Tak się kręci finały sezonu, czyli refleksja na temat "Teen Wolfa"

by 3.4.14 13 komentarze
Proszę państwa, proszę państwa, szkoda, że wszyscy państwo widzieli to przede mną i nie mogliśmy się na bieżąco dzielić emocjami! A były one wysokie jak fala tsunami w filmie katastroficznym! Co zresztą w odniesieniu do "Divine Move" nie jest zbyt dalekie od prawdy, bo trup ściele się gęsto, krew spływa strumieniami, bohaterowie padają jak nomen omen muchy. A Danny wie. (Mam taką teorię, że wszyscy w Beacon Hills wiedzą, co się dzieje, oprócz głównych bohaterów.)

A najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że MTV to nie BBC i na kolejny sezon (niestety tylko 12 odcinków, ale chyba w tym formacie Jeff Davis jednak czuje się lepiej - nie wspominamy o 3A, NIGDY) wystarczy poczekać do wakacji, bo ma premierę zaplanowaną na 23 czerwca (niestety bez czwórki aktorów, ale za to z nowymi postaciami).

SPOILERS



Ale może po kolei, hm?

Stupid show about teenage werewolves, my ass
Finał sezonu

Osoba, która dobierała muzykę do "Divine Move" powinna dostać jakąś podwyżkę albo list gratulacyjny. Dawno nie słyszałam tak świetnie podkreślających nastrój scen piosenek, jak te w scenach, gdy Chris i Isaac opłakują Allison czy gdy umiera  Aiden (jak się umiera, to się zasługuje na użycie imienia, shut up, zwłaszcza, jak brat tak strasznie płacze). Oczy mi się nie raz i nie dwa spociły i nawet nie bardzo mogę to zwalić na hormony szalejące w moim organizmie. Tak właśnie się powinno kręcić końcówki sezonów. W dodatku każdy z bohaterów miał coś do roboty (najmniej chyba Lydia), nawet adoptowany przez szeryfa Parrish.

Do tej pory sądziłam, że kanima urządziła w Beacon Hills wielką masakrę, ale nogistune najwyraźniej nie chciało się zadowolić drugą pozycją na liście i doprowadziło diaboliczną intrygę do końca. Szkoda tylko, że tak źle wybrało sobie Stilesa na nosiciela, bo chyba nie doceniło jego inteligencji i błyskotliwości (ja doceniam). Miło jednak, że nawet plączący się trochę w tle (choć pamiętamy scenę z rozdawaniem cukierków dzieciom w Halloween) Derek mógł się wykazać inspirującą mową a'la Idris Elba, a szeryf zacytował (mniej więcej) klasykę kina akcji w miejscu pracy.

Cudowne było też zakończenie, które wprowadza nowego/recyclingowanego villaina do sezonu czwartego. W sumie mogłam się domyślić, że skoro Allison nie żyje, to ktoś z Argentów wróci, ale akurat nie stawiałam na Kate, tylko raczej na Gerarda albo wspomnianego tylko w "Motel California" Alexandra Argenta. Z drugiej strony Jill regularnie pojawia się jako gospodyni omówień, więc pewnie jest bliższa serialowi niż Michael Hogan; poza tym daje też szansę na więcej czasu antenowego dla Tylera Hoechlina, co zawsze jest pożądane.

Bohaterowie

Jestem zadowolona z poprowadzenia wątków bohaterów (nawet Mroczków na koniec było mi żal). Najbardziej chyba podobali mi się Argentowie (plus Isaac) i to, jak smierć Allison zmieniła sytuację. Trochę szkoda, że Daniel Sharman też zdecydował się opuścić serial, jednak możnaby fajnie rozegrać pełną napięć sytuację pomiędzy nim a Scottem, ale dopóki papa Argent będzie wymiatał na ekranie, ja jestem zadowolona. Podoba mi się też pączkująca przyjaźń pomiędzy Chrisem a Derekiem, co na pewno zostanie wykorzystane przy powrocie Kate.

Mój ulubiony moment finału
Nowe postaci też dają radę. Tęsknię trochę za tą Kirą z początku sezonu, ta badassowa, chodząca z kataną trochę za bardzo zaczyna przypominać Allison. Mam nadzieję na więcej jej interakcji z rodzicami, zwłaszcza ojcem, którego bardzo polubiłam i mam ochotę oglądać więcej.

Zagadką (nadal) jest dla mnie Malia, osobiście poprowadziłam bym tę postać jako nieodrodną córkę Petera (czyli dbającą głównie o własne interesy, dwulicową i knującą), a mam wrażenie, że jest troszkę takim must-be love interestem dla Stilesa. Pomijając już kwestię tego, że moim OTP jest Sterek, nadal trudno mi uwierzyć w scenę seksu w piwnicy szpitala psychiatrycznego (to był chyba najsłabszy moment tego sezonu, a "Echo House", mimo potencjału, najsłabszym odcinkiem sezonu 3B). (Że nie wspomnę o mitologii indiańskiej, gdzie kojot jest tricksterem). Aktorka jest prześliczna, ale przydałoby się zbudować jej postać porządnie.

Dylan O'Brien
  
Pozwolę sobie na dosyć radykalny pogląd, że gdyby nie Dylan O'Brien w podwójnej roli Stilesa i nogistune, ten sezon nie byłby taki znakomity. Chłopak (facet właściwie) pokazuje rewelacyjny talent aktorski, zdecydowanie ponad jego wiek i mam nadzieję, że nie zdecyduje się odejść po czwartym sezonie na duży ekran. Nie zrozumcie mnie źle, uważam, że sobie na to zasłużył, że czeka go ogromna kariera, pełna Oscarów (lub losu Leonarda diCaprio) i innych nagród, ale chciałabym, żeby grał w moim ulubionym serialu, dopóki go nie zdejmą z anteny, nawet jak cały czas będzie nosił koszulkę. Genialny był też pomysł, by sidekicka "głównego" bohatera (teraz to już ensemble cast) zmienić w "tego złego". Zresztą, co ja tu będę się rozpisywać, ta podsekcja mogła mieć tylko tytuł i serduszko poniżej, a i tak wszyscy myślelibyśmy to samo...

Tło

Warto również wspomnieć o tle mitologiczno-kulturowym wybranym do tego sezonu. Kitsune, nogitsune, gra w go zdecydowanie bardziej podeszło mi niż druidzi i alpha packi z 3A, głównie dlatego, że jest to temat, który mnie kiedyś fascynował. Szczególne uznanie należy się osobie, która zaprojektowała wygląd oni i nogitsune, które dosyć tanim kosztem zostały sfabrykowane, a efekt dały przerażający (zombie wygląd i zielone oczy Kate niestety pokazują spadek formy). Zniosłam nawet plan zdjęciowy z "Kill Billa" w finale sezonu.

Derek znowu cierpi
Widać również, że Davis nie unika trudnych tematów: nie przypominam sobie, by kiedykolwiek w popularnym sitcomie wspomniano o obozach dla Amerykanów japońskiego pochodzenia w trakcie drugiej wojny światowej. Jest to raczej kwestia, wobec której USA nabiera wody w usta, a która dotknęła setek tysięcy ludzi wysiedlonych z własnych domów. A tu proszę, serial MTV, który dosyć realistycznie przedstawił sytuację internowanych (to znaczy pomijając kitsune, nogistune i starszą panią wilkołak).

A to wszystko znowu wina Petera

 (Bo nie zatłukł porządnie Kate. Srsly, ten facet jest samodzielnie odpowiedzialny za pojawienie się w Beacon Hills takich nadnaturalnych istot jak Scotta, Lydii, Malii i teraz ponownie Kate).

Nie wiem jak wy, ale ja czekam na kolejny sezon z dużym optymizmem. Po słabym sezonie 3A Davis odzyskał moje zaufanie jako scenarzysta. Mam nadzieję, że oprócz Kate (która jako zombie-wilkołak chyba nie zdoła więcej namieszać niż nogistune) dostaniemy ciekawe linie fabularne dla postaci (Lydia aż się prosi o bycie kimś więcej niż tylko wykrywaczem zarobku dla zakładów pogrzebowych, a skoro wraca lacrosse, to może jakąś większą rolę dla Danny'ego dałoby się wyskrobać, hm?). Na szczęście wystarczy poczekać tylko trzy miesiące.

P.S. Będzie mnie teraz na blogu trochę mniej, ale chętnie poczytam sobie spekulacje fanów na temat tego, co już się wydarzyło i co się jeszcze wydarzy. Point me in the right direction?

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.