Seriale, które zrobiły na mnie piorunujące wrażenie

by 19.11.14 53 komentarze
Jak pewnie wiecie (albo i nie, nie wiem, czy wspominałam o tym na blogu, ups), w niedzielę będę uczestniczyć w pierwszej edycji Serialkonu w Krakowie, czyli jednodniowego konwentu poświęconego w całości serialom. Będę na nim opowiadać o postaciach LGBTQ w serialach fantastycznych, co mniej więcej podsumowuje mój zakres serialowej wiedzy. Serio, serio, zawsze wolałam filmy, książki i komiksy, seriale męczyły mnie swoją długością. Pewnie, uwielbiałam "Co ludzie powiedzą?" czy "Sailor Moon", ale to raczej wyjątki potwierdzające regułę. Mimo to jest kilka takich seriali, które zrobiły na mnie piorunujące wrażenie i już na zawsze będą miały miejsce w moim fangirlowym świecie, nawet jeśli ich oglądanie porzuciłam w połowie.


1. House MD

Obejrzany przypadkiem w telewizji w trakcie weekendowego wypadu jeden odcinek drugiego sezonu sprawił, że po powrocie do domu ambitnie obejrzałam całość. To znaczy wtedy dostępną całość, czyli jakieś cztery sezony? Wytrzymałam do połowy siódmego, nigdy go nie dokończyłam i z recenzji wnioskuję, że dobrze zrobiłam, bo zachowałam miłe uczucia wobec serialu. Strasznie lubiłam postaci, zwłaszcza Wilsona - do dziś uważam go za jednego z ciekawszych Watsonów.

(Strasznie lubię piosenkę z openingu.)



2. Doctor Who

Podobna sprawa jak z "House'm" - obejrzałam jeden odcinek na wyjeździe. Konkretnie mówiąc był to "The Eleventh Hour", na Easterconie 2010, w towarzystwie 700 fanów. I wsiąkłam, po powrocie do kraju zaczęłam oglądanie od "Rose" i do dziś nie opuściłam ani jednego epizodu, a nawet obejrzałam "Torchwood". Fajnie się oglądało ten serial w upalne lato.

3. Teen Wolf

Długo się przed tym serialem wzbraniałam, właściwie nie wiem czemu, bo pierwsze dwa sezony są jakby specjalnie pode mnie skrojone. Może obawiałam się horroru (nie przepadam)? Któż to teraz pamięta. Dość powiedzieć, że pokochałam całym serduszkiem i nie wyobrażam sobie jego braku.

4. Glee

Och, "Glee"! To była miłość od pierwszego wejrzenia: musicale i szkoła średnia, nic nie mogło pójść źle. A jednak, nie doceniłam Ryana Murphy'ego i w efekcie po przeniesieniu części akcji do Nowego Jorku serial porzuciłam. Ale może kiedyś kupię dwa pierwsze sezony na DVD.


5. Person of Interest

Zaczęłam oglądać zachęcona przez znajomych i rany, jaki to jest cudownie skonstruowany i zagrany serial! Jakie ma fantastyczne postaci! Jak ślicznie unika nudy i innych pułapek czyhających na procedurale. Jeśli jeszcze nie oglądacie, serdecznie polecam.

6. In the Flesh

Tak naprawdę preferuję brytyjskie seriale, które są tak krótkie, że widz zawsze ma ochotę na więcej. W tym wypadku do tytułu przyciągnęły nie dwie rzeczy: zombie i geje. A raczej zombie geje. Gratis w pakiecie dostałam też wannę feelsów.

7. Black Books

Ale nie samymi feelsami fangirl żyje, czasem trzeba się pośmiać. "Black Books" dostałam w prezencie od znajomego Irlandczyka, który jest zdecydowanie mniej aspołeczny niż bohater kreowany przez Dylana Morana. Ale Bernarda uwielbiam, również za miłość do książek i alkoholu.

8. Miranda

Serial polecony przez znajomą, uwielbiam! I znajomą, i serial, ale przede wszystkim Mirandę Hart. Jest coś takiego w Brytyjkach-singielkach, co sprawia, że z humorem ogląda się ich perypetie - a w Polsce zamiast Bridget Jones wychodzi Judyta Kozłowska?

9. Babylon 5

Oglądam, bo mąż mi kazał. A raczej: zaczęłam oglądać, bo mąż mi kazał, a potem pojawili się Londo Molari i G'Kar, fabuła zrobiła się bardzo skomplikowana, a na deser dostałam Tolkiena (nie żartuję). Przede mną ciągle piąty sezon (nie ma Ivanowej, buu) i dodatki.

10. Rzym

Też mąż kazał. Mój mąż ma całkiem niezły gust, jeśli chodzi o seriale.

11. Queer as Folk

Jedna z pierwszych wielkich miłości i serial, który bardzo często cytuję ("I'm doing it!" "Stuart Alan Jones" - słyszycie modulację głosu?) Z serialu wyniosłam dożywotnie już chyba uwielbienie do Aidana Gillena. Plus jest młodziutki Charlie Hunnam. Nago.

12. Misfits

Lubię myśleć, że tylko w umyśle Brytyjczyka mógł się pojawić pomysł na obdarzenie supermocami młodocianych przestępców. Strasznie zakręcony serial, im dalej w las, tym bardziej widz ma uczucie WTF. Z niego wyniosłam uwielbienie dla Iwana Rheona.



13. Sym-Bionic Titan

Ludu, czemu nie oglądacie "Sym-Bionic Titan", który opowiadał o walce wielkiego robota z potworami z kosmosu przed "Pacific Rim"? Bo to animacja? Bo był tylko jeden sezon? Bo serial jest skierowany do nastolatków? Ludu, obejrzyjcie "Sym-Bionic Titan", to rewelacyjny serial jest.

14. Wonderfalls

Serial przyniosła mi Cyda, wiedząc, że mi się spodoba. Jest to do tej pory jedyny serial Bryana Fullera, który obejrzałam w całości (trudnym nie jest, to 13 odcinków) i który po prostu uwielbiam. Ten humor, głupie pomysły no i Jaye. Jaye jest jedną z moich ukochanych bohaterek ever.

15. Sherlock

A ten serial obejrzałam z rozmysłem w dniu premiery, będąc w fazie sherlockowej po filmie Guya Ritchiego. Czy wiedziałam wcześniej, że będzie tak dobry? Nie, ale po emisji ani ja, ani nikt inny nie miał wątpliwości, że to telewizja najwyższej jakości.

To tyle, piętnaście tytułów - ja naprawdę nie znam się na serialach. A jak wyglądałyby wasze listy ukochanych seriali?

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.