Zielono, prequelowo i zabójczo

by 17.9.14 12 komentarze
I komiksowo, bo dziś będzie właśnie o trzech komiksach. Jeden kupiłam, jeden pożyczyłam, jeden dostałam w prezencie, wszystkie przeczytałam. Może wam też się spodobają, bo są naprawdę różne (czyli dla każdego coś dobrego).

Dziś będzie o Sailor Moon...
1. Pożyczony

Na Polconie znajomy kupił jeden z prequeli do "Strażników": ten z "Gwardzistami" i "Jedwabną Zjawą". Oba albumy w jednym tomie tworzą dosyć dziwne zestawienie, bo różnią się nie tylko kreską, ale i podejściem do fabuły. "Gwardziści" opowiadają historię prawdziwą "The Minutemen", z punktu widzenia Hollisa Masona, czyli pierwszego Nocnego Puchacza, który po przejściu na emeryturę napisał szczerą aż do bólu biografię - po czym wysłał ją do oceny byłym kolegom z Gwradii (no, tym żyjacym). Żaden z nich nie był zachwycony szczerością Masona. Nie jest to album tak dobry, jak oryginalni "Watchmeni", brakuje mu tego klimatu nadchodzącej zagłady, ale jako prequel się sprawdza. I nie wybiela Komedianta...

 

Większy problem mam z "Jedwabną Zjawą", o nastoletniej Laurel Jane. Jest to komiks, który w warstwie graficznej garściami czerpie z dokonań Alana Moore'a, ale przedstawiona historia to miałkie "origin story" superbohaterki. Fajnie się go czyta, ale to raczej wariacja na temat, fanfik taki. Klimatem do "Strażników" zupełnie nie pasuje, a i bohaterów traktuje raczej jak punkt wyjścia, dowolnie zmieniając ich charaktery, by pasowały do historii - która, i to chyba mój najpoważniejszy zarzut, zupełnie nie jest mroczna, tylko cukierkowa.

2. Kupiony

Na "Samotną zieloną kobietę" czaiłam się od pewnego czasu, ale nigdzie nie mogłam jej dorwać w cenie okładkowej, dopiero na Polconie się udało (zakładam, że album czekał specjalnie na mnie, z WKKM były tylko dwa tomy :P). A chciałam go przeczytać, bo mam powyżej uszu męskiego angstu, ratowania świata i smęcenia w deszczu (i to nawet nie jest zarzut do DC); chciałam przeczytać zabawną historię o kobiecie, która nie musi ukrywać swojego superbohaterskiego alter ego i chce się po prostu dobrze bawić.

She-Hulk ma coś wspólnego ze "Strażnikami"
I dokładnie to dostałam. She-Hulk to nie jest Bruce Banner, nie ma problemów z kontrolą przemiany, nie musi się ukrywać, może normalnie pracować w zawodzie (jest prawniczką). Oczywiście ma kłopoty: Avengersi wyrzucają ją z posiadłości za zbyt głośne imprezowanie, szef wyrzuca z pracy za, err, zbyt huczne imprezowanie, facet (model bielizny męskiej!) rzuca ją za, hm, zbyt częste imprezowanie - ale nikt jej nie chce zabić z zemsty. Jen Walters znajduje nowa pracę, w kancelarii, która między innymi zajmuje się sprawami superistot. Pomoże Spider-Manowi pozwać J. Jonaha Jamesona, wygra sprawę o odszkodowania przeciwko Roxxon, przy okazji umówi się z przystojnym astronautą, łamiąc serce koledze z pracy, dostanie mandat, nagada szefowi. Takie tam zwykłe życie. Rany, jej największym nemezis jest koleżanka z pracy!

W dodatku w komiksie jest pełno nawiązać popkulturowych, a ja po lekturze mam ochotę znowu oglądać "The Good Wife".

3. Otrzymany w prezencie

Dostałam "Zabójczy żart" i jeśli naprawdę muszę coś o nim pisać, to znaczy, że macie sporo braki w komiksowych podstawach.


Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.