Królewna Śnieżka na Dzikim Zachodzie

by 18.9.14 13 komentarze
Ogłosiłam wyzwanie czytelnicze i zadowolonam, bo odzew jest spory, a recenzje jak na razie fantastyczne. Czas, bym i ja coś skrobnęła. Przyznaję uczciwie, że temat miałam wybrany jeszcze przed ogłoszeniem wyzwania - bo, specjalnie pod niego stworzyłam wyzwanie. W pewnym sensie jest zachowawczy: to tekst literacki, trochę dłuższy od opowiadania, trochę krótszy od powieści, napisany przez autorkę, którą lubię jako osobę, a mam z nią duży problem jako pisarką. W dodatku to najpopularniejszy rodzaj retellingu, czyli na warsztacie baśń. A efekt?

Oszałamiający.

Catherynne M. Valente na baśniach zna się jak mało kto. Podobnie jak wiele lat przed nią Angela Carter podskórnie wyczuwa, co tak naprawdę jest motywem danej opowieści. W dodatku słowami posługuje się w sposób mistrzowski - co dla mnie jest problemem, bo rzadko kiedy udaje mi się jej książki skończyć czytać; zbytnio mnie przytłacza nadmiar stylizacji i genialnych pomysłów.

Wiedziałam, że napisała retelling baśni o królewnie Śnieżce w stylizacji Dzikiego Zachodu. Pomysł brzmi jak karkołomny i mniej zdolnego autora pewnie by pokonał. Postanowiłam go nie czytać. A potem "Six-Gun Snow White" dostało nagrodę Hugo i poczułam, że może warto się z nim zmierzyć.

Valente opowiada historię z europejskiej baśni, ale z amerykańskiej perspektywy. Śnieżka, która jest narratorką własnej historii przez połowę tekstu, mówi jak osoba urodzona i wychowana na dzikim Zachodzie. W tej wersji jest córką bogatego właściciela kopalni i pięknej Indianki. Macochą jest kobieta z wschodniego wybrzeża. Jest lustro, bo lustro być musi, to narzędzie magii z purytańskich lasów w okolicach Salem. Śnieżka zna magię, ale magię Zachodu, kojotów, niedźwiedzi i kruków. Jest napad na bank, pojedynek w samo południe, miasteczka graniczne. Ale przede wszystkim to opowieść o kobietach.

Jest macocha, wiedźma, ale jednocześnie ucieleśnienie cywilizacji i kanonów urody ze Starego Kontynentu. Jest Śnieżka, która nie jest ani biała, ani czerwona, ani piękna. Jest wreszcie siedem kobiet, które trzymają się razem, bo kiedyś każda z nich ruszyła na Zachód i Zachód odcisnął na nich swoje piętno. Jest walka, jest zazdrość, jest przyjaźń. Jest miłość.

Charming to kuc Śnieżki.

A wplecione w opowieść o dziewczynie, która uciekła z domu z powodu toksycznych relacji z macochą jest też sporo mądrych uwag o rasie, podboju i roli kobiet w XIX wieku. 

Valente dokłada też sporo od siebie: historię przyrodniego brata Śnieżki czy zakończenie baśni, ale nie chcę wam popsuć przyjemności z czytania.

P.S. I zwróćcie przy lekturze uwagę na tytuły rozdziałów, bo są cudowne. To nawiązania do indiańskich mitów.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.