Coś tu nie gra, czyli ósmy sezon "Doctora Who"

by 1.10.14 50 komentarze
Dobra, chyba czas wziąć się z bykiem za rogi i powiedzieć wprost, choć może to oznaczać ponowne włożenie kija w mrowisko (ale w innym fandomie): oglądanie bieżącego sezonu "Doctora Who" nie sprawia mi przyjemności. Nie czekam na kolejne odcinki, często odkładam ich oglądanie w czasie, a ich obejrzenie nie powoduje u mnie żadnych emocji. Ba, za najlepszy do tej pory uważam bardzo sztuczny i zmanierowany, wręcz teatralny w kreacji bohaterów "Robot of Sherwood".

Oglądaliście Grahama Nortona z Capaldim? Tak tylko pytam...
Co mi nie gra? Pod wcięciem postaram się to wyjaśnić w punktach.


1. Capaldi. 

Wiem, zaczynam z grubej rury, ale ciągle odnoszę wrażenie, że Peter Capaldi nie odnajduje się w roli Doktora, choć był świetnym Frobisherem i jest znakomitym aktorem. Istnieje możliwość, że to kwestia scenariuszy. Nie mam nic przeciwko wściekłemu Doktorowi (uwielbiam Małą Mi!), ale ten Doktor nie jest wściekły. Jest karykaturalny. I nie chodzi tylko o jego "emocje", ale również o to, że nagle stał się bardzo "obcy" w swoich reakcjach na absolutnie wszystko, co ludzkie; jeśli miał to być akcent humorystyczny, to już dawno przestał nim być i stał się męczącym gagiem. Mam wrażenie, że Capaldi się trochę miota w tej roli i sam zdaje sobie z tego sprawę. W pierwszym odcinku kazał nam (Clarze) dostrzec siebie, ale oprócz tego jednego momentu jest to dla mnie niemożliwe.

I want more.
2. Clara.

Jest z nią zdecydowanie lepiej niż było w poprzednich seriach, głównie przez dodanie jej interesującego życia na Ziemi, ale ja nadal nie wiem, kim ona jest. Słodka dziewczyna, pełni rolę zewnętrznego sumienia Doktora, potrafi tupnąć, ale poza tym? Niby jest nauczycielką, ale na ekranie tego nie widać (szkoła pokazana w "Caretaker" to jakiś dziwny, nieistniejący w rzeczywistości twór). I nie sądziłam, że to kiedykolwiek napiszę, ale jej minki działają mi na nerwy.
 
3. Brak jakiejkolwiek wiarygodności psychologicznej bohaterów

Czasami jest tak, że twórca podporządkowuje zachowanie bohaterów opowiadanej historii, w związku z tym zamiast osób z krwi i kości (choć fikcyjnych) dostajemy coś w rodzaju marionetek, które nie reagują zgodnie ze swoim charakterem, tylko tak, jak fabuła tego wymaga. Do tej pory najbardziej wyraźny tego przykład mogliśmy zobaczyć, gdy Doktor zdecydował się pomóc dyrektorce banku w "Time Heist", zamiast napiętnować jej zachowanie. Zaraz po tym plasuje się reakcja Clary na śmierć Saibry i Psi w tym samym odcinku, a ostatnio Danny, który stoicko przyjmuje do wiadomości, że jego dziewczyna podróżuje w czasie i przestrzeni z woźnym.

(Nadrabiam właśnie 1 sezon "Agentów S.H.I.E.L.D.u" i jestem w stanie sporo serialowi wybaczyć, bo do tej pory bohaterowie cały czas zmieniają się pod wpływem wydarzeń, które rozgrywają się na ekranie. W "Doctorze Who" tego w tej chwili brak.)

4. Brak chemii

Miedzy Doktorem a towarzyszem musi być chemia. Tu jej nie ma. Pomijając oczywistą chęć podróżowania Clary, co Doktor jej umożliwia, nie rozumiem, co ich trzyma razem. Podobno Doktor dba o Clarę, ale moim zdaniem traktuje ją dosyć instrumentalnie. Nie wiem, po prostu tego nie chwytam.

5. Odcinki od tej samej sztancy/ Za dużo Moffata w serii

Niby każdy odcinek opowiada inną historię, ale każdy ma tak samo rozłożone akcenty: budujemy napięcie, budujemy, ewentualnie ktoś ginie, szybkie rozwiązanie konfliktu, często od czapy, Missy, zajawka przyszłotygodniowego epizodu; dlatego tak podobał mi się "Robot of Sherwood", bo był zdecydowanie inny. Co ciekawe, to też jedyny odcinek, który nie miał Stevena Moffata jako współautora...

I wish I shared that faith.
Mam wrażenie, że showrunner powinien czuwać nad całością klimatu serii i pisać dwa-trzy kluczowe odcinki. Tu zaś wydaje się, że Moffat modyfikuje prawie każdy odcinek, który został nakręcony, co sprawia, że są do siebie zbyt podobne. Kurczę, nawet odcinki w siódmej serii były bardziej zapamiętywalne.

***

Pięć punktów, które sprawiają, że mój kiedyś ulubiony serial stał się czymś w rodzaju przerywnika między innymi, ciekawszymi pozycjami. Mam wrażenie, że sam serial nie wie, w jakim powinien podążać kierunku i czy adresowany jest bardziej dla dzieci (co sugerowałyby wydarzenia na ekranie), czy dla dorosłych (zmieniona pora emisji). Obawiam się, że jeśli ktoś w BBC szybko tego bałaganu nie ogarnie, ósma seria może okazać się łabędzim śpiewem.

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.