Co czytałam na wakacjach

by 27.8.14 29 komentarze
Od powrotu z wakacji odgrażam się, że napiszę parę słów o książkach, które w ciągu tygodnia zdołałam przeczytać i ciągle coś mi wypada. Ale dzisiaj już nie będzie wymówek, zabieram się do stukania w klawiaturę. Tylko sobie motywującą muzykę puszczę:



Wybór wakacyjnych lektur był w gruncie rzeczy prosty: musiały to być ebooki i YA. Nie chciałam czytać nic ambitnego ani zabierać ze sobą cokolwiek oprócz czytnika. W efekcie przeczytałam tylko trzy książki, co może nie jest zbyt imponującym rezultatem, oh well.

Na pierwszy ogień poszły dwie (z trzech opublikowanych) książek o Harriet Manners autorstwa Holly Smale: "Geek Girl" i "Model Misfit". Są one kierowane zdecydowanie do młodszych dziewczyn (12-16 lat może) i z lekką nutą autobiograficzną opowiadają historię Harriet, kujonki z małego miasteczka w Anglii, która pewnego dnia zostaje "odkryta" przez agencję modelek i rozpoczyna międzynarodową karierę. Mimo, że tego tak naprawdę nie chce. Owszem, sporo w tym udziału ma przystojny, szesnastoletni, australijski model imieniem Nick. Nie jest to ambitna lektura, ale Smale wie, o czym pisze (sama była modelką); poza tym są to najśmieszniejsze książki, jakie czytałam od czasu przygód Georgii Nicholson (jak nie znacie Georgii Nicholson, to idźcie nadrobić, przynajmniej film). Mam mnóstwo podkreślonych fragmentów tekstu, gdzie po prostu wybuchałam śmiechem. Sama Harriet ma co prawda wdzięk pijanego żyrafiątka i powoduje sporo dziwnych sytuacji wokół siebie, ale tak naprawdę siła tych książek zasadza się na postaciach drugoplanowych: rodzicach Harriet czy jej agencie Wilburze. Ba, nawet stalker Harriet jest zabawny!

(Żeby nie było, książki mają też sporo ciekawych obserwacji, np. bardzo ładnie wyjaśniają, po co super zorganizowanym ludziom potrzebne są listy rzeczy do zrobienia.)

W każdym bądź razie debiut panny Smale wypada świetnie, a druga część (z akcją umieszczoną w Japonii) jest nawet lepsza niż pierwsza. Trzecią też kiedyś kupię i przeczytam, ale nie śpieszy mi się do tego, bo mimo wszystko nie jestem targetem tych książek. To taki miły poprawiacz humoru.

***

Przeczytawszy obie posiadane części, postanowiłam iść za ciosem i pozostać w temacie geeków. W efekcie sięgnęłam po "Fangirl" amerykańskiej autorki YA (a może nawet NA) Rainbow Rowell - głównie z uwagi na tytuł. Główna bohaterka, Cath, właśnie zaczyna naukę w college'u i powiedzmy szczerze, że nie bardzo jej się to uśmiecha, bo najchętniej siedziałaby we własnej sypialni i pisała slashowe fanfiki o Simonie Snowie i Basilu Tyrannusie Pitchu. W tym momencie ja byłam kupiona. To jest świat, który znam od podszewki i miło o nim poczytać. Rowell odrobiła pracę domową i środowisko fanów Harry'ego Pottera (nawiązań oczywiście jest więcej, ale to jest podstawowa inspiracja) przedstawiła bardzo prawdziwie. Cath pisze bardzo popularne fanfiki, ma sporą bazę fanów i chce być pisarką. Jest też totalnie aspołeczna, w przeciwieństwie do swojej siostry-bliźniaczki, Wren, która uniwerek traktuje jako nieustanną okazję do imprez.

Oczywiście Rowell nie byłaby Amerykanką, gdyby nie dodała problemów z rodziną (maniakalny ojciec, porzucenie dzieci, alkoholizm) i nie gloryfikowała college'u jako coming-of-age experience (podobnie jak Pamela Dean w bardzo słabym retellingu "Tam Lina"). Jest też oczywiście dyskusja nad fanfikami jako plagiatem z idealną profesorką, która jest najsłabszym elementem całej powieści (dyskusja, nie profesorka, do niej nic nie mam), bo Rowell unika w tej kwestii zdecydowanych sądów.

Moim zdaniem jest to dobra powieść i pewnie do niej wrócę, choć raczej nie z uwagi na historię emancypacji Cath, a z uwagi na rewelacyjnie uchwycony fenomen fanfikowego fandomu. Ciekawa jednak jestem, czy książka obroniłaby się w oczach czytelnika, który nie ma takich doświadczeń, więc jeśli nie czytacie fanfików, a przeczytacie "Fangirl", dajcie mi proszę znać, co o książce sądzicie.

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.