Jak wam się podoba? No nie bardzo

by 27.8.15 0 komentarze
Nadal nie obejrzałam "Teen Wolfa", ale tym razem mam nową wymówkę: wybyłam z Beryl na kilka dni do Birmingham na największy europejski konwent poświęcony Transformers. Jeśli kogoś interesuje to bardziej szczegółowo, polecam kliknąć w linka. Jeden dzień spędziłyśmy w Londynie, a ponieważ Beryl miała w poniedziałek urodziny, a kupiłam jej naprawdę lamerski prezent, w ramach świętowania zaprosiłam ją do The Globe, które strasznie lubię (klik, klik i klik)i które na żywo robi niesamowite wrażenie. Niestety, tym razem nie wyszło. Pod wcięciem znajdziecie moje uwagi na temat spektaklu.



W mojej osobistej opinii "Jak wam się podoba" stanowi jedną ze słabszych komedii barda z Stratfordu. To taki "second-rate Shakespeare". Jestem pewna, że zdolny reżyser zdołałby stworzyć z tekstu wartościowe przedstawienie i jak rozumiem, Blanche McIntyre jest zdolnym reżyserem, ale akurat tutaj w walce z tekstem poległa na całej linii.

Przedstawienie jako takie jest bardzo zachowawcze, typowo elżbietańskie, ale akcja poprowadzona jest bez wyczucia, ze zbyt dosłownym wykorzystaniem materiału źródłowego. Absolutnie nic nie zostało wycięte (a powinno), a postaci były jednowymiarowe. Pewnie, ja rozumiem, że to nie "Makbet", nie ma tu zbyt wielkiego pola do popisu aktorskiego, ale przydałoby się choćby maleńkie coś w kwestii interpretacji.

Najbliżej do realizacji mojego życzenia zbliżyli się dwaj aktorzy obsadzeni w rolach błaznów. James Garnon jako melancholijny Jacques (możecie pamiętać go z bardzo wymagającej roli Kalibana w "Burzy", która zrobiła dwa lata temu na mnie ogromne wrażenie) jest najjaśniejszym punktem obsady. Śmiejemy się nie dzięki jego kwestiom, ale z niego, ale to w gruncie rzeczy postać tragiczna; w najsłynniejszym monologu sztuki widać, jak powoli przytłacza go realizacja, że jego słowa dotyczą głównie jego samego. Garnon jako jedyny też "grał twarzą" w momentach, gdy znajdował się na scenie, lecz nie miał kwestii mówionych. Pozostali aktorzy byli wtedy bardziej podobni rekwizytom (again, moim zdaniem to brak dostatecznych wskazówek aktorskich).

Drugim jasnym punktem obsady był David Crossley w roli Touchstone'a, czyli "mądrego" błazna. Nie jestem do końca przekonana co do jego sposobu wyrzucania z siebie kwestii, ale podobało mi się, jak oparł na tym całą swoją postać.

A z czym mam problem? Z całą resztą obsady. Byli tak niewyraźni lub tak irytujący, zwłaszcza w drugim akcie, że miałam ochotę wyjść i nie wracać. Co gorsza, kilkoro z nich widziałam w innych sztukach (Terry, Mannering) z The Globe i wiem, że potrafią grać. W mojej opinii Rosalinda, Orlando i Oliver byli po prostu źle obsadzeni.

Ponieważ jest to jedyne wystawienie "As You Like It", jakie do tej pory widziałam, nie wiem, czy obsadzanie aktorów w podwójnych rolach to tradycja czy pomysł McIntyre. Zakładam inspirację słowami "All the world's a stage" i to akurat jest jeden z tych pomysłów, który mógł zadziałać rewelacyjnie, gdyby tylko trafiło na lepszą obsadę. Bo ja przez większość czasu nie widziałam różnicy pomiędzy odtwarzanymi przez nich postaciami, były wygrywane na tej samej, płaskiej nucie.

Doczytałam w innych recenzjach (niektóre były całkiem pozytywne), że wprowadzanie współczesnych elementów do sztuki to taki znak rozpoznawczy pani reżyser. O ile jeszcze rozumiem okulary przeciwsłoneczne u Touchstone'a (błazen zwykle jest postacią jakby spoza głównej obsady, takim jednoosobowym greckim chórem, może komentować, angażować publiczność, nie przejmuje się czwartą ścianą, więc może sobie na scenie pozwolić na trochę więcej), tak rower Audrey, wózek księdza i kostium Hymena (Rocky Horror Show!) były okropne.

Co ciekawe, wszystkie te elementy pojawiły się dopiero w bałaganie nazywanym roboczo drugim aktem. Rozmawiałam ze stojącym obok mnie człowiekiem po pierwszym akcie i oboje nie byliśmy zachwyceni, bo sztuka była tylko poprawna. Drugi akt natomiast wygląda jak coś, nad czym nikt nie sprawował kontroli i psuje całokształt wrażeń ze spektaklu. Zwłaszcza Rosalinda staje się nagle z ulubionej bohaterki Szekspira (dał jej monolog końcowy!) piszczącą i machającą rączkami pannicą, na którą aż przykro patrzeć.

(Beryl uważa, że wykorzystana muzyka była interesująca, ale może sama się na ten temat wypowie.)

Podsumowując: "As You Like It" nie jest dobrą sztuką. Oglądanie drugiego aktu to droga przez mękę. Nie polecam.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.