carrolla, Barriego, A.A.Milne'a, Kennetha Grahame'a i Edwarda Leara.

Ale warto pamiętać, że był to również czas, gdy w Londynie żyli i pisali T.S. Eliot, Virginia Woolf, D.H. Lawrence i inni. Travers funkcjonowała w niszy jakby obok tej awangardy pisarskiej, ignorując właściwie jej istnienie. Czerpała garściami z motywów baśni i mitów, ale w sposób szanujący ich tradycyjne morały. Postmodernizm w postaci Bettelheima (a potem Angeli Carter) miał dopiero nadejść.

10. Nadal nie lubię P.L. Travers, ale teraz wiem o niej trochę więcej. Pod wpływem tej lektury do mojego przyłóżkowego stosiku (ciągle rosnącego) dołączyły "Charlotte's Web" i "Howards End". Nie dołączyły natomiast książki o Mary Poppins, co pewnie jest znamienne.

Travers - matrona
11. Valerie Lawson, Nowozelandka, pisze bardzo obiektywnie, prezentując wyważone fakty, np. w kwestii oceny filmu Walta Disneya przez Travers, tylko raz pozwalając sobie na złośliwość. Na prośbę przedstawiciela amerykańskiego rządu Travers spędza lato w rezerwacie Indian Nawaho i zachwyca się spokojem, jaki budzi w niej pustynny krajobraz Nowego Meksyku. Larson w nawiasie zauważa, że to samo uczucie mogłoby ją nawiedzić w okolicach Ayers Rock w jej rodzimej Australii. tej samej Australii, której tak się wstydziła, że jako miejsce urodzenia na formularzach wpisywała "Wspólnotę Brytyjską".

12. Zachwyt Irlandią wpoił jej, trochę nieświadomie, rodzony ojciec, Travers Goff, od którego przejęła nie tylko miłość do Szmaragdowej Wyspy, ale też i zdolność konfabulacji.

13. Po lekturze biografii wzrosła też niepomiernie moja wiedza na temat guru - szarlatanów. Dziś nazwalibyśmy ich przywódcami sekt. Przez jednego z nich zmarła pisarka Katharine Mansfield. Wydaje się, że P.L. Travers wraz z gronem przyjaciół bliższych i dalszych przenosiła się od jednego charyzmatycznego mężczyzny żerującego na bogatych, lecz zagubionych życiowo ludziach, wciskając im kit, do kolejnego, gdy poprzedni przenosił się do zaświatów. Arthur Conan Doyle ze swoim zainteresowaniem mistyką jest przy tym całkiem nieszkodliwy...

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.