"Dark Water" - powrót do korzeni?

by 3.11.14 33 komentarze
Pewnie stracicie do mnie szacunek po tej notce, bo sądząc po opiniach, które do tej pory moi znajomi zechcieli wyrazić w internecie na temat połowy finału ósmego sezonu "Doctora Who", entuzjazm raczej nie jest oczywistą reakcją. Ja sama nie spodziewałabym się tego po mnie, zwłaszcza, że ponad miesiąc temu sama krytycznie na temat tego serialu pisałam. Od tego czasu jednak dostaliśmy dwa znakomite odcinki Jamiego Mathiesona (czyli "Mummy on the Orient Express" i "Flatline" i chyba to mnie przekonało ostatecznie, że jednak warto obejrzeć "Being Human") i słabsze, głównie w konstrukcji postaci, "Forest of the Night" (tygrys nie świecił, a całość fabuły miała miejsce w dzień, rozczarowanko) i zaczęłam mieć nadzieję, że może nie będzie tak źle.


SPOILERY 

Pisanie o połowie finały jest nieortodoksyjne - jeszcze wszystko może się spieprzyć. Ale pozwólcie mi zgodnie z nazwą bloga trochę pofangirlować.

Początek zachęcający nie był: telefoniczna rozmowa Clary i Danny'ego, śmierć Danny'ego, akcja Clary z szantażem i kontra Doktora: to wszystko przyprawiało mnie o facepalmy i twarz naprawdę mnie bolała. Na szczęście w dalszej części odcinka całkiem o bólu zapomniałam, bo było fantastycznie i cudownie.

Po pierwsze więc, podłączenie Clary do wnętrzności TARDIS i splecenie jej losów z losami Danny'ego pojawiło się już wcześniej, a nie nagle na potrzeby tego odcinka, co zawsze jest na plus. Szkoda, że Missy i jej Promised Land była wprowadzana na innej zasadzie - jednak samo rozwiązanie zagadki The Nethersphere było zdecydowanie bardziej satysfakcjonujące niż wskazówki na jej temat rzucane przez cały sezon. Dysk oparty na technologii Time Lordów i mauzoleum ukryte w katedrze św. Pawła? Ja to kupuję bez zastrzeżeń!

3W było dosyć dziwnym rozwiązaniem, zresztą żart z kremacji czy zostawienia ciała na potrzeby nauki to dowcip raczej nie najwyższych lotów, grający na takich lękach ludzi, które nie powinny stać się przedmiotem żartów, ale już logo całej korporacji jak dla mnie było posunięciem genialnym: rozważam zrobienie sobie takiego tatuażu. Wiedząc, że w finale będą Cybermani (nie unikam previews kolejnych odcinków), dopiero zobaczywszy drzwi windy i znak w odbiciu lustrzanym pojęłam o co chodzi (wcześniej podejrzewałam jakieś proste słowo w gallifreyańskim) - i wtedy aż zadrżałam z radości. Bo widzicie, Daleki Dalekami, ale dla od zawsze najbardziej przerażającymi villainami byli Cybermani, bo one nie chcą nas wykończyć z nienawiści do wszystkiego, tylko zuniformizować - a to w moim odczuciu o wiele bardziej straszliwa perspektywa.

Mam to samo wydanie!
A gdy wreszcie okazało się, że Missy=Mistress=Master, moje szczęście było kompletne. Od "Deep Breath" miałam nadzieję, że postać lekko szalonej edwardiańskiej Mary Poppins okaże się być właśnie nemezis Doktora i możecie mi naskoczyć, nie dbam o to: ja jestem więcej niż zadowolona - to prawie euforia. Poza tym Michelle Gomez, jak już ma więcej czasu antenowego niż minuta na koniec epizodu, okazuje się być fantastyczną aktorką. Słuchajcie, ja nawet zastanawiam się, czy nie zacząć jej cosplayować na konwentach, and I'm not that much into cosplay, ale dałoby mi to okazję do fantastycznych zabaw z intonacją.

Było kilka rzeczy, które mi się nie podobały: wspomniany żart z kremacji, cały początek ze śmiercią Danny'ego (mógł umrzeć w poprzednim odcinku i byłoby zdecydowanie lepiej), szantaż Clary, gambit Doktora, ale oprócz tego dostałam cudowne aktorstwo (Seb!), zabawne dialogi ("I'm not a Dalek!"), ulubionych "tych złych", Time Lorda zmieniającego płeć i ogólny klimat, który pamiętałam z odcinków ery RTDa. I to chyba był dla mnie decydujący czynnik. Pewnie, za tydzień wszystko może się rypnąć, z ekranu wyskoczy na mnie niespodziewanie jakiś moffatyzm, ale przez tydzień jestem szczęśliwą fanką. I proszę mi tego uczucia nie rujnować swoją krytyką, zwłaszcza, jeśli dotyczy tego, że Master w życiu nie kazałby się nazywać Mistress. Możecie za to zostawiać w komentarzach żarty ze Steve'a Jobsa jako Cybermana, znajduję je strasznie zabawnymi.

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.