Bo to zła książka była

by 15.5.15 13 komentarze
Jeśli jesteście zainteresowani sceną serialową lub po prostu lubicie SF, pewnie zauważyliście zwiastun do serialu opartego na "The Magicians" Leva Grossmana. Wygląda nieźle, nawet ja muszę to przyznać - ale nie będę go oglądać. Dlaczego?

Bo tak się ciekawie złożyło, że akurat tydzień wcześniej wypożyczyłam pierwszy tom trylogii z biblioteki. I o rany, tak złej książki nie czytałam od czasów "His Dark Materials" Pullmana (no dobra, po drodze był jeszcze "Maze Runner", ale ten tytuł był pozbawiony ambicji, w przeciwieństwie do tych dwóch). Miałam szczery zamiar ją dokończyć, przede wszystkim w ramach analizy porównawczej z "Fangirl" Rainbow Rowell na płaszczyźnie bohaterów-fanów - mam nawet rozbabrane notatki - ale doszłam do sceny, w którym bohaterowie uprawiają seks po raz pierwszy w postaci lisów na Antarktydzie, bo hormony wzięły górę i uznałam, że życie jest za krótkie na aż tak złe książki. Nie mogę uczciwie napisać porównania, zwłaszcza, że wiem z wikipedii, co w "The Magicians" dalej się dzieje. Ale notatek mi żal, więc dziś będzie krótko o książkach, które starają się zbyt bardzo.

Nie wiem, jak wy, ale ja traktuję książki głównie jako formę eskapizmu od rzeczywistości. Wychowałam się na baśniach, cyklu o Narnii oraz fantasy, tak więc teoretycznie zafascynowany książkami o Fillory Quentin, jak i pisząca fanfiki o Simonie i Bazie Cath powinni być moimi bratnimi duszami. Tak jednak nie jest. Przez pewien czas sądziłam, że jest tak ze względu na antypatyczność Quentina, ale zdałam sobie sprawę, że głównie jest to kwestia podejścia autorów. Rowell pisze tak, by czytelnik przy lekturze przede wszystkim dobrze się bawił, uczciwie też opisuje środowisko fanek-autorek fanfików. Grossman pisze, by się popisać erudycją (jakby ukończony Harvard i bycie krytykiem literackim w NY Times mu do tego nie wystarczało, doprawdy, kompleksy jakieś czy co?). W dodatku z książki Rowell bije sympatia do fangirls, podczas u Grossmana widzę przede wszystkim bardzo agresywny dialog z "Opowieściami z Narnii" i "Harrym Potterem" (a później jeszcze z innymi dziełami). Jest tu jakaś uparta kontestacja edwardiańskiej tradycji powieści dla dzieci i młodzieży, coś Enid Blyton i jej naśladowcy zrobili, co Grossmana bardzo wkurzyło (może to kwestia tego, że oni mieli talent literacki, a on nie?) Jeśli jakiś motyw da się wypaczyć, Grossman to zrobi, w dodatku w niesmaczny sposób. A ja nie bardzo rozumiem, dlaczego. Nie rozumiem też, dlaczego ludzie się na to łapią. Teoretycznie przecież "The Magicians" są skierowani do fanów serii, które Grossman usiłuje im obrzydzić. Więc co, czytelnicy zmieniają zdanie na temat lektur z dzieciństwa? Czy może czują się lepiej, bo załapali aluzję literacką (która jest oczywista jak coś bardzo oczywistego)?


Może właśnie ci młodzi dorośli odnajdują siebie na kartach powieści. Ale jeśli tak jest, bo dawno nie czytałam o tak antypatycznych bohaterach, to jest mi strasznie żal tego pokolenia. Cath ma problemy, tak samo reszta bohaterów "Fangirl", ale ogólny wydźwięk powieści jest optymistyczny. U Grossmana wręcz przeciwnie: wszyscy są żałosnymi dupkami i kończą jako jeszcze bardziej żałosne dupki, miotające się w życiu, pełne poczucia winy czy po prostu zdegenerowane. Fani serii wskazują, że to bardzo życiowe podejście, że tacy właśnie są żywi ludzie. Możliwe, ale ja akurat z takimi jednostkami nie chcę mieć nic wspólnego.

Myślałam długo i intensywnie, z czym "The Magicians" mi się kojarzy i mam dwa typy. Po pierwsze więc "His Dark Materials" Pullmana, książki też bardzo źle napisane, a z jakiegoś powodu bardzo popularne, i służące przede wszystkim popisywaniu się autora. Po drugie zaś, serial "Hemlock Grove", który swego czasu koszmarnie mnie rozczarował swoją egzaltacją i niesympatycznymi bohaterami. Wszystkie trzy tytuły mają wiernych fanów, ale ja do ich grona zaliczać się nie będę. Nie interesuje mnie czytanie o osobach, których nie lubię, zachowujących się bez sensu, ładu i składu. Możecie oczywiście sami zapoznać się z "The Magicians", ale ja osobiście odradzam. Zdecydowanie nie warto.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.