Angela Carter o jedzeniu

by 5.11.14 2 komentarze
Dziś powtórka z rozrywki, cykl nieco zapomniany, w ramach którego na tym blogu publikuję teksty ze starego Livejournala. Dla potomności. Plus dawno nie pisałam o jedzeniu. :D

"Expletives Deleted" Angeli Carter to zbiór recenzji książkowych, których pisaniem zajmowała się przez lata. Większośc recenzowanych pozycji to powieści, zarówno brytyjskich, jak i obcych autorów, ale jest tam rownież sekcja poświęcona książkom o jedzeniu (zatytułowana, zgodnie z poczuciem humoru Carter, "Tomato Woman"), z mottem-cytatem z Claude'a Levi-Straussa: "To eat is to fuck." Carter pisała je dla prestiżowego London Review of Books i okazuje się, że proszenie powieściopisarki o pisanie recenzji książek kucharskich nie jest najlepszym pomysłem.


Jestem od dawna fanką wszystkiego, co wyszło spod pióra Carter, ale ona była zakochana w słowach, a nie w smakach: zupełnie nie rozumiała, o co chodzi w gotowaniu. Doprowadziło to do niewielkiego kryzysu, gdy w jednej z recenzji wspomniała, jak niewłaściwe jest rozkoszowanie się jedzeniem, gdy ludzie w Etiopii głodują - redakcja została wręcz zasypana listami od oburzonych Brytyjczyków (co oznacza, że listy ociekały wręcz sarkazmem) z całego świata; wybór tych listów można znaleźć w książce. Według Carter jedzenie i gotowanie nie były sztuką:
'That bread alone was worth the journey,' they [the foodies] probably remark, just as Elizabeth David says of a trip to an out-of-the-way eatery in France. Art has a morality of its own, and the aesthetics of cooking and eating aspire, in "foodism", towards the heights of food-for-food's sake. Therefore the Third World can go suck its fist.

Inną rzeczą, o której warto pamiętać czytając carterowe recenzje książek kucharskich to podziały klasowe, coś, co leży u podstaw brytyjskości. Carter z pogardą traktowała Elizabeth David, pierwszą kulinarną boginię na Wyspach Brytyjskich, która pokazała angielskim gospodyniom domowym cuda, jakimi są kuchnie włoska i francuska w formie książek suto okraszonych anegdotami - bardzo w stylu tego, co współcześnie robią Nigella Lawson czy Jamie Olivier.


Nie chodziło o to, że David udawała w książkach kogoś, kim nie była, wręcz przeciwnie. Była ona jedną z osób, które w latach 80-tych zostaną określone wspólnym terminem Sloane Rangers, tak zwaną "wyższą klasą". Atakując David, Carter atakowała tak naprawdę całą jej klasę, z jej małymi kucheneczkami obok ich salonów (przy czym musicie pamiętać, że te kobiety nie musiały gotować, w przeciwieństwie do Carter, która dopiero po ślubie zaopatrzyła się w swoją pierwszą książkę kucharską, by móc gotować obiady mężowi), porównując je do Marii Antoniny z kwiatami ziemniaka we włosach, wykrzykującej "Niech wiec jedzą ciastka!" (zapominając "wygodnie", że David opublikowała swoją książkę zaraz po drugiej wojnie światowej, gdy jedzenia było mało). O książce "Food in Vogue" Carter pisze następująco:
A recurring theme throughout the cookery columns is a curiously magical linking of recipes with famous names. As if something of a mana of ladies or gentlemen of wealth, birth, and distinction may be absorbed via the ingestion of dishes, or entire menus, synonymous with them.

Ale pomimo zjadliwej (!) krytyki Carter, trzeba pamiętać, że Elizabeth David była naprawdę ważną postacią w całej brytyjskiej kulturze jedzenia (nie jest to taki oksymoron jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać - nie mam na myśli tylko owczych żołądków czy wątróbek albo tego, co na Wyspach uznawane jest za kiełbaski, całe to jedzenie, które nie tylko okropnie smakuje, ale i obrzydliwie wygląda). Gdyby nie jej książki, miejsca takie jak River Cafe nigdy by nie powstały. Zgodnie z plotką Davis jest też częściowo odpowiedzialna za sukces Chez Panisse Alice Waters - i zupełnie nie zaskakuje mnie fakt, że i ona doczekała się pogardy ze strony Carter:
The eponymous 'Chez Panisse' of the Chez Panisse menu Cookbook is directly inspired by Mrs David, who now spans the globe. The cook-proprietor of 'Chez Panisse', Alice Waters, says in her Introduction: 'I bought Elizabeth David's French Country Cooking and I cooked everything in it, from beginning to end. [doesn't that remind you of the "original" idea Julie Powell once had about Julia Child's cookbook?] I admired her aesthetics of food and wanted a restaurant that had the same feeling as the pictures on the covers of her books.' It seems an unusual desire, to create a restaurant that looks like a book-jacket, and most of the cooks from whom Mrs David originally acquired her recipes would think it even more unusual to learn to cook from a book instead of from Mum.
Carter po prostu nie pojmowała, że filozofia przygotowywania i podawania potraw również jest ważna. Była typową Angielką, gdy chodziło o sprawy kuchenne: jedzenie miało dostarczać siły do życia w formie wszystkich niezbędnych organizmowi składników odżywczych, nic więcej.


Co zaskakujące, byli autorzy książek kucharskich, którzy podobali się Carter, np. Patience Gray, ale jeśli się nad tym zastanowić, Carter nie fascynowało samo jedzenie, lecz związana z nim "dzikość": opowieści o gotowaniu lisów czy sałatce z ziół znalezionych na łące podobały jej się nie ze względu na smak potraw, lecz to, z jakiego źródła pochodziły.

Brytyjska upper class zaowocowała nie tylko Sloane Rangerami, ale również foodies (Carter opisuje ich oba oficjalne przewodniki - ten Paula Levy'ego i ten Ann Barr - w jednej ze swoich recenzji). Podczas gdy SR z czasem mutowali i wyemigrowali z Belgravii i Chelsea do Notting Hill i innych okolic typu Shoreditch, foodies nadal istnieją, np. w postaci Nigelli Lawson i jej prawie pornograficznego sposobu gotowania. Sama Lawson wyrosła ze środowiska Sloane Rangersów i jej zainteresowanie jedzeniem było początkowo hobbystyczne - co jest symptomatyczne dla całej klasy, z której pochodzi. Przypomnijcie sobie Rebeccę z drugiej części "Bridget Jones": gdy wydaje przyjęcie, głównym punktem jest zainteresowań jest menu, w przeciwieństwie do Bridget, która interesuje głównie Mark Darcy (niech spoczywa w spokoju).


Widzicie więc, że wojna z jedzeniem Angeli Carter była przede wszystkim konfliktem klasowym. Sama Carter urodziła się w Eaastbourne i po przeprowadzce do Londynu mieszkała po południowej stronie Tamizy (co zabawne, tam właśnie znajduje się jeden z najpopularniejszych targów spożywczych na Wyspach, czyli Borough Market) i "bała się" północnej części miasta (a przynajmniej niektórych dzielnic):
Nothing between Morden and Camden Town holds terror for me. But I never went to Whitechapel until I was thirty, when I needed to go to the Freedom Bookshop (it was closed). The moment I came up out of the tube at Aldgate East, everything was different from what I was accustomed to. Sharp, hard-nosed, far more urban. I felt quite the country bumpkin, slow-moving, slow-witted, come in from pastoral world of Clapham Common, Brockwell Park, Tooting Bec. (...) It was an older London, by far, than mine. I smelled danger.
Można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że gdyby Carter żyła, z pogardą patrzyłaby również na Nigellę Lawson, ale zastanawiam się, jaką opinię wydałaby na temat Jamiego Oliviera, który pochodzi z klasy robotniczej od podeszw butów aż po fałszywy londyński akcent (ale też pracował w River Cafe!). Albo na temat przeklinającego Gordona Ramseya.

(nah, Ramseya by prawdopodobnie uwielbiała :D) 

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.